Nurowskiej jednak zabraknie na listach do Senatu? Powód: Zbyt mało podpisów...

Maria Nurowska / By Sławek - Nurowska Maria, CC BY-SA 2.0, https://commons.wikimedia.org/w/index.php?curid=22503350

  

Znana w ostatnim czasie z pogardliwych wypowiedzi i wpisów pod adresem PiS-u i jego wyborców pisarka Maria Nurowska jeszcze niedawno chwaliła się, że będzie kandydatką do Senatu z list Koalicji Obywatelskiej. Dziś okazuje się, że plan "Nurowska do Senatu" najprawdopodobniej spalił na panewce. Powodem okazała się niewystarczająca liczba podpisów pod jej kandydaturą.

"Kochani! Startuję do Senatu z listy PO-KO ze świadomością, że dokoła mnie wrogi żywioł, ale dam z siebie wszystko, aby wyjść z tego starcia zwycięsko"

- pisała kilkanaście dni temu na Facebooku Maria Nurowska, pisarka, która w ostatnim czasie dała się poznać jako zajadła przeciwniczka Prawa i Sprawiedliwości, nierzadko pogardliwie wypowiadająca się o wyborcach partii rządzącej.

Projekt "Nurowska do Senatu" przemknął przez media społecznościowe lotem błyskawicy - zaczęły powstawać memy i pojawiały się liczne komentarze. 

Pisarka miała kandydować do wyższej izby polskiego parlamentu w okręgu nowosądeckim (nr 36). Jednak już dziś okazało się, że kandydatura Nurowskiej prawdopodobnie spaliła na panewce.

Powodem - niewystarczająca liczba podpisów. 

"Wczoraj cieszyłam się, bo udało się zebrać 2100 głosów, a więc bezpieczną rezerwę, a dzisiaj wiadomość, że 200 zostało odrzuconych przez mylne wypełnienie, najczęściej brak kodu przy miejscowości" -

- napisała dzisiaj na Facebooku Nurowska.

Jak się okazuje, wpis po pewnym czasie skasowała...

Najwyraźniej zapomniała, że w internecie nic nie ginie. Poniżej print screen z archiwalnej wersji wpisu:

Zgodnie z obowiązującym prawem, "zgłoszenie kandydata na senatora wymaga poparcia podpisami co najmniej 2 000 wyborców stale zamieszkałych w danym okręgu".

Według PKW, obecnie w okręgu 36 zgłoszeni są trzej kandydaci do Senatu: Bronisław Dutka (PSL), Jan Hamerski (PiS) oraz Bogusław Waksmundzie (KWW Razem Podhale Spisz Orawa).

Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Źródło: Facebook, niezalezna.pl

Tagi

Wczytuję komentarze...

"Prywatna wendetta" w Platformie. Julia Pitera nie mogła oddać głosu w wyborach przewodniczącego

Julia Pitera / Zbyszek Kaczmarek / Gazeta Polska

  

Była posłanka Julia Pitera zapowiedziała, że będzie żądać wyjaśnień od Zarządu Krajowego PO w sprawie swojego zawieszenia w prawach członka partii, przez które początkowo nie mogła oddać głosu w sobotnich wyborach przewodniczącego Platformy.

[polecam:https://niezalezna.pl/307752-nieoficjalnie-budka-wygral-w-pierwszej-turze-wyborow-na-szefa-platformy-obywatelskiej]

W sobotę w całej Polsce odbywały się wybory przewodniczącego PO. Głosowanie ma charakter powszechny - prawo udziału w nim ma ok. 9,4 tys. działaczy PO. Kandydatów na nowego szefa jest czterech: szef klubu KO Borys Budka, wiceszef PO Tomasz Siemoniak, poseł Bartłomiej Sienkiewicz i senator Bogdan Zdrojewski. Głosowanie odbywało się za pośrednictwem kart wyborczych w 190 partyjnych komisjach wyborczych. Nieoficjalnie poinformowano, że wygrał Borys Budka.

Portal Onet napisał w sobotę, że była posłanka, europosłanka oraz była minister w kancelarii premiera Donalda Tuska Julia Pitera przyszła w sobotę do lokalu wyborczego, by oddać głos, jednak okazało się, że nie ma jej na liście wyborców, ponieważ 27 listopada ubiegłego roku została zawieszona za szkodzenie PO.

Onet dołączył też skan pisma rzecznika dyscyplinarnego PO Łukasza Abgarowicza informującego o zawieszeniu byłej posłanki PO. "Niniejszym na podstawie § 76 ust. 1 Statutu Platformy Obywatelskiej RP postanawiam o natychmiastowym tymczasowym zawieszeniu w prawach członka Pani Julii Pitery" - głosi dokument.

Abgarowicz potwierdził w sobotniej rozmowie, że postanowił o zawieszeniu Pitery w prawach członka Platformy Obywatelskiej m.in. za jej krytyczne wypowiedzi w mediach pod adresem kandydatki PO na prezydenta Małgorzaty Kidawy-Błońskiej.

