Polskie drogi, rosyjski cień. „Gazeta Polska”: Państwo straci miliardy - kto zarobi?

/ mazurskiwiatr

Grzegorz Wierzchołowski

Współzałożyciel portalu niezależna.pl, którego jest redaktorem naczelnym. Publikuje również w tygodniku „Gazeta Polska”, dzienniku „Gazeta Polska Codziennie” i miesięczniku „Nowe Państwo”.

Kontakt z autorem

  

Czy państwowy projekt rozbudowy systemu drogowego poboru opłat, gwarantujący gigantyczne wpływy do budżetu i zagrażający interesom rosyjskiej mafii, trafi do kosza? Jak dowiedziała się „Gazeta Polska”, w Głównym Inspektoracie Transportu Drogowego (GITD) pojawiają się pomysły, by rozbudowywaną sprawną infrastrukturę zastąpić całkowicie nowym, kosztownym i niesprawdzonym systemem. Jakby tego było mało – z urzędnikami GITD spotkali się ostatnio lobbyści prezentujący technologię firmy powiązanej z miliarderem, który robi interesy w Rosji.

Na początek kilka liczb i garść niezbędnych informacji. Od 2011 roku na polskich drogach działa Krajowy System Poboru Opłat (KSPO), inaczej viaTOLL, którego właścicielem jest Skarb Państwa. Obecnie, po siedmiu rozszerzeniach (objęciu opłatami kolejnych odcinków dróg), system ten pobiera opłaty na 3660 km. Ostatnia rozbudowa systemu miała miejsce w lipcu 2017 r.

Profity, które państwo czerpie z KSPO, są niebagatelne. Od 2011 r. do listopada roku 2018 przychody z poboru opłat wyniosły 10,1 mld zł, a tylko w roku 2018 – 2,1 mld zł.

Finansowy potencjał systemu jest jednak znacznie większy. Zarejestrowanych jest w nim ponad 1,3 mln pojazdów: 58 proc. to przewoźnicy (firmy) z Polski, a 42 proc. przewoźnicy z zagranicy. Mimo że tych ostatnich jest tak dużo, to ze względu na niewielką sieć dróg objętych opłatami przychody od nich stanowią jedynie 16 proc. wpływów.

Dlaczego? Bo sieć KSPO praktycznie nie istnieje na wschodzie Polski i przy granicach. To o tyle dziwne, że KSPO to nie tylko pobór opłat (według raportu Instytutu Staszica zaniechania w rozbudowie systemu to straty Skarbu Państwa w wysokości najmniej 0,5 mld zł rocznie), ale i zbieranie informacji wykorzystywanych przez służby specjalne i policję do walki z przemytnikami oraz mafią. Dane pozyskiwane z bramownic systemu często służą bowiem do wykrywania poważnych prób przemytu oraz do odnajdowania sprawców przestępstw.

Kupimy urządzenia za miliony?

W najbliższym czasie sytuacja miała się jednak zmienić. Zarządzający systemem od listopada 2018 roku GITD powierzył utrzymanie oraz budowę nowego systemu państwowemu Instytutowi Łączności (IŁ). A fachowcy z IŁ opracowali koncepcję, zakładającą ewolucyjną zmianę obecnego systemu z radiowego (DSRC) na hybrydowy, przy maksymalnym wykorzystaniu istniejącej infrastruktury oraz powiązaniu systemu poboru opłat ze zbudowanym przez IŁ systemem SENT (monitorowania ładunków akcyzowych). To pozwoliłoby Skarbowi Państwa nie tylko zmniejszyć nakłady finansowe na budowę nowego systemu, ale dodatkowo uszczelniłoby granice i bardzo utrudniło przemyt paliwa, alkoholu czy papierosów. I – co równie istotne – byłoby wygodniejsze dla kierowców. Niestety, od kilkunastu miesięcy projekt Instytutu Łączności napotyka coraz większe przeszkody, a wśród państwowych specjalistów rośnie frustracja.

