Premier bez ogródek: Złodziejstwo w czasach naszych poprzedników przekraczało wszelkie granice

Mateusz Morawiecki / twitter.com/PremierRP

  

Złodziejstwo mafii VAT-owskich w czasach naszych poprzedników przekraczało dosłownie i w przenośni wszelkie granice - powiedział w czwartek premier Mateusz Morawiecki. Dodał, że wyobraża sobie, iż po dojściu konkurentów PiS do władzy, w budżecie zabrakłoby pieniędzy na podstawowe programy.

Morawiecki dziś w TVP Info był pytany m.in. o tzw. sześciopak, czyli pakiet kilkunastu propozycji Koalicji Obywatelskiej, ujętych w sześciu hasłach, który miałyby kosztować 36 mld zł oraz o to, skąd Koalicja Obywatelska miałaby wziąć te pieniądze.

"Widziałem bardzo różne obliczenia. Według obliczeń niezależnych ekonomistów od 100 do 120 mld mogły kosztować te propozycje, do tego trzeba doliczyć nasze propozycje 43-44 mld w ramach +piątki+ Jarosława Kaczyńskiego, a więc to jest 150-160 mld złotych"

- odpowiedział premier.

Dodał, że wyobraża sobie, iż "gdyby nie daj Boże, nasi konkurenci polityczni doszli do władzy, to zacznie brakować pieniędzy w budżecie na realizacje podstawowych programów społecznych".

"Złodziejstwo w czasach naszych poprzedników, złodziejstwo mafii VAT-owskich przekraczało dosłownie i w przenośni wszelkie granice, przekraczało granice Polski, ale przekraczało też granice zdrowego rozsądku" - ocenił.

Pytany o propozycję firmy PR, która miała - jak podają media - zaproponować przewodniczącemu PO Grzegorzowi Schetynie "usunięcie się w cień" odpowiedział:

"Najwyraźniej przewodniczący Grzegorz Schetyna posłuchał izraelskiej agencji PR, bo zrejterował z Warszawy, przed panem prezesem Jarosławem Kaczyńskim. Przestraszył się najwyraźniej tego pojedynku i rzeczywiście schował się gdzieś tam do wrocławskiej pieczary".

We wtorek szef PO Grzegorz Schetyna ogłosił, że Małgorzata Kidawa-Błońska jest kandydatką na premiera Koalicji Obywatelskiej. Będzie ona "jedynką" listy Koalicji w Warszawie; Schetyna ma startować z pierwszego miejsca we Wrocławiu.

Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Źródło: niezalezna.pl, PAP

Tagi

Wczytuję komentarze...


Holandia: Chiny sprzedały wadliwe maseczki

zdjęcie ilustracyjne / pixabay.com

  

Władze Holandii kupiły w Chinach 1,3 miliona maseczek chirurgicznych. Okazało się, że nie chronią przed wirusem.

Holandia zamówiła w Chinach miliony maseczek chirurgicznych dla personelu szpitali, z których pierwsza dostawa -1,3 miliona sztuk – dotarła do tego państwa 21 marca. Od razu rozpoczęto ich dystrybucję do szpitali i innych miejsc, gdzie mogą być potrzebne. 

Pojawił się jednak pewien istotny problem. Zgodnie z zamówieniem chińskie maseczki powinny spełniać normy ochrony FFP2. To środkowa z trzech europejskich norm, takie maseczki nie chronią do końca przed wirusem, ale zmniejszają szansę infekcji, a z racji niższej ceny stały się podstawowym wyposażeniem walczących z epidemią. Okazało się jednak, że te sprowadzone z Chin nie tylko przepuszczają więcej cząsteczek niż według normy powinny, ale także zostały źle uszyte, przez co nie przylegają ściśle do twarzy. Po otrzymaniu informacji o tym problemie ministerstwo przeprowadziło własne testy, które ją potwierdziły. 

Kiedy tylko dostarczono je do naszego szpitala od razu odrzuciliśmy te maseczki. Jeżeli te maseczki nie przylegają ściśle, cząsteczki wirusa mogą po prostu ją ominąć. Nie używamy ich, to niebezpieczne

 - powiedział holenderskim mediom anonimowo jeden z lekarzy. 

W związku z otrzymaniem informacji o tym, że chińskie maseczki nie spełniają norm bezpieczeństwa holenderskie Ministerstwo Zdrowia postanowiło wstrzymać dystrybucję tych maseczek. Szpitale zostały natomiast poproszone o to, aby oddać te już otrzymane. Łącznie chodzi o ok. 600 tysięcy sztuk. Ministerstwo obiecało również, że przyszłe dostawy z Chin będą bardzo dokładnie sprawdzane zanim trafią w ręce lekarzy i pielęgniarek.

To nie jest niestety jedyny podobny przypadek. Władze Hiszpanii niedawno wycofały z użycia szybkie testy pozwalające zdiagnozować infekcję koronawirusem w kilka minut. Okazało się bowiem, że mają dokładność na poziomie 30%, co czyni je całkowicie bezużytecznymi w diagnostyce. Rząd Chin twierdzi, że hiszpańska firma z której pośrednictwa korzystały władze kupiła je w firmie, która nie miała licencji na produkcję medyczną, sami Hiszpanie wskazują jednak, że według oficjalnej dokumentacji ich produkty spełniały normy unijne.

Bardzo podobna sytuacja miała miejsce wcześniej w Czechach, gdzie także wycofano chińskie testy z powodu małej dokładności. W piątek do grona oszukanych klientów dołączyła także Turcja – tamtejsze ministerstwo zdrowia ujawniło, że wysłane przez chińską firmę testy nie spełniają norm dokładności. Na szczęście była to partia próbna i teraz Ankara zamówi nowe testy w innej firmie.
 

Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Źródło: Business Insider, Al-Jazeera
Tagi

Wczytuję komentarze...

Nasza strona używa cookies czyli po polsku ciasteczek. Korzystając ze strony wyraża Pan/i zgodę na używanie ciasteczek (cookies), zgodnie z aktualnymi ustawieniami Pana/i przeglądarki. Jeśli chce Pan/i, może Pan/i zmienić ustawienia w swojej przeglądarce tak aby nie pobierała ona ciasteczek.


Strefa Wolnego Słowa: niezalezna.pl | gazetapolska.pl | panstwo.net | vod.gazetapolska.pl | naszeblogi.pl | gpcodziennie.pl | Gazeta Polska Podcasts