O silnym bohaterze, miłości „jak za dawnych lat”. Rozmowa z reżyserem „Legionów”

/ arch.

Robert Tekieli

Dziennikarz, publicysta, animator kultury niezależnej, poeta lingwistyczny. Jest felietonistą „Gazety Polskiej\" i „Gazety Polskiej Codziennie\". Od maja 2017 jest zastępcą redaktora naczelnego stacji

Kontakt z autorem

Anna Krajkowska

Kontakt z autorem

  

- O odważne relacje męsko-damskie pytałem moją babcię, gdy już była w wieku, że odpowiadała szczerze. I ona mi powiedziała: „Kochany, wszystko się działo tak samo, tylko bardziej” - mówi o filmie „Legiony” reżyser Dariusz Gajewski. Produkcja dziś wchodzi na ekrany kin.

Dlaczego zainteresowała Cię ta historia?

Krążyłem wokół legionów, odkąd dawno temu, jeszcze w latach 80., kolega mi pokazał kolekcję zdjęć legionowych. Te zdjęcia były specjalne, bo to był moment, gdy się pojawiły ręczne aparaty fotograficzne. Ci chłopcy się fotografowali. I wiele tych zdjęć mocno mi zapadło w pamięć. Czytałem też dużo wspomnień. Na jakiejś kartce pocztowej było wspomnienie o półzarośniętym, zdziczałym chłopaku, który próbował ukraść buty. Legioniści go złapali, pobili, a on mimo wszystko z nimi został, bo tam była ciepła zupa. Pointą tej historii było zdanie: „On tam został i stał się taki jak my”. Utkwiło mi to zdanie. Jak zadzwonił do mnie producent Maciek Pawlicki i powiedział hasło „legiony”, pomyślałem, że może to jest ten moment, by tę historię zobrazować.

A byłeś gotowy?

Nie byłem. Nigdy nie jest się gotowym na takie rzeczy. Ale zaczęliśmy o tym rozmawiać i tak się stało, że to się udało. Choć to jest oczywiście cud, bo film o takiej skali jest trudno sfinansować i wyprodukować.

W Polsce…

Myślę, że wszędzie. My się przyzwyczailiśmy do robienia rzeczy o mniejszej skali i dobrze się po tym poruszamy. W większej skali poruszamy się gorzej, choć wielu ludzi pozytywnie zareagowało na takie wyzwanie. Poczuli, że to jest dla nich coś ciekawego.

Recenzję Twojego filmu zacząłem od stwierdzenia, że to jest film kameralny z potężnymi scenami batalistycznymi. Jak się do tego odniesiesz?

Moim zdaniem on nie jest kameralny. Konstrukcja filmu jest taka, że jest bohater zbiorowy – legioniści. I z tego tłumu ludzi wyciągamy trzy osoby oraz postać Króla. Ja po prostu nie wierzę w zbiorowego bohatera. Nie widziałem filmu, który by przeprowadził dramaturgię za pośrednictwem bohatera zbiorowego. Widz musi przeżywać kogoś pojedynczego. Dlatego z tłumu legionistów zbliżyłem osoby, które są poddane ciężkiej próbie, jaką jest wojna. Chciałem dać widzowi poczucie bicia serca pojedynczych ludzi. Zachowanie proporcji między batalistyką a sekwencjami dotyczącymi głównych bohaterów było najtrudniejszą rzeczą. Dla mnie jako reżysera to był największy szkopuł, żeby znaleźć równowagę między intymnością a bitewnym zgiełkiem.

Dzisiejsze pokolenie może się przejrzeć w tym filmie?

Może, ale nie musi. Pokazaliśmy dwa lata naszej historii, bardzo ciekawe i ważne. Nie wiem, czy nie najważniejsze, bo tam się udało naszej wspólnocie zmartwychwstać.

Film mnie kilkakrotnie ściskał za gardło i wyciskał łzy z oczu, ale dostrzegłem w nim słabości. Chodzi o to, że zastosowałeś schematy: typu trójkąt. Później do mnie dotarło, że chyba nie da się dziś robić kina inaczej niż przy pomocy wytartych żetonów, tylko je trzeba uordynarnić.