24 lipca 2018 r. został powołany tzw. Komitet Sterujący do spraw Elektronicznego Systemu Poboru Opłat. W cyklicznych spotkaniach Komitetu bierze udział kilkadziesiąt osób, m.in. przedstawiciele resortu infrastruktury, Instytutu Łączności i bardzo rozbudowana delegacja z GITD. Jak dowiedziała się „GP”, niektórzy reprezentanci tej ostatniej instytucji otwarcie (wręcz ostentacyjnie) lobbują na rzecz zakupów za miliony złotych nowych urządzeń pokładowych (tzw. OBU montowanych w samochodach) firmy Siemens, które są wykorzystywane w satelitarnych systemach poboru opłat, na przykład przez T-Systems (spółką zależną T-Mobile) w Niemczech i Danii oraz Skytoll na Słowacji. To informacja niepokojąca z dwóch powodów. Po pierwsze: zakup OBU oznaczałby nie tylko wstrzymanie rozbudowy KSP i całkowite przekreślenie koncepcji, nad którą pracuje Instytut Łączności, ale de facto unicestwienie całego istniejącego systemu oraz mozolne budowanie od nowa całkowicie innego. A zatem przemytnicy ze Wschodu oraz zagraniczni przewoźnicy mogliby odetchnąć z ulgą. Po drugie: kupno jednego OBU wiąże się z wydaniem minimum 120 euro. Zakładając, że po Polsce jeździ 1,3 mln samochodów zarejestrowanych w systemie viaTOLL, jednorazowy koszt zakupu niepotrzebnych urządzeń – bo przecież wciąż działa system radiowy DSRC – to horrendalny wydatek rzędu 500 mln zł. A według naszych źródeł, są naciski, by tej transakcji dokonać jak najszybciej, najlepiej jeszcze przed wyborami podczas zamieszania kampanijnego.

Zapytaliśmy o tę sprawę zarówno Instytut Łączności, jak i GITD. „Przedstawiciele IŁ-Państwowego Instytutu Badawczego nie są upoważnieni do udzielania informacji dotyczących przebiegu oraz postanowień Komitetu Sterującego ds. Nowego KSPO. W powyższej sprawie proszę o kontakt z GITD” – odpowiedziała pierwsza z tych instytucji.

Jak zareagował na nasze pytania GITD? „Biuro KSPO nie prowadzi lobby na rzecz wskazanej przez Pana firmy. W trakcie cyklicznych posiedzeń Komitetu Sterującego pracownicy Biura przedstawiają jedynie stan realizacji zadań, szczegółowo omawiając prace poszczególnych zespołów projektowych, w tym również przebieg rozmów przeprowadzanych z podmiotami zewnętrznymi” – dowiedzieliśmy się. Ale zaznaczano również, że „Biuro KSPO, odpowiedzialne m.in. za budowę Nowego Krajowego Systemu Poboru Opłat (NKSPO), chcąc zrealizować projekt z wykorzystaniem najnowszych i optymalnych dla użytkowników rozwiązań stosowanych na rynku europejskim i nie tylko, jest otwarte na rozmowy z podmiotami zewnętrznymi działającymi na bardzo wyspecjalizowanym polu tej gałęzi branży IT. Spotkania, wizyty studyjne, a także analizy odbywają się w szerszym gronie eksperckim Biura KSPO, z zachowaniem standardów transparentności, uczciwej konkurencji oraz równego traktowanie podmiotów”.

Tajemnicze spotkanie w GITD

Według informacji „GP”, w ostatnich tygodniach w GITD doszło do ciekawego spotkania, na którym również padła nazwa Siemens. Wzięli w nim udział Anita Oleksiak, p.o. zastępcy Głównego Inspektora Transportu Drogowego, i biznesmeni Artur Czyż i Artur Kisiel. Dwaj ostatni, jak twierdzi źródło „GP”, występowali w imieniu spółki Global Electronic Toll Collection, prezentując słowacki system firmy Skytoll, zbudowany w oparciu o urządzenia firmy Siemens. Zaznaczmy, że Skytoll powiązany jest z czeskim miliarderem Petrem Kellnerem i jego CzechToll. Niedawno ich wspólne konsorcjum wygrało gigantyczny przetarg na system poboru opłat w Czechach; natomiast obecny właściciel SkyToll, Petr Syrovatko, kupił spółkę za pieniądze od... Kellnera. Sam Kellner zaś od wielu lat prowadzi szerokie interesy w Rosji – do niedawna był nawet współudziałowcem - wraz z kremlowskim oligarchą Olegiem Deripaską (tym od remontu Tu-154) - jednego z największych rosyjskich towarzystw ubezpieczeniowych „Ingosstrach”. 