Było szereg wypowiedzi, w których pani Julia Pitera atakowała w sposób bezpardonowy naszą kandydatkę na prezydenta, ale ponieważ po zawieszeniu więcej takich wypowiedzi nie było, zawnioskowałem o to, żeby nic więcej w tej sprawie nie robić i zawieszenie wygasło

- powiedział rzecznik dyscyplinarny PO. Zapewnił, że Pitera otrzymała drogą mailową informację o zawieszeniu.

Przyznał, że być może nazwiska Pitery brakowało w sobotę w Centralnym Rejestrze Członków.

W CRC było bardzo dużo korekt i rzeczywiście pani Pitery mogło tam nie być, ale to zostało wyjaśnione i mogła dzisiaj głosować

 - zaznaczył Abgarowicz.

Inaczej sprawę widzi Julia Pitera. "Przyszłam dziś do lokalu wyborczego i nie było mnie na liście, a powodem tego było to, że jestem zawieszona. Dostałam od członków komisji pismo z 27 listopada o tym, że zostałam zawieszona w prawach członka PO" - relacjonowała była posłanka i minister w KPRM w rozmowie z PAP.

Jak dodała, w rozmowie z jedną z pracownic biura krajowego zagroziła, że zaskarży wybory do sądu partyjnego. Wtedy - według niej - do członków stołecznej komisji wyborczej dotarła informacja o tym, że Pitera ma jednak prawo udziału w wyborach.

W jej odczuciu winę za sobotnią sytuację ponosi Łukasz Abgarowicz, który jest jednocześnie komisarzem wyborczym, odpowiedzialnym za organizację wyborów przewodniczącego. "Pan Abgarowicz kieruje się prywatnymi emocjami, to jest jego prywatna wendetta" - uważa Pitera.

Była posłanka zapowiedziała, że będzie żądać od członków zarządu PO wyjaśnień, czy w ogóle wiedzieli, że została zawieszona w prawach członka partii. Według niej postanowieniem zarządu powinny były zająć się władze Platformy. "Zgodnie ze statutem sprawa zawieszenia musi stanąć na zarządzie, w przeciwnym razie rzecznik dyscyplinarny mógłby sobie zawieszać kogo chce i kiedy chce, musi być nad nim nadzór zarządu" - przekonywała Pitera.

Innego zdania jest Abgarowicz. "To jest tak - jeśli ja, jako rzecznik, zawieszam kogoś, to zawieszam zawsze do najbliższego Zarządu Krajowego. Zarząd podejmuje decyzję - albo dalej kontynuuje zawieszenie, podejmuje inne działania, albo odstępuje od czegokolwiek i zawieszenie ekspiruje" - tłumaczył rzecznik dyscyplinarny.

Konflikt związanych obojga polityków trwa od kilkunastu lat. W kwietniu 2006 roku Pitera rozważała nawet wystąpienie z Platformy po tym, jak Abgarowicz został wybrany szefem mazowieckich struktur partii.

Obecny rzecznik dyscyplinarny PO uchodził wówczas za jednego z najbliższych współpracowników Pawła Piskorskiego z czasów gdy był on prezydentem Warszawy. "Gazeta Stołeczna" pisała, że Abgarowicz "był jednym z rozgrywających w tzw. układzie warszawskim, czyli koalicji SLD-PO rządzącej Warszawą do 2002 roku". Gdy Piskorski wiosną 2006 został wykluczony z PO, Abgarowicz w ramach protestu zrzekł się funkcji szefa mazowieckiej PO, zaledwie kilka dni po wyborze.

Julia Pitera należała w tamtym okresie do najzagorzalszych krytyków Pawła Piskorskiego i jego współpracowników. Nieco wcześniej, w 2000 roku, jeszcze jako radna AWS zagłosowała przeciw wyborowi Piskorskiego na prezydenta Warszawy, mimo koalicyjnych uzgodnień AWS z Unią Wolności, którą reprezentował wtedy Piskorski. Uruchomiło ciąg politycznych wydarzeń, które doprowadziły do rozpadu koalicji rządowej AWS-UW.

Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Źródło: niezalezna.pl, PAP

Tagi

Wczytuję komentarze...

Nasza strona używa cookies czyli po polsku ciasteczek. Korzystając ze strony wyraża Pan/i zgodę na używanie ciasteczek (cookies), zgodnie z aktualnymi ustawieniami Pana/i przeglądarki. Jeśli chce Pan/i, może Pan/i zmienić ustawienia w swojej przeglądarce tak aby nie pobierała ona ciasteczek.


Strefa Wolnego Słowa: niezalezna.pl | gazetapolska.pl | panstwo.net | vod.gazetapolska.pl | naszeblogi.pl | gpcodziennie.pl | Gazeta Polska Podcasts