5 tys. frankowiczów pozwało bank

/ cosmix

  

- Po kilku latach przed warszawskim sądem ma ruszyć proces 5 tys. frankowiczów przeciwko Millennium. Bank raczej się nie wystraszy, bo pozew zbiorowy w Polsce okazał się niewypałem - informuje w dzisiejszym wydaniu "Rzeczpospolita".

Dziennik przypomina, ze spór dotyczy 3288 umów kredytowych, a ponieważ w wielu umowach kredytobiorcami są dwie osoby (małżeństwa), w skład grupy wchodzi 5350 osób.

"Wartość sporu to 146 mln zł"

- podkreśla "Rz".

"Sąd okręgowy w Warszawie ma zdecydować, czy doszło do bezpodstawnego wzbogacenia się banku poprzez pobieranie od członków grupy zawyżonych kwot spłaty kredytów ze względu na mechanizmy indeksacji kredytów do franka szwajcarskiego. Chodzi o zapisy, w których bank zbyt ogólnie określił zasady przeliczania walut przy wypłacie i spłacie kredytu. Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów już kilka lat temu wpisał je do rejestru klauzul niedozwolonych"

- czytamy w gazecie.

"Rz" zwraca uwagę, że sprawa rusza dopiero po pięciu latach, bo tyle zajęły sądom sprawy formalne, w szczególności ustalenie składu grupy, która wysuwa roszczenia. Sam proces może potrwać jeszcze dłużej. To jeden z kilkuset pozwów zbiorowych, które w ciągu ostatnich dziewięciu lat trafiły do polskich sądów. Rozbijają się na proceduralnych przeszkodach. W latach 2010–2017 tylko co trzecia sprawa z pozwu grupowego została merytorycznie rozpoznana i choć wpłynęło ich 234, w żadnej poważniejszej podsądni nie dostali jeszcze pieniędzy do rąk.

Gazeta zauważa, że to widać na przykładzie najstarszego wspólnego pozwu, złożonego przez poszkodowanych w katastrofie hali Międzynarodowych Targów Katowickich w zimie 2006 r. Dopiero w styczniu 2019 r. uzyskali oni prawomocny wyrok stwierdzający odpowiedzialność Skarbu Państwa za katastrofę. Ich pełnomocnik mec. Adam Car świadomie nie żądał konkretnych kwot, by szybciej uzyskać wyrok, ale teraz musi o nie zabiegać ugodowo. Tymczasem SP odwołał się do Sądu Najwyższego.

Sprawa przeciwko Bankowi Millennium też trwa długo, mimo że na dobre jeszcze się nie zaczęła. Kancelaria Drzewiecki Tomaszek pozew grupowy złożyła w czerwcu 2014 r., ale ustalanie składu grupy, po drodze skarżone przez bank, nastąpiło dopiero przed kilkoma dniami. Ten wstępny etap powoduje, że procesy grupowe w Polsce trwają latami.

Zdaniem adwokata Marcina Szymańskiego, współautora pozwu przeciwko Millennium, ścieżka zbiorowa z założenia jest idealna dla konsumentów. W praktyce jednak szwankuje, ponieważ sądy nie są do niej organizacyjnie i kadrowo przygotowane.

 

Pozwy grupowe w Polsce można składać od 2010 r.(

Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Źródło: PAP, niezalezna.pl

Tagi

Wczytuję komentarze...


Kolejne chińskie miasto wraca do normalności

/ pixabay.com

  

Dwa miesiące po ogłoszeniu najwyższego alertu epidemicznego Kanton wraca do normalności. Większość firm i restauracji wznowiło działalność, a na ulicach i estakadach znów tworzą się korki. Mieszkańcy wciąż jednak chodzą w maseczkach i unikają zgromadzeń.

Pod koniec stycznia władze ChRL podjęły bezprecedensową decyzję o zamknięciu miasta Wuhan, pierwotnego ogniska pandemii, by powstrzymać szerzenie się wirusa po kraju. Liczba infekcji zaczęła jednak rosnąć również w innych regionach, w tym w prowincji Guangdong na południu kraju.

W Kantonie, stolicy tej prowincji, władze poleciły ludziom, aby nie wychodzili bez potrzeby z domów, nie odwiedzali się wzajemnie i unikali zgromadzeń, a w miejscach publicznych zawsze nosili maseczki ochronne. Niemal doszczętnie opustoszały szerokie ulice i przestronne place 14-milionowego miasta, jednego z najważniejszych ośrodków handlu zagranicznego Chin.

