Dziennikarskie śledztwo przeprowadzone przez "Spiegla" oraz portale "Bellingcat" i "The Insider" wykazało, że paszport, którym posługiwał się zabójca Czeczena, został prawdopodobnie wystawiony przez specjalną komórkę rosyjskiego MSW. Zajmowała się ona w przeszłości załatwianiem dokumentów tożsamości agentom wywiadu wojskowego GRU. Dodatkowo "Wadim Sokołow", na którego został wystawiony paszport, nie istnieje w rosyjskim rejestrze paszportowym.

Jeśli podejrzenia o dokonanie zamachu przez rosyjskie służby się potwierdzą, może dojść do kolejnego poważnego kryzysu w relacjach między Rosją a Zachodem. W ubiegłym roku GRU próbowało zamordować w Wielkiej Brytanii byłego agenta Siergieja Skripala i jego córkę. W efekcie państwa zachodnie wydaliły ponad stu rosyjskich dyplomatów.

- Jeśli w tym przypadku mamy również do czynienia z czymś podobnym, to jest to nie do zaakceptowania i wymaga wyciągnięcia konsekwencji

- mówi cytowany przez "Spiegla" wysoko postawiony urzędnik rządowy. "Ale również z tego powodu przedwczesne oskarżenia nie są teraz wskazane" - ostrzega.

Zelimchan Changoszwili został zamordowany w ubiegły piątek około południa w parku Kleiner Tiergarten w berlińskiej dzielnicy Moabit w drodze do meczetu. Zabójca zbliżył się do ofiary na rowerze. Pierwszy strzał z Glocka 26 wyposażonego w tłumik powalił Changoszwilego na ziemię. Dwa kolejne - w głowę - pozbawiły natychmiast życia.

"Wadim Sokołow", 49-letni obywatel Rosji, został wkrótce ujęty, mimo że w parkowych zaroślach zdążył się przebrać oraz pozbył się broni i peruki. Sam zatrzymany twierdzi, że jest niewinny i nikogo nie zabił. Również rzecznik rosyjskiego prezydenta Dmitrij Pieskow zaprzecza, by jego kraj miał jakikolwiek udział w wydarzeniu.

Śledczy z niemieckiej prokuratury generalnej wychodzą z założenia, że było to zabójstwo na zlecenie. Byli funkcjonariusze tajnych służb Gruzji i Ukrainy, na których powołuje się "Spiegel", twierdzą, że zarówno GRU, jak i czeczeński przywódca Ramzan Kadyrow mieli motyw, by wyeliminować Changoszwilego.

"Spiegel" powątpiewa, by "Sokołow" był etatowym oficerem GRU, i skłania się ku wersji, że to płatny morderca. Przemawia za tym tak błahy szczegół, jak posiadanie przez zatrzymanego tatuaży: węża na prawym ramieniu i pantery i korony na lewym. Jest mało prawdopodobne, by oficer tajnych służb miał tatuaże - zbyt łatwo można by go było po nich zidentyfikować.

Urodzony w Gruzji Czeczen brał czynny udział w II wojnie czeczeńskiej u boku prezydenta Asłana Maschadowa. Podczas rosyjskiej agresji na Gruzję w 2008 roku zorganizował oddział 200 ochotników do walki z Kremlem. Dwukrotnie uchodził z życiem przed zamachowcami - w 2009 i 2015 roku. Od 2017 roku starał się o azyl w Niemczech. Jego wniosek został ostatnio odrzucony. Changoszwili był uważany przez Urząd Ochrony Konstytucji za niebezpiecznego islamistę.

Ekkehard Maass, prezes Niemiecko-Kaukaskiego Towarzystwa w Berlinie (DKG), a prywatnie dobry znajomy Zelimchana Changoszilego zaprzecza, by był on muzułmańskim radykałem. Nie ma też wątpliwości, że za zamachem stoją rosyjskie służby lub Ramzan Kadyrow.

- Sokołow przyjechał do Berlina z Paryża w przeddzień zabójstwa. Świadczy to o tym, że ktoś za niego przeprowadził zwiad i dostarczył mu informacji o przyzwyczajeniach i zwyczajach ofiary. Najprawdopodobniej byli to mieszkający w Berlinie Czeczeni sympatyzujący z Kadyrowem

 - mówi w rozmowie z PAP Maass, który znakomicie orientuje się w podziałach wśród czeczeńskiej diaspory w Niemczech.

Przypomina też, że w 2006 roku rosyjska Duma ustaliła, że Rosja ma prawo zwalczać swoich wrogów również za granicą.

- W dniu, kiedy podjęto tę uchwałę, gościłem w Londynie u Aleksandra Litwinienki. Powiedział wówczas, że jest ona skierowana przeciwko takim ludziom jak on. Po to, by ich zabijać. Litwinienko był pierwszą ofiarą

 - opowiada Ekkehard Maass.

Jego zdaniem, demonstracyjny mord na Changoszwilim ma napędzić strachu antykadyrowowskiej emigