Pod koniec sierpnia odbyło się Prezydium Zarządu Głównego związku. Szef ZNP poinformował, że dyskutowano m.in. o atmosferze, która panuje w środowisku nauczycieli i innych pracowników placówek oświatowych. Powiedział, że większość uczestników obrad podkreślała, że nauczyciele "są zdecydowani do podjęcia różnorodnych działań protestacyjnych".

To, co dzieje się w sferze polityki edukacyjnej, to, co zostało nam zaproponowane przez nowego ministra edukacji absolutnie nie wyczerpuje naszych oczekiwań

- powiedział.

Podkreślił, że nauczyciele chcą "lepszej szkoły, lepszej edukacji, więcej autonomii, więcej niezależności, mniej biurokracji, więcej zaufania do nauczyciela" i zapowiedział, że od 1 do 15 września będzie prowadzony sondaż z kilkoma pytaniami dotyczącymi ewentualnego udziału w akcji protestacyjnej i jej formy.

16 września Prezydium Zarządu Głównego podsumuje tę dwutygodniową kampanię i podejmie decyzję o wyznaczeniu formy protestu, określeniu jej kształtu organizacyjnego i czasu, w którym ona będzie miała miejsce

- poinformował.

Odnosząc się dzisiaj do tej kwestii na antenie Radia Zet, Broniarz stwierdził, że związek zadecydował "o wydłużeniu tego sondażu".

Sądzę, że koniec września to będzie moment krańcowy (...) Wielu dyrektorów do tej pory nie wie jakie będą mieli klasy, ilu nauczycieli potrzebują. Mając na uwadze maile, listy pełne zaniepokojenia (...) zdecydowaliśmy się na wydłużenie tego sondażu

- powiedział stwierdzając, że "pierwsze 2 tygodnie poświęcamy na organizację nowego roku szkolnego". Ogłosić wyniki zaś "będziemy chcieli jeszcze we wrześniu".

Nie obyło się bez personalnych odniesień: "Tylko prezes jednej z partii może podejmować decyzje nie pytając nikogo o nic. Wydaje się, że ZNP ma obowiązek o to pytać. To nie prezes ten strajk organizuje, a nauczyciele" - mówił.

Sondaż miał za zadanie pokazanie jaka jest skala wyboru form protestu. Kwiecień pokazał, że jesteśmy grupą silnie zdeterminowaną, ale nauczyciele wyszli strasznie zmęczeni, poobijani 

- zaznaczył.

Broniarz odniósł się również do ewentualnego terminu strajku: "Raczej po wyborach, jeśli referendum pokaże gotowość i determinację". "Dzisiaj skupmy się na tym, żeby powiedzieć dzieciom, dlaczego reforma tak boleśnie ich dotyka, chociaż miała być niezauważalna" - dodał.

Wielki odsetek uznaje, że nauczyciele powinni mieć prawo do strajku. Natomiast rodzice zwrócili uwagę, że to nie jest moment do mówienia w kontekście akcji protestacyjnej. My to uznajemy, stąd to przesunięcie w czasie 

- wyjaśnił.