Krzysztof Czabański zapytany o to, jak postrzega rolę Kidawy-Błońskiej po piątkowej konwencji PO: czy Grzegorz Schetyna poprzez tę kandydaturę chce zablokować powrót Donalda Tuska i uratować fotel szefa partii dla siebie, stwierdził, że: "Schetyna może mówić, co chce".

Wyborcy zdecydują, kto wygra wybory i kto będzie tworzył rząd. Sondaże wskazują na to, że Grzegorz Schetyna przy tworzeniu rządu nie będzie miał wiele do powiedzenia (...) Perspektywa władzy dla KO jest dosyć odległa, stąd takie skupienie uwagi na problemach wewnętrznych. Dlatego można to czytać w kontekście gier personalnych. To być może tłumaczy, dlaczego tak trudno im się zdobyć na program, który by zaczął do nich przekonywać. Jedni powtarzają hasła bez pokrycia i wiarygodności, a inni mają problem, żeby sobie przypomnieć, jakie mają hasła

- mówił. 

Media donoszą, że Kidawa- Błońska będzie zgłoszona na prezydenta RP a ten ruch ma zablokować Donalda Tuska.

Te rozważania wewnętrzne są na tyle wewnętrzne, że szkoda tracić czas i emocje

- stwierdził.

Pytanie, zdaniem Czabańskiego jest takie, czy PO jest siłą polityczną poważną czy najpoważniejszą.

Najpoważniejsza, zgoda, bo najsilniejsza w sondażach, ale czy poważna? To mnie zresztą martwi, ponieważ debata publiczna ze względu na stan opozycji jest mocno zubożona (...) Zawsze lepiej przedyskutować i "obejrzeć pod światło" różne argumenty. Tutaj rola opozycji mogłaby być bardzo pożyteczna. Niestety tej roli nie spełnia

- stwierdził.

Na pytanie, czy SLD zaczyna "deptać PO po piętach" zaznaczył, że "tak, jak kiedyś prezydent Wałęsa zdołał reaktywować, na nasze nieszczęście, lewą nogę - jak to nazywał - tutaj też takie procesy następują".

To dla przyszłości polskiej sceny politycznej nie jest dobre, a polityka PO do tego prowadzi

- dodał.