Tłumy na spotkaniu z prof. Biniendą! RELACJA

  

Nawet gdyby Tu-154 zaczepił o brzozę, nie straciłby w wyniku tego zderzenia fragmentu skrzydła - udowadniał podczas dzisiejszego spotkania w klubie Palladium prof. Wiesław Binienda. Spotkanie, zorganizowane przez warszawski klub "Gazety Polskiej", poprowadził redaktor naczelny "GP" Tomasz Sakiewicz.

Można było spodziewać się, że spotkanie z prof. Biniendą wzbudzi duże zainteresowanie warszawiaków, ale chyba nikt nie oczekiwał aż takich tłumów. Już przed planowanym rozpoczęciem dyskusji (opóźnionej kilkanaście minut) klub był zapełniony ludźmi.

- Było kilkaset osób. Uczestnicy przez długi czas po spotkaniu zadawali pytania panu profesorowi Biniendzie i posłowi Macierewiczowi - mówi nam obecny na spotkaniu Leszek Misiak, dziennikarz "Gazety Polskiej" i współautor książki "Musieli zginąć". Propozycje pytań wcześniej spisano i na najciekawsze nich gość udzielił wyczerpujących odpowiedzi. Profesora zapytano m.in., jak samolot znalazł się na wysokości 26 m nad ziemią, skoro piloci na wysokości 100 m chcieli odejść na drugi krąg. Prof. Binienda stwierdził, że próba odejścia się nie powiodła, gdyż coś musiało stać się z samolotem - kwestia ta jednak, dodał, musi zostać jeszcze wyjaśniona.

W zasadniczej części spotkania prof. Binienda szczegółowo, ale zarazem bardzo przystępnie, udowodniał, że prezentowana w rosyjskim i polskim raporcie wersja katastrofy smoleńskiej nie może być prawdziwa.

Uczony skoncentrował się na rzekomym zderzeniu Tu-154 z brzozą. Nawet gdyby Tu-154 zaczepił o brzozę, nie straciłby w wyniku tego zderzenia fragmentu skrzydła - stwierdził.

Jak tłumaczył zgromadzonym prof. Binienda, tezy oficjalnych raportów w tej kwestii obaliła przeprowadzona przez niego symulacja komputerowa. Naukowiec dokonał jej przy użyciu specjalistycznego programu LsDyna3D. By przekonać sceptyków, prof. Binienda przeprowadził eksperyment kilkakrotnie, zawyżając niektóre parametry ponad stan faktyczny (gęstość drewna brzozy, średnicę drzewa itd.). Uczony podkreślał ten fakt kilka razy.

Wykład prof. Biniendy nie ograniczał się tylko do słów. Prelekcji towarzyszyły niezwykle ciekawe prezentacje. Uczestnicy spotkania mogli m.in. na własne oczy przekonać się, jak wyglądały podobne katastrofy z udziałem Tu-154. Jeszcze ważniejsza była symulacja zderzenia Tu-154M nr 101 ze słynną już brzozą. Prof. Binienda wypunktował podczas tej wizualizacji wszystkie absurdy związane z oficjalną wersją, m.in. sposób rozpadu skrzydła po rzekomym rozerwaniu go przez drzewo. - Była to prezentacja dużo bardziej szczegółowa, niż to, co prezentowano dotąd na posiedzeniach sejmowego zespołu ds. katastrofy smoleńskiej. Szczególnie ciekawe były wyliczenia związane z wytrzymałością materiałów - mówi Leszek Misiak.

Profesor przybliżył też uczestnikom spotkania metodę elementów skończonych, którą posłużył się do stworzenia symulacji. Zaznaczył, że to bardzo precyzyjne narzędzie analizy, a z programu LsDyna3D korzystają firmy produkujące silniki odrzutowe i amerykańska agencja kosmiczna NASA.

Prof. Binienda podkreślił także, że po każdej katastrofie lotniczej na Zachodzie przeprowadza się wielokrotnie symulacje komputerowe.

Duże zainteresowanie zgromadzonych wzbudziły szczegóły pracy prof. Biniendy i ciekawostki związane z jego badaniami. Binienda zdradził m.in., że potrzebną mu do analizy brzozę kupił samodzielnie. Uczony mówił też, że w Polsce jest wielu wybitnych naukowców, którzy mogliby pomóc w wyjaśnieniu katastrofy smoleńskiej; większość z nich jednak po prostu się boi.

Na spotkanie przyszło wiele znanych osób. Byli bliscy ofiar katastrofy smoleńskiej, m.in. Ewa Kochanowska i Andrzej Melak, przywitany entuzjastycznymi brawami satyryk Jan Pietrzak, reżyser filmowy Antoni Krauze, sędzia Wiesław Johann z małżonką Olgą.

