Niemiecka gazeta ostrzega przed optymizmem wobec Kremla

Zdjęcie ilustracyjne / pxhere.com/creativecommons.org/publicdomain/zero/1.0/

  

Niemiecki dziennik "Frankfurter Allgemeine Zeitung", komentując sobotnią wymianę więźniów między Rosją a Ukrainą, przestrzega przed optymizmem wobec Kremla. W polityce prezydenta Rosji Władimira Putina nic się nie zmieniło - konstatuje "FAZ".

"Po wymianie więźniów między Ukrainą i Rosją w Kijowie, Berlinie, Paryżu i Waszyngtonie słychać głosy mówiące o pierwszym kroku w kierunku pokoju. Niestety niewiele za tym przemawia. Warunkiem tego byłaby zmiana rosyjskiej polityki, a jej nie ma" - pisze konserwatywna gazeta w poniedziałek.

"Poruszające sceny powitania powracających ukraińskich obywateli w Kijowie pokazują, ile warta jest wymiana w kategoriach ludzkich. Okoliczności, w jakich do niej doszło, pokazują, że wymiana nie była gestem humanitarnym ani budującym zaufanie ze strony rosyjskiej, tylko kontynuacją dotychczasowej polityki szantażu"

- stwierdza "FAZ".

Rosja i Ukraina przeprowadziły w sobotę wymianę osób skazanych i aresztowanych w obu krajach. Objęła ona 70 osób, po 35 z każdej ze stron. Wśród zwolnionych jest filmowiec Ołeh Sencow, skazany na 20 lat kolonii karnej za rzekome przygotowywanie zamachów terrorystycznych, i 24 ukraińskich marynarzy aresztowanych po ataku zbrojnym sił rosyjskich w rejonie Cieśniny Kerczeńskiej w listopadzie 2018 roku.

Jak zauważa "FAZ", prezydent Putin niewiele dał, a dużo zyskał. Spośród 35 Ukraińców, którym pozwolono powrócić do ojczyzny, 24 Moskwa powinna była uwolnić dawno temu, gdyby przestrzegała prawa międzynarodowego. Międzynarodowy Trybunał Prawa Morza (ITLOS) wydał w maju werdykt, w którym wyraźnie nakazał uwolnienie ukraińskich marynarzy - przypomina dziennik.

"Kreml nie zastosował się do werdyktu, ale zażądał nagrody za zrobienie tego, co powinien i tak zrobić. I to jakiej nagrody. Moskwa uzależniła realizację wymiany więźniów od włączenia w nią człowieka (Wołodymyra Cemacha), który może być współodpowiedzialny za zestrzelenie nad wschodnią Ukrainą w lipcu 2014 roku pasażerskiego samolotu (wykonującego lot) MH17" z Amsterdamu do Kuala Lumpur

- oburza się "FAZ" i przypomina, że zginęło wówczas 298 osób, które były na pokładzie malezyjskiego boeinga.

"Głównym osiągnięciem Putina byłoby, gdyby Zachód zaczął mieć złudzenia, że w ten sposób można naprawdę zbliżyć się do pokoju na Ukrainie. Lub gdyby we Francji i w Niemczech wydarzenie z weekendu zostało wykorzystane jako pretekst, by zrezygnować z twardego kursu wobec Moskwy. Nie ma do tego podstaw" - podsumowuje "Frankfurter Allgemeine Zeitung".

Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Źródło: niezalezna.pl, PAP

Tagi

Wczytuję komentarze...

Prawdziwy "baby boom" w dużych miastach w Polsce. Ekspert wskazuje przyczyny

Joanna Tylisz i Igor / Fot. Ignac Glowacki.

  

W Polsce nastąpiła nieoczekiwana ewolucja dzietności. W dużych metropoliach, a także stolicach województw urodziło się ostatnio więcej dzieci, niż ogółem w całej Polsce. Prof. Piotr Szukalski z Instytutu Socjologii Uniwersytetu Łódzkiego twierdzi, że to zjawisko chwilowe i wyjaśnia przyczyny trendu.

Współczynnik dzietności lub poziom płodności oblicza się, podając liczbę urodzonych dzieci przypadających na jedną kobietę w wieku rozrodczym, czyli pomiędzy 15 a 49 rokiem życia. Przez ostatnie dekady występowała prosta zależność: dzietność mieszkanek miast była niższa niż ta na wsi. Co więcej, dzietność kobiet z dużych miast (tj. mających przynajmniej 100 tys.mieszkańców) była niższa niż ta w miastach ogółem. Kobiety w większych miastach miały wyższy poziom wykształcenia, więcej pracowały i zarabiały, miały większe aspiracje zawodowe. Wraz z wielkością miasta rosła też wśród jego mieszkanek znajomość środków antykoncepcyjnych. Socjologowie obserwowali odchodzenie od tradycyjnego modelu rodziny.

