Media informowały wczoraj, że Grzegorz Schetyna wynajął doradców na kampanię wyborczą, a ci doradzili... by „wyciszyć lidera”. Dziś byliśmy świadkami właśnie takiej decyzji.

Lider PO poinformował, że kandydatką Koalicji Obywatelskiej na przyszłego premiera będzie obecna wicemarszałek Sejmu Małgorzata Kidawa-Błońska.

Pytany o motywy i możliwe skutki decyzji Schetyny, poseł Polskiego Stronnictwa Ludowego Marek Sawicki powiedział w rozmowie z Niezalezna.pl, że być może szef Platformy czerpie przykład z Jarosława Kaczyńskiego.

„Może Grzegorz Schetyna przyjął wersję Jarosława Kaczyńskiego, że on będzie sekretarzem, a wykonawców będzie miał innych. Ja akurat kompetencji pani Kidawie Błońskiej nie odbieram, bo ona może pełnić funkcję i premiera, i pełniła funkcję marszałka [sejmu – red.]. Jest do tych roli, do tych funkcji świetnie przygotowana, więc na pewno jest to kandydatka dobra. Natomiast jest kwestia strategii, czy jest to propozycja wiarygodna. Czas pokaże, tak jak w przypadku ministra obrony narodowej Jarosława Gowina”

- powiedział polityk PSL.

Na uwagę, że Schetyna twierdził w 2017 r., że lider partii powinien być premierem, Marek Sawicki powiedział, że „tylko krowa nie zmienia poglądów”. 

 „Jarosław Kaczyński nie miał być premierem i nie jest, a czy będzie premierem, zgodnie z zapowiedzią Mateusza Morawieckiego, który mówił, że byłby najlepszym premierem w Polsce, to też się okaże po wyborach”

- mówił Sawicki i wskazał, że każda partia startująca w wyborach musi mieć własną koncepcję i własnych kandydatów.

„Na ogół w państwach o ugruntowanych demokracjach, premierami zostają liderzy zwycięskich partii” - powiedział poseł PSL, ponownie podkreślając, że zarówno Małgorzata Kidawa-Błońska, jak i Grzegorz Schetyna posiadają wystarczające kompetencje, by sprawować urząd premiera.

Na pytanie, czy decyzja Schetyny może wpłynąć na notowania Koalicji Obywatelskiej, Sawicki stwierdził, że będzie to można zaobserwować po następnych sondażach.

„Pamiętamy, że w poprzedniej kampanii wyborczej do sejmu, kandydatką na premiera była Beata Szydło, choć na skutek rekonstrukcji rządu została później odwołana. W polityce wiele jest możliwe”

- wskazał polityk PSL.

Odmienne zdanie w kwestii decyzji Grzegorza Schetyny i kwalifikacji Małgorzaty Kidawy-Błońskiej ma polityk Sojuszu Lewicy Demokratycznej, prof. Tadeusz Iwiński.

„To jest niewątpliwie zaskoczenie. Ono pokazuje skalę zamieszania w Koalicji Obywatelskiej. Mnie to o tyle dziwi, że pani Małgorzata Kidawa-Błońska, którą bardzo dobrze znam, lubię i cenię, jako kandydatka na premiera nie ma żadnych doświadczeń wykonawczych

- wskazał polityk SLD, dodając, że posiada ona jedynie doświadczenia parlamentarne, jako wicemarszałek i jako marszałek sejmu.

„Wygląda na to, że pan Grzegorz Schetyna nie czuje się zbyt pewnie w Warszawie i sądzi (i być może ma rację), że Koalicja Obywatelska osiągnie dużo lepszy wynik wyborczy w tym okręgu wyborczym z listą, na której czele będzie pani Kidawa-Błońska, niż z nim samym, i wraca do swojego matecznika, do Wrocławia”

- ocenił Tadeusz Iwiński.

Na pytanie, czy decyzję Schetyny można łączyć z sugestiami doradców, które, jak donosiły media, zalecały mu usunięcie się na drugi plan, polityk SLD stwierdził, że jego zdaniem, decyzja ta jest wynikiem całościowego spojrzenia na kwestię kampanii wyborczej.

„Łagodniejszy kandydat, bardziej koncyliacyjny, jakim jest pani Kidawa-Błońska, ma szansę na zmniejszenie negatywnego potencjału samej Platformy i Grzegorza Schetyny”

- powiedział Tadeusz Iwiński, przypominając o tlącym się sporze wokół kandydowania [do Senatu - red.] z Warszawy byłego polityka PiS Kazimierza Ujazdowskiego.

Pytany, czy decyzja Schetyny może wpłynąć na notowania Koalicji Obywatelskiej,Tadeusz Iwiński nie potrafił jednoznacznie odpowiedzieć.

„Trudno powiedzieć. Lewica ma dobre wyniki w sondażach i największym dla niej wyzwaniem jest to, żeby utrzymać notowania na poziomie 10 proc., żeby się nie powtórzyła sytuacja z Wiosną, która miała dwucyfrowe notowania, a później zakończyła na wyniku 6 proc.”

- zaznaczył.

Polityk Sojuszu Lewicy Demokratycznej wskazał, że mamy obecnie do czynienia z rosnącą polaryzacją polityczną.

„Część wyborców będzie się kierowała, ku najsilniejszym ugrupowaniom, czyli z jednej strony PiS-owi, a z drugiej strony, mimo wszystko, ku Koalicji Obywatelskiej. To jest główne zagrożenie dla bloku Lewicy”

- ocenił Iwiński, dodając, że „w wielu okręgach listy Lewicy są dość słabe”.

„Te trzy człony [SLD, Wiosna i Razem – red.] podzieliły de facto między siebie miejsca na listach. Sam padłem tego ofiarą, bo będąc jedynym członkiem Lewicy, który we wszystkich wyborach otrzymywał liczbę głosów gwarantującą zdobycie mandatu na Warmii i Mazurach, nie zostałem nawet dopuszczony do listy, co było sprzeczne z elementarnymi zasadami demokracji”

- przypomniał Tadeusz Iwiński.

Mimo nowej sytuacji, z jaką mamy do czynienia po dość zaskakującej decyzji Grzegorza Schetyny, polityk Lewicy wyraził nadzieję, że wynik ok. 10 proc. [dla Lewicy - red.] „powinien się utrzymać”.

„To byłoby bardzo podobne do tego, co się stało w pierwszych demokratycznych wyborach, w 1991 roku. Tam był taki właśnie wynik, 10 procent z ułamkiem”

- podsumował Tadeusz Iwiński.