Informator „GP” z GITD utrzymuje, że jednym z inicjatorów tego spotkania była Magdalena Skarżyńska, zastępca dyrektora ds. rozwoju i komunikacji w Instytucie Łączności, która, co ciekawe, za rządów PO-PSL kierowała biurem ministra cyfryzacji Michała Boniego. Ale Instytut Łączności zaprzecza: „Pani M. Skarżyńska nie była inicjatorem ww. spotkania ani żadnych innych spotkań z firmami zewnętrznymi. Informacje przedstawione w trakcie spotkania, o które Pan pyta, nie wzbudziły zainteresowania jego uczestników”.

Niemal identycznie – potwierdzając przy tym, że takie spotkanie miało miejsce – odpowiada GITD: „Informujemy, że spotkanie, o które Pan pyta, było jednym z wielu przeprowadzonych na przestrzeni ostatnich miesięcy przez pracowników Biura Krajowego Systemu Poboru Opłat (Biuro KSPO). Przedstawione w jego trakcie informacje nie wzbudziły większego zainteresowania pracowników Biura KSPO”. 

Czy aby na pewno? Można mieć wątpliwości, biorąc pod uwagę kompletny zastój w rozbudowie dotychczasowego systemu. Naruszyłaby ona interesy wielu wpływowych grup, nie dziwi więc, że projekt Instytutu Łączności jest ich solą w oku. 

Zakulisowy lobbing (któremu urzędnicy zaprzeczają) na rzecz całkowicie nowego systemu poboru opłat, a więc de facto przeciwko rozbudowie już istniejącego i przynoszącego ogromne zyski, byłby zresztą kontynuacją tego, co oficjalnie działo się w sprawie KSPO za rządów Platformy Obywatelskiej.  W marcu 2015 r. ówczesna minister infrastruktury Maria Wasiak zadecydowała niespodziewanie, że rozbudowa viaTOLL zostanie ograniczona, a wprowadzenie całościowego elektronicznego systemu poboru opłat zostanie przesunięte dopiero na rok... 2018, gdyż konieczne jest rzekomo zbudowanie od podstaw nowego systemu. 

Politycy PiS ostro krytykowali wówczas wstrzymanie rozbudowy istniejącego, dobrze sprawdzającego się KSPO. W 2016 roku dziennik „Polska Times”, niepochlebnie oceniając posunięcia rządu PO w tej sprawie, pisał: „System viaTOLL bardzo ułatwia walkę z przemytem, a po rozbudowie mógłby też zdecydowanie poprawić kontrolę ruchu wszystkich rosyjskich ciężarówek. Z sieci bramownic służących do elektronicznego poboru opłat korzystają policja i służby specjalne, m.in. CBA, ABW i CBŚ. Na zaniechaniu rozbudowy sieci bramownic viaTOLL korzystają też rosyjscy przewoźnicy, którzy wjeżdżają do Polski z powiększonymi bakami, wypełnionymi dużo tańszym paliwem, i oferują swoje usługi przewozowe – oczywiście znacznie tańsze – kosztem polskich, szczególnie z regionu Podlasia”. Komu zależy na tym, by trzy lata później słowa te były wciąż niepokojąco aktualne?

Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Źródło: Gazeta Polska

Tagi

Wczytuję komentarze...

Jarmark pod szczególnym nadzorem

Zdjęcie ilustracyjne / fot. pixabay.com

  

Rok po ataku terrorystycznym Strasburg staje się znów świąteczną stolicą Francji. Dziś władze miasta otworzyły słynny jarmark bożonarodzeniowy. Ponad 300 stoisk czeka na tłumy turystów odwiedzających w okresie świątecznym stolicę francuskiej Alzacji. To już 450. jarmark bożonarodzeniowy w Strasburgu, mieście jednej z siedzib Parlamentu Europejskiego. Jarmark będzie czynny tradycyjnie do 30 grudnia.