Prezentację filmowały ogólnopolskie stacje telewizyjne: Polsat News i TVN. Na zakończenie spotkania Tomasz Sakiewicz ironicznie pozdrowił dziennikarzy tej ostatniej telewizji, twierdząc, że liczy na udaną relację.

Prof. Wiesław Binienda jest dziekanem wydziału inżynierii Uniwersytetu Akron w stanie Ohio oraz członkiem grupy ekspertów ds. badań katastrof lotniczych takich instytucji i firm jak NASA, FAA oraz Boeing. Może się także pochwalić doktoratem z dziedziny badania wytrzymałości materiałów, honorowym członkostwem Amerykańskiego Stowarzyszenia Inżynierów Lądowych (ASCE) i stanowiskiem redaktora naczelnego „Journal of Aerospace Engineering”.

KLIKNIJ I ZOBACZ ZDJĘCIA




Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze


Wczytuję komentarze...

Heather Nauert wycofała się z kandydowania na ambasadora USA przy ONZ

Heather Nauert / The White House from Washington, DC [Public domain]

  

Heather Nauert, która w grudniu została nominowana przez prezydenta USA Donalda Trumpa na ambasadora Stanów Zjednoczonych przy ONZ, ogłosiła, że ze względów rodzinnych wycofuje swoją kandydaturę – poinformował w sobotę (czasu miejscowego) Departament Stanu.

W wydanym przez resort oświadczeniu Nauert podziękowała Trumpowi i sekretarzowi stanu Mike'owi Pompeo za nominację, podkreśliła jednak, że "dwa ostatnie miesiące były dla mojej rodziny wyczerpujące, dlatego w najlepszym interesie mojej rodziny będzie, gdy wycofam się z ubiegania o to stanowisko".

Sekretarz Stanu Mike Pompeo powiedział, że Nauert "nadal będzie wielką reprezentantką tego narodu".

Biały Dom jeszcze oficjalnie nie przedłożył nominacji Nauert do zatwierdzenia przez Senat.

Jak podaje CNN, prezydent Trump wkrótce ogłosi nową kandydaturę. Według źródła, na które powołuje się agencja Reutera, możliwym kandydatem jest obecny ambasador USA w Niemczech Richard Grenell, były rzecznik prasowy ONZ.

W opublikowanym oświadczeniu nie sprecyzowano, jakie problemy rodzinne wpłynęły na decyzję Nauert. Dziennik "Washington Post" zauważył jednak, że dzieci i mąż Nauert pozostali w Nowym Jorku, podczas gdy ona sama pracowała w Waszyngtonie. Lokalne media piszą też, że powodem mogła być niania, którą Nauert w przeszłości zatrudniała do opieki nad swoimi dziećmi - kobieta ta przebywała w USA legalnie, ale nie miała wizy uprawniającej ją do podjęcia pracy zarobkowej.

Nauert jest absolwentką renomowanego wydziału dziennikarstwa nowojorskiego Uniwersytetu Columbia. W kwietniu 2017 roku została rzeczniczką Departamentu Stanu, a na początku 2018 roku objęła również obowiązki podsekretarza ds. dyplomacji publicznej i spraw publicznych.

Jej nominacja na - jak zauważa Reuters - bardzo eksponowane na arenie międzynarodowej stanowisko ambasadora USA przy ONZ wywołała komentarze wypominające jej brak doświadczenia w dyplomacji. Wskazywano, że pozostali stali członkowie w Radzie Bezpieczeństwa - Francja, Wielka Brytania, Chiny i Rosja - reprezentowani są przez doświadczonych dyplomatów.

Nauert miała zastąpić na stanowisku w ONZ Nikki Haley, byłą gubernator Karoliny Południowej, która w chwili objęcia tej funkcji również nie miała znaczącego doświadczenia w polityce międzynarodowej i dyplomacji.

Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Źródło: niezalezna.pl, PAP

Tagi

Wczytuję komentarze...

Nasza strona używa cookies czyli po polsku ciasteczek. Korzystając ze strony wyraża Pan/i zgodę na używanie ciasteczek (cookies), zgodnie z aktualnymi ustawieniami Pana/i przeglądarki. Jeśli chce Pan/i, może Pan/i zmienić ustawienia w swojej przeglądarce tak aby nie pobierała ona ciasteczek.


Strefa Wolnego Słowa: niezalezna.pl | gazetapolska.pl | panstwo.net | vod.gazetapolska.pl | naszeblogi.pl | gpcodziennie.pl