Inaczej na to patrzę. Jeśli robisz film skierowany do szerokiej widowni, to musisz się posługiwać językiem, który ona rozumie. Wykorzystuje się schematy fabularne. Kwestią zasadniczą jest, jak to się robi. Bo można odgrzać kotleta albo zrobić nowe danie. Wyzwaniem tego filmu było przekroczenie kompleksów. 

Jakie kompleksy masz na myśli?

Polskie kompleksy, świetnie opisane przez Kisiela. Chodzi o to, że czujemy się mali, niepotrzebni samym sobie, niesamodzielni. Myślę, że legioniści tak nie myśleli o sobie samych.

Opowiedz o ekipie, z którą realizowałeś ten film.

Zacznę od tego, że tym ludziom należą się ogromne podziękowania. Nie mieliśmy luksusu, nie stać nas było na wszystko podczas realizacji tego filmu, ale czasem robiliśmy rzeczy ponad stan. Wynikało to z talentu, ciężkiej pracy, krwi i potu ekipy.

Z jakiego klucza ich dobierałeś?

Szukałem ludzi, u których hasło „legiony” wywoływało na twarzy jakąś jasność. Za charakteryzację odpowiadała Anna Dąbrowska. To najwyższej klasy profesjonalistka. Pracowałem z nią pierwszy raz i chętnie bym kontynuował współpracę. Kostiumy zrobiła Magdalena Luterek-Rutkiewicz – znakomita specjalistka od militariów. Scenografię zrobił Paweł Jarzębski. Długo szukałem kogoś, komu uda się zrobić duży świat za tak ograniczone środki. Skuteczność Pawła w tym zakresie była niesłychana i bardzo nam pomogła w filmie, bo scenografia wygląda doskonale. Zaś autorem zdjęć jest Jarosław Szoda. Kiedy mu powiedziałem hasło „legiony”, to nie tyle pojaśniał, co aż zapłonął. Ten płomień trwał do ostatniego dnia, dlatego film bardzo dużo mu zawdzięcza. Chodzi o jakość obrazowania, wiele pomysłów, które wrzucił w ten film, i ogromną ilość serca. Bardzo ważną osobą jest też kompozytor muzyki Łukasz Pieprzyk. Myślę, że to jest wschodzące słońce polskiej muzyki filmowej. Ja szukałem innego rodzaju muzyki do tego filmu niż to się u nas zdarza. Chodziło o to, żeby to była również muzyka ilustracyjna, kładziona na większych kawałkach filmu. Okazało się, że Łukasz potrafi to robić. Jego muzyka była niesłychanym elementem regulującym balans między scenami batalistycznymi a intymnymi. Miałem ogromne szczęście, że wpadliśmy na siebie.

Z tego samego klucza dobierałeś aktorów?

Nie chciałem podpisać umowy z producentami filmu do momentu, aż znajdę głównego bohatera, czyli Józka. Długo nie podpisywaliśmy tej umowy, bo poszukiwania się nie udawały. Założyłem sobie, że Józek to będzie analfabeta, ale obdarzony samorodną, uliczną inteligencją, z ukrytym, ale dostrzegalnym potencjałem, z czymś, co może nas pociągnąć. Jednocześnie to facet, który jest bardzo mocny, jest dzikim wilkiem. Trudno było znaleźć aktora, który by to uniósł. I pewnego dnia na jakiejś firmowej imprezie zobaczyłem Sebastiana Fabijańskiego. Dostrzegłem w nim dzikiego gościa. Zaprosiłem go na spotkanie i po 20 minutach rozmowy wiedziałem, że to może być on. Myślę, że to był doskonały wybór. Sebastian jest niesamowicie zdolnym aktorem, który nie odpuszcza i walczy o swoje do końca – może to czasami jest trudne, ale przynosi efekty.

A pozostali aktorzy?

