Gdy 21-letnia kobieta zaszła w ciążę, ojciec dziecka powiedział, że to nie jego problem. Nie miała też wsparcia rodziny. Dostała jednoznaczny komunikat, że musi coś zrobić „z tym problemem”. Dlatego zdecydowała, że usunie ciążę. Prosiła koleżanki o pomoc w znalezieniu kogoś, kto się tego podejmie. Jedna z nich dała jej numer telefonu komórkowego ks.Tomasza Kancelarczyka ze Szczecina.

Nie wiedziała, że rozmawia z księdzem – mówi ks. Tomasz Kancelarczyk.

– Sądziła, że dzwoni do kogoś, kto pomoże jej dokonać aborcji. Rozmawialiśmy prawie godzinę. Zaoferowałem jej wsparcie i pomoc, która przekonała ją do tego, aby dziecko urodzić

– dodaje. Ks. Kancelarczyk zaproponował młodej matce opłacanie wynajętego mieszkania na dwa lata, pomoc finansową na bieżące wydatki, wyprawkę dla dziecka i 2 tys. pieluch na cały okres macierzyński.

– Decyzję o dokonaniu aborcji młode matki podejmują wtedy, gdy znajdują się w tak zwanych kleszczach aborcyjnych – mówi ks. Kancelarczyk. – Czyli gdy towarzyszy temu presja całego otoczenia, rodziny i bliskich. Dlatego taką osobę trzeba odizolować. I w takich sytuacjach proponujemy wynajęcie mieszkania w innym mieście – podkreśla duchowny.

Ks. Kancelarczyk mówi, że gdy dziecko przyjdzie na świat, wszystko się zmienia.

– W myśl tego, co powiedział św. Augustyn, dziecko niechciane, gdy już jest, staje się kochane. I myślę, że też tak będzie. To jest bardzo częste doświadczenie. Ciągle wspominam jednego dziadka dziecka urodzonego, który nie chciał tego dziecka. Gdy chłopczyk się urodził, byłem świadkiem, jak trzymał dziecko i mówił z dumą: „Mój wnuk” – opowiada ks. Kancelarczyk.

Fundacja Małych Stópek ratuje w ten sposób kilkadziesiąt nienarodzonych dzieci rocznie.

cały tekst w dzisiejszej "Gazecie Polskiej Codziennie"