Obok noworocznych dekoracji na osiedlach pojawiły się czerwone banery zachęcające do przestrzegania reguł kwarantanny.

„Wirus to rozkaz, przeciwdziałanie epidemii to obowiązek”

- głosił jeden z nich.

Noworoczna przerwa w pracy została przedłużona, a większości firm zakazano wznawiania działalności. Odłożono również termin rozpoczęcia semestru w szkołach. Czynne pozostały supermarkety, sklepy należące do dużych sieci i apteki. Choć pojawiały się chwilowe niedobory warzyw czy mięsa, szybko je uzupełniano. Przez długi okres w aptekach brakowało natomiast maseczek ochronnych i środków dezynfekcji.

By egzekwować przestrzeganie reguł, chińskie władze stosowały zarówno rozbudowany system nadzoru elektronicznego, jak i bardziej tradycyjne metody. Na początku lutego, gdy rząd centralny wezwał do zacieśnienia kontroli epidemicznej na poziomie lokalnym, w ciągu kilku dni osiedla mieszkaniowe w wielu miastach kraju wprowadziły „zarządzanie zamknięte”, czyli skrupulatne kontrole wszystkich wchodzących i wychodzących.

W Kantonie na ulicach i wejściach do osiedli pojawiły się barykady, sklecone naprędce z drabin, śmietników, krzeseł, bambusowych kijów i mioteł, niektóre z drutem kolczastym. Przy otwartych przejściach ustawiono strażników lub pracowników społecznych z Komunistycznej Partii Chin, by mierzyli wchodzącym temperaturę i zabraniali wstępu obcym. Te środki, oparte na podziale miasta na małe kwadraty, obowiązują do dziś.

Model „zarządzania zamkniętego” różnił się w zależności od miejsca. Na przykład w 9-milionowym mieście Wenzhou w prowincji Zhejiang z osiedli pozwalano wychodzić tylko jednej osobie z każdej rodziny, raz na dwa dni. W 7-milionowej prefekturze Zhumadian w prowincji Henan limit zaostrzono do jednego wyjścia na pięć dni.

W Kantonie zakazano jedzenia w restauracjach, pozostawiając jedynie możliwość zamawiania posiłków na dowóz. By uspokoić klientów, lokale wpisywały na paragonach temperaturę ciała kucharzy i kurierów, którzy dostarczali dania. Decyzją władz zamknięto również większość targów towarowych i hurtowni oraz odwołano lub przełożono wszystkie imprezy targowe.

Przez cały czas mieszkańcy Kantonu uważnie śledzili najnowsze doniesienia i bilanse zakażeń. Gdy w lutym w mieście nie wykryto jednego dnia żadnej nowej infekcji, mimo ostrzeżeń i zakazów w opuszczonych parkach znów pojawili się seniorzy, grający w karty i chińskie szachy.

„Zero zakażeń w Kantonie, Chiny są bezpieczne. Mamy maseczki”

- mówił PAP jeden z nich, pośpiesznie naciągając maseczkę na twarz.

Obecnie władze twierdzą, że epidemia w kraju została zasadniczo opanowana. Kanton obniżył alert epidemiczny, a wszystkie jego dzielnice uznawane są już za strefy niskiego ryzyka. Firmy wznowiły działalność, a restauracje znów mogą przyjmować klientów, choć dla bezpieczeństwa sadzają ich w odpowiednich odstępach. Niektóre lokale zapisują dane kontaktowe klientów, by zlokalizować ich na wypadek wykrycia infekcji.

Od kilku tygodni większość potwierdzanych przez chińskie władze nowych zakażeń wykrywanych jest wśród osób przybywających z zagranicy. Według chińskiego MSZ 90 proc. z tych przypadków dotyczy powracających do kraju Chińczyków, a jednak w chińskim społeczeństwie pojawił się strach przed cudzoziemcami. Obywatele krajów najbardziej dotkniętych epidemią coraz mocniej skarżą się na stygmatyzację.

Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Źródło: PAP, niezalezna.pl

Tagi

Wczytuję komentarze...

Nasza strona używa cookies czyli po polsku ciasteczek. Korzystając ze strony wyraża Pan/i zgodę na używanie ciasteczek (cookies), zgodnie z aktualnymi ustawieniami Pana/i przeglądarki. Jeśli chce Pan/i, może Pan/i zmienić ustawienia w swojej przeglądarce tak aby nie pobierała ona ciasteczek.


Strefa Wolnego Słowa: niezalezna.pl | gazetapolska.pl | panstwo.net | vod.gazetapolska.pl | naszeblogi.pl | gpcodziennie.pl | Gazeta Polska Podcasts