Antagonistą filmowego Józka jest Tadek, czyli chłopak z ziemiańskiego domu. Ta rola była wyzwaniem dla Bartosza Gelnera, bo musiał się nauczyć jeździć konno czy strzelać. Robił też trudne numery kaskaderskie, bo ma sprawność fizyczną przekraczającą normę. I trzecią bohaterką filmu jest Ola. Szukałem do jej roli mocnej dziewczyny, której się uwierzy, że ona strzela z broni i jest w stanie wysadzić most. Też długo trwały te poszukiwania, aż na casting przyszła (a raczej ją przynieśli, bo miała złamaną nogę) Wiktoria Wolańska. Ona też jest niezwykle podobna do pierwowzoru tej postaci, czyli do Olgi Gnatowicz, którą zobaczyć można na archiwalnych zdjęciach.

Zastanawiałem się, czy w tamtych czasach były możliwe takie odważne relacje męsko-damskie.

Pytałem o to moją babcię, gdy już była w wieku, że odpowiadała szczerze [śmiech]. I ona mi powiedziała: „Kochany, wszystko się działo tak samo, tylko bardziej”. Jedyną różnicą było, że oni o tym nie mówili.

Oczywistą sprawą jest Baka…

Wcale nie oczywistą. To była najtrudniejsza postać do ożywienia, bo mówi o ideach. Jestem bardzo szczęśliwy, że Mirek Baka dał Królowi twarz, ciało i ducha.

Król usynowił Józka, a Józek po nim przyjął to ojcostwo.

Józek nie jest w legionach do momentu, kiedy widzi Króla, który oddaje za niego gardło. Nie dlatego, że go lubi czy pokochał jak syna, ale to wynika z obowiązku, jaki oficer ma wobec podwładnego. I Józek musi sobie poradzić z tego rodzaju ofiarą.

Dla mnie kluczowa jest również scena pojedynku, bo grany przez Grzegorza Małeckiego Złotnicki mówi o istocie każdej despotii. On mówi – mnie się opłaca, ja Cię nie zabiję, bo bym nie awansował. Proste.

On wierzy w wieczny carat, choć ten carat już nie istnieje w momencie, gdy on to mówi. Żeby zrobić tę scenę, aktorzy musieli przez miesiąc ćwiczyć walkę szablą. To nie było łatwe.

Przed nami premierowy weekend. Jak zareagujesz na potężny atak na swój film?

Mam nadzieję, że taki atak nie nastąpi, bo chyba wszyscy chcemy zobaczyć nasz świat bez kompleksów.

Nieopublikowane fragmenty wywiadu można przeczytać w weekendowym wydaniu „Gazety Polskiej Codziennie”
 

Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Źródło: niezalena.pl
Tagi

Wczytuję komentarze...


Szefowa warszawskiej Komisji Kultury prosi o... datki. "Z przygnębieniem patrzę na swoje konto"

Agata Diduszko-Zyglewska / fot. Zbyszek Kaczmarek/Gazeta Polska

  

Podczas gdy cała Polska walczy z epidemią i zbiera pieniądze na szpitale, Agata Diduszko-Zyglewska - choć jest radną i szefową Komisji Kultury w Warszawie - prosi o wpłaty na swoje konto. Ponieważ... często z przygnębieniem patrzy na jego stan. "Liczę na Wasze wsparcie - a Wy możecie liczyć na mnie" - zapewnia. Diduszko tłumaczy, że "od kilku lat zajmuje się mapowaniem i ujawnianiem nieprawidłowości i krzywd wynikających z niewłaściwej relacji między państwem a kościołem katolickim w Polsce".

Agata Diduszko-Zyglewska to skrajnie lewicowa feministka, od 2012  r. członek zespołu "Krytyki Politycznej". Współpracuje z „Gazetą Wyborczą”, jest autorką i prowadzącą feministycznego programu satyrycznego „Przy Kawie o Sprawie”. Chwali się też tym, że jest "współtwórczynią" mapy kościelnej pedofilii w Polsce. 

