Rząd upokarza Solidarność i wie, co robi. Związek jest jedną z najpoważniejszych dziś sił, zdolną do zorganizowanego oporu i protestu przeciw obecnej władzy.

Gdy Ewa Kopacz, a teraz marszałek Senatu Bogdan Borusewicz zabronili wpuszczenia delegacji Solidarności na obrady parlamentu w sprawie wydłużenia wieku emerytalnego, pokazali lęk PO przed siłą związku. Zademonstrowali także lekceważenie dla elementarnych zasad demokratycznych. Przywódcy największego związku zawodowego mają stać na ulicy, przed parlamentem, w którym władza uchwala ustawę, nie licząc się ze zdaniem milionów Polaków, których Solidarność w tej sprawie reprezentuje.

To także demonstracja siły rządzących – ekipa Tuska pokazuje, że może lekceważyć związek i jak zwykle bezkarnie obrażać. Bo jak inaczej potraktować insynuacje, że nie można liderów związku wpuścić do Sejmu ze względu na bezpieczeństwo polityków?

Prowokacje, obrażanie, lekceważenie, upokarzanie – to rutynowa taktyka PO wobec tych, którzy mogą zagrażać interesom partii. Solidarność, po niezależnych mediach i opozycji, jest kolejną ofiarą tej taktyki. To może mieć niebagatelne znaczenie, że są nas już miliony.