Kilka dni temu na Facebooku Roman Giertych opublikował "List do katolików świeckich" autorstwa swojego ojca, Macieja Giertycha. Giertych senior pisał w nim m.in., że "chciałby przestrzec wszystkich swoich rodaków przed oddaniem w tych wyborach głosu na PiS". Z miejsca list podchwyciła "Gazeta Wyborcza", a do propagowania tez w nim zawartych włączył się nawet Jarosław Kurski.

To zupełna zmiana frontu "Gazety Wyborczej" ws. Macieja Giertycha, o którym kiedyś dziennik Michnika pisał m.in., że "bronił ZSRS" i "wciąż walczy z Darwinem".

- Takie stanowisko "Gazety Wyborczej" zupełnie mnie nie zaskakuje

- komentuje w rozmowie z Niezalezna.pl Adrian Stankowski, publicysta "Gazety Polskiej Codziennie".

 - Pan Giertych senior wielokrotnie dawał przykłady tego, że jest takim narodowcem o prorosyjskim profilu. Bronił stanu wojennego wprowadzonego przez Wojciecha Jaruzelskiego, a "Gazeta Wyborcza" systematycznie rozwadnia odpowiedzialność za stan wojenny. Pamiętamy, jak Adam Michnik nazwał Czesława Kiszczaka "człowiekiem honoru"

- zauważył Stankowski.

Zdaniem publicysty "Gazety Polskiej Codziennie" "to sojusz dwóch sił, które chcą utrzymania w Polsce systemu postkomunistycznego, który w skrócie polega na tym, że rządzić w Polsce mogą tylko osoby wyselekcjonowane przez gen. Kiszczaka i Jaruzelskiego, czyli swoista arystokracja rodem z PKWN-u, która systematycznie pouczała nas, jak mamy jeść bezę, koniecznie w rozmiarze europejskim, a zdanie Polaków dla tych pseudoarystokratów ma najmniejsze znaczenie".

- Tak samo zresztą należy oceniać obecną działalność Giertycha juniora - to zwarty front obrony tego, żeby było tak jak było. Przebieranki, że ktoś jest bardziej postępowy, a ktoś jest bardziej narodowcem, nie mają znaczenia, bo teraz maski opadają

- dodał.