[polecam:https://niezalezna.pl/246835-sojusz-po-z-lewakami-redaktorka-krytyki-politycznej-szefowa-komisji-kultury-w-warszawie]

Mąż szefowej Komisji Kultury (Diduszko-Zyglewska stanowisko to piastuje od listopada 2018 r.), Wojciech Diduszko, stał się gwiazdą mediów w 2016 r. To właśnie wtedy Platforma Obywatelska opublikowała spot, w którym widać leżącego mężczyznę podczas manifestacji wokół Sejmu. Scena była tak zmontowana, aby pokazać, jak brutalna władza rządzi teraz Polską. Diduszko wyglądał na nieprzytomnego. Jednak kilka wcześniejszych klatek wycięto. Dopiero tam widać, jak mężczyzna kładzie się na ulicy. Po chwili wstaje, jak gdyby nigdy nic, i gdzieś telefonuje.

[polecam:https://niezalezna.pl/90904-juz-wiadomo-kto-udawal-nieprzytomnego-i-trafil-do-spotu-po-wideo]

A teraz - gdy cała Polska walczy z epidemią i zbiera pieniądze na szpitale - Diduszko-Zyglewska, choć jest warszawską radną i szefową Komisji Kultury, prosi o wpłacanie datków... na swoje konto.

Na opublikowanej w internecie stronie czytamy:

Wasze wsparcie może sprawić, że będę mogła działać o wiele intensywniej!

Moje dalsze plany to:
- stałe aktualizowanie mapy kościelnej pedofilii,
- sieciowanie ofiar, dziennikarzy i chętnych do pomocy prawników na rzecz pociągnięcia do odpowiedzialności sprawców kościelnej pedofilii i ich zwierzchników,
- sieciowanie społeczników, radnych i polityków chętnych uregulowania relacji między państwem a kościołem w Polsce (dzielenie się dobrymi praktykami i powielanie ich w różnych miejscowościach),
- monitorowanie i upowszechnianie informacji o tych działaniach hierarchii kościelnej, które stwarzają zagrożenie dla bezpieczeństwa dzieci, kobiet, osób LGBTQ i innych grup mieszkańców Polski,
- działanie na rzecz powrotu katechezy do kościoła i neutralności religijnej szkół,
- działania na rzecz wdrożenia projektu ustawy o komisji prawdy i zadośćuczynienia, a także na rzecz likwidacji przedawnień w kontekście przestępstw seksualnych wobec dzieci.

To w jakiej mierze uda mi się zrealizować te plany zależy także od Was.
Liczę na Wasze wsparcie - a Wy możecie liczyć na mnie.

To jednak nie wszystko. Diduszko-Zyglewska wprost pisze o tym, że "często z przygnębieniem patrzy na stan swojego konta":

Warto przy okazji przypomnieć o ostatnich "kulturalnych" wydatkach miasta Warszawy. To m.in. projekt „Queerowe gesty i kolektywność”, dotacja (215 tys. zł!) dla Stowarzyszenia Grupy Artystycznej TERAZ POLIŻ i 24 tys. zł na inicjatywę "Co lesbijka ma w słoiku". 

[polecam:https://niezalezna.pl/321056-co-lesbijka-ma-w-sloiku-i-sputnik-photos-nowe-informacje-ws-wydatkow-trzaskowskiego]

Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Źródło: niezalezna.pl

Tagi

Wczytuję komentarze...

Nasza strona używa cookies czyli po polsku ciasteczek. Korzystając ze strony wyraża Pan/i zgodę na używanie ciasteczek (cookies), zgodnie z aktualnymi ustawieniami Pana/i przeglądarki. Jeśli chce Pan/i, może Pan/i zmienić ustawienia w swojej przeglądarce tak aby nie pobierała ona ciasteczek.


Strefa Wolnego Słowa: niezalezna.pl | gazetapolska.pl | panstwo.net | vod.gazetapolska.pl | naszeblogi.pl | gpcodziennie.pl | Gazeta Polska Podcasts