Ulice miasta ozdobiono świątecznymi dekoracjami. Aleję prowadzącą do katedry zdobią anioły. Między bogato wyposażonymi stoiskami stoją figury reniferów i niedźwiadków. W centrum jarmarku znajduje się duża choinka udekorowana zabawkami w stylu retro. W czwartek wieczorem uruchomiono budzące zachwyt iluminacje świąteczne.

Odwiedzający jarmark mogą kupić charakterystyczne dla regionu produkty, takie jak ceramika, dekoracje, obrusy oraz specjały kulinarne: precle, pierniki, flambirowane tarty oraz grzane wino.

W tej świątecznej atmosferze i unoszącym się wszędzie zapachu cynamonu i grzanego wina wracają jednak wspomnienia zeszłorocznej tragedii. 11 grudnia 2018 r, 29–letni Cherif Chekatt uzbrojony w pistolet i nóż zabił pięciu mężczyzn i zranił 10 osób, zanim został zabity przez patrol policyjny. W zamachu zginął 35-letni Bartosz Niedzielski, Polak pochodzący z Katowic. Terrorysta pochodzenia algierskiego urodził się w Strasburgu.

Rok po tragedii ratusz i prefektura obiecały wypracować „bardziej dynamiczny i skoordynowany” system bezpieczeństwa w mieście. Z około 5 mln budżetu przeznaczonego na organizacje jarmarku, miasto ponad milion planuje wydać na środki bezpieczeństwa.

Dziś jarmark w Strasburgu odwiedzi minister spraw wewnętrznych Christophe Castaner, który ma rozmawiać na temat zabezpieczenia imprezy z władzami miasta.

- Nie mamy żadnych szczególnych powodów do niepokoju, sygnałów o planowanych działaniach terrorystycznych lub innych niepokojących wiadomości dotyczących jarmarku bożonarodzeniowego w Strasburgu

- powiedział minister w wywiadzie dla dziennika „Dernieres Nouvelles d’Alsace”.

Jarmarku ma pilnować około 500 policjantów zarówno w mundurach, jak i w cywilu. Wjazd do centrum miasta poprzedzają punkty kontrolne, gdzie odwiedzający jarmark są szczegółowo kontrolowani. Służby wyznaczyły w mieście strefę zakazu wjazdu i postoju samochodów.

11 grudnia zostanie zorganizowany dzień hołdu dla upamiętnienia ofiar ataku z 2018 roku.

Władze miasta i handlarze spodziewają się w tym roku dobrej frekwencji. Obawiają się jednak strajku generalnego pracowników transportu rozpoczynającego się 5 grudnia, który może zniechęcić turystów i samych Francuzów do podróżowania w grudniu.

Władze spodziewają się, że w tym roku jarmark przyniesie Strasburgowi około 250 mln przychodu.

W tym roku po raz pierwszy alzaccy kupcy otworzą swoje stoiska na nowojorskim Manhattanie. Od 6 do 22 grudnia około 30 stoisk będzie dostępnych dla mieszkańców Nowego Jorku. Jedno ze stoisk ma być poświęcone Fredericowi Augustowi Bartholdiemu z Colmar, jednemu z projektantów Statuy Wolności. Inicjatywa ma zachęcić Amerykanów do przyjazdu na jarmark strasburski. Po raz 10. Alzatczycy „eksportują” swój jarmark poza granice Francji. Promowali się już m.in. w Tokio oraz w Moskwie, co skutkowało 40-procentowym wzrostem liczby turystów z Rosji i Japonii podczas bożonarodzeniowego jarmarku w Strasburgu w kolejnych latach.

Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Źródło: PAP, niezalezna.pl

Tagi

Wczytuję komentarze...

Nasza strona używa cookies czyli po polsku ciasteczek. Korzystając ze strony wyraża Pan/i zgodę na używanie ciasteczek (cookies), zgodnie z aktualnymi ustawieniami Pana/i przeglądarki. Jeśli chce Pan/i, może Pan/i zmienić ustawienia w swojej przeglądarce tak aby nie pobierała ona ciasteczek.


Strefa Wolnego Słowa: niezalezna.pl | gazetapolska.pl | panstwo.net | vod.gazetapolska.pl | naszeblogi.pl | gpcodziennie.pl