"Tymczasem we współczesnej Polsce to nie największe miasta odznaczają się najniższą dzietnością, ale - co zaskakujące - w części regionów skłonność mieszkanek stolic do posiadania dzieci przewyższa średnią dla regionu"

– stwierdza prof. Szukalski, autor raportu "Wzrost dzietności w ostatnich latach: dlaczego najbardziej z niego korzystają duże miasta?".

[polecam:https://niezalezna.pl/245693-jest-efekt-programu-rodzina-500-plus]

To nowa obserwacja - zauważa badacz, gdyż od roku 1990 przez kolejne ćwierćwiecze w żadnej ze stolic województw nie odnotowano dzietności wyższej, niż dla Polski ogółem. Ostatnie lata jednak zmieniają ten obraz. W 2015 roku w Gdańsku i Warszawie urodziło się więcej dzieci, w kolejnym roku - również w Gorzowie Wielkopolskim. W 2017 r. "baby boom" odnotowano już w sześciu stolicach regionów, zaś w 2018 - w dziewięciu.

Prof. Szukalski zaobserwował, że coraz częściej ludność stolicy charakteryzuje się wyższą dzietnością, niż mieszkańcy regionu ogółem.

W stolicach województw zamieszkuje zazwyczaj znaczna część populacji (zwykle 20-30 proc.), a to oznacza dużą przewagę rozrodczości nad pozostałą częścią ludności danego regionu.

Właśnie taką sytuację socjolog z UŁ zaobserwował od 2015 r. w Gorzowie Wielkopolskim i Opolu, od 2016 r. w Gdańsku i Rzeszowie, od 2017 r. w Szczecinie i Kielcach. Jednorazowo wystąpiła również w 2018 r. w Zielonej Górze, Olsztynie i Wrocławiu.

Profesor Szukalski obserwuje zmiany zachowań demograficznych zarówno w skali przestrzennej, jak i w obrębie grup społecznych. Wśród przyczyn tych zmian wymienia m.in. zmianę zachowań kobiet na wsiach i w mniejszych miastach. Dopiero teraz zachowują się one tak, jak wcześniej mieszkanki stolic.

"Regiony o najwyższym poziomie urbanizacji i rozwoju ekonomicznego, a najniższym przywiązaniu do tradycyjnego sposobu definiowania rodziny, jako pierwsze rozpoczęły dynamiczne zmiany wzorca płodności i formowania rodziny. Zaś województwa o dużym udziale ludności wiejskiej i największym tradycjonalizmie obyczajowym okres takich najbardziej dynamicznych zmian odnotowują dopiero w ostatnich latach"

- ocenia profesor.

Dodaje, że najpierw zmienił się model rodziny w grupie osób najlepiej wykształconych. To one odraczały decyzję o zostaniu rodzicami, a także opowiadały się za mniejszą liczbą dzieci. Osoby te miały bowiem najwięcej do stracenia, np. miejsce pracy. Obecnie w największych miastach powyższy proces spowalnia. Natomiast wciąż przebiega on dość szybo na obszarach wiejskich, zwłaszcza tych bardziej tradycyjnych i religijnych.

[polecam:https://niezalezna.pl/239236-w-polsce-od-dawna-nie-rodzilo-sie-tyle-dzieci-wskaznik-urodzen-najwyzszy-od-20-lat]

Socjolog zwraca uwagę na migracje zagraniczne oraz legalizowanie pobytu przez migrantów wewnętrznych. Przewiduje, że wyższa dzietność stolic regionów jest jedynie chwilowa, zaś po przejściu przez niezbędne etapy przemian zachowań rozrodczych i "odbiciu się od dna" również na innych terenach rozpocznie się proces odbudowy dzietności. W takim przypadku za 5-10 lat, po podwyższeniu się dzietności mieszkanek wsi i terenów pozametropolitarnych, ponownie może okazać się, iż dzietność w największych miastach jest niższa, niż średnia dla kraju czy danego regionu.

Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Źródło: niezalezna.pl, pap

Tagi

Wczytuję komentarze...

Nasza strona używa cookies czyli po polsku ciasteczek. Korzystając ze strony wyraża Pan/i zgodę na używanie ciasteczek (cookies), zgodnie z aktualnymi ustawieniami Pana/i przeglądarki. Jeśli chce Pan/i, może Pan/i zmienić ustawienia w swojej przeglądarce tak aby nie pobierała ona ciasteczek.


Strefa Wolnego Słowa: niezalezna.pl | gazetapolska.pl | panstwo.net | vod.gazetapolska.pl | naszeblogi.pl | gpcodziennie.pl