Kacper Płażyński zorganizował w czwartek konferencję przed tą nieruchomością, podczas której zrelacjonował całą sprawę. Poinformował, że w środę interweniował w tym samym miejscu wraz z innymi gdańskimi radnymi. Trzy dni wcześniej zgłosił się bowiem do niego mieszkaniec Gdańska, wskazując, że na teren, który dzierżawił od początku lat 60., a który jest przedmiotem sporu sądowego, weszła na początku września ekipa budowlana.

Mieszkaniec Gdańska, jak dodał, przedstawił „postanowienie sądu z 27 listopada 2018 r. o tym, że sąd nie pozwala na jakiekolwiek prace na tym terenie do czasu zakończenia się postępowania sądowego”.

Dokument jest opatrzony klauzulą wykonalności z 1 sierpnia 2019 r., a mimo to prace nie tylko się nie zakończyły, ale ten pan, to wynika wprost z obdukcji, którą tutaj również mam, został przez smutnych panów w czarnych strojach (ochroniarze na terenie budowy – przyp. red.) poturbowany. Były mu wykręcane ręce został kilkakrotnie uderzony w brzuch, w plecy. Policja zajmuje się tą sprawą.
- mówił Płażyński.

Zwrócił uwagę, że sporny teren jest terenem miejskim. Jednak urzędnicy miejscy, jak mówił, w tej sprawie nie byli mu w stanie „odpowiedzieć na najbardziej proste oczywiste pytania”.

Jego zdaniem doszło do „pogwałcenia wyroku sądowego z jednoczesną ogromną zupełną biernością urzędników w randze dyrektorów urzędu miasta Gdańska”.

Ja nie wiem czy pani prezydent Dulkiewicz o tej sytuacji wie, ale ja nie mam wątpliwości, że ci państwo tutaj za nami działają po prostu niezgodnie z prawem. Tutaj mamy postanowienie sądu, prawomocne postanowienie sądu i chcielibyśmy spytać panią prezydent Dulkiewicz, czy w Gdańsku wyroki sądów przestały obowiązywać, a przynajmniej przestały obowiązywać miejskich urzędników i gminę miasto Gdańsk?.
- pytał polityk.

Dodał, że miasto jest stroną tego postępowania sądowego, więc postanowienia sądu w tej sprawie są mu znane.

W jego opinii „miasto Gdańsk powinno niezwłocznie cofnąć pozwolenie na budowę, jakie wydała jeszcze na początku 2018 r. właśnie w związku z tym, że zostało wydane nowe postanowienie sądu, uniemożliwiając tu jakiekolwiek prace”.

Mimo wczorajszej interwencji radnych te prace dalszym ciągu tutaj trwają. Jesteśmy zdumieni, bo to pokazuje, że władze gdańskie są niestety (...) silne wobec słabych, a słabe wobec silnych. Słabe wobec tego lobby deweloperskiego, które jak widać w Gdańsku może robić sobie dokładnie wszystko to na co ma ochotę". "To jest sprawa skandaliczna, na pewno jej nie odpuścimy, ale liczymy na błyskawiczną reakcję" – mówił polityk. "Jeżeli panowie dyrektorzy z urzędu miejskiego nie są w stanie podjąć odpowiedniej decyzji, liczymy na błyskawiczną reakcję ze strony głowy naszego miasta (...) czyli pani prezydent Dulkiewicz. My chcemy żyć w Gdańsku gdzie prawa się przestrzega – dodał Płażyński.

W czwartek konferencję na ten sam temat zwołał rzecznik prasowy prezydent Gdańska Daniel Stenzel. Zaapelował on do Płażyńskiego, aby „działał faktycznie w interesie mieszkańców”. Rzecznik podkreślił, że droga, której budowę rozpoczęto będzie prowadziła do powstającego nieopodal osiedla mieszkaniowego oraz – planowanych w sąsiedztwie, „usług publicznych w postaci przedszkola, żłobka, parku i różnego rodzaju innych terenów rekreacyjnych”.

Stenzel zwrócił się też na konferencji do Płażyńskiego, aby ten „działał w interesie miasta w rozumieniu prawa własności”. Rzecznik podkreślił, że właścicielem gruntu, na którym powstaje droga oraz sąsiednich terenów, jest miasto.

Chciałem także zaapelować do pana radnego Płażyńskiego, żeby nie wprowadzał w błąd mieszkańców zarzucając nam działanie na szkodę miasta i mieszkańców.
- podkreślił Stenzel.

Dodał, że droga, przy której rozpoczęły się prace, zostanie zbudowana przez dewelopera prowadzącego w pobliżu inwestycję mieszkaniową.

Pan, który zgłosił się do pana Płażyńskiego z roszczeniami, nie ma żadnego tytułu prawnego do tej działki. Jego ojciec, który już zmarł, posiadał prawo z tytułu dzierżawy. W tamtym miejscu faktycznie posadził drzewa owocowe i w ten sposób to przez 50 lat było uprawiane. Natomiast czasy się zmieniają, miasto się rozwija (...). Mówimy o miejscu, które powinno być przeznaczone pod budowę nowych osiedli, pod budowę nowych usług i takie właśnie inwestycje zostały zaplanowane w planie zagospodarowania miejscowego.
- mówił Stenzel dodając, że dzierżawa terenu pod sąd zakończyła się przed trzema laty.

Rzecznik poinformował, że miasto złożyło zażalenie na postanowienie sądu dotyczące nakazu powstrzymania się przez magistrat od "jakichkolwiek działań" na spornym terenie. Dodał, że po wydaniu nakazu sądu "urzędnicy miejscy nie przeprowadzali żadnych czynności", a "wszystko to, co się dzieje po wydaniu pozwolenia na budowę, jest już w gestii Powiatowego Inspektora Nadzoru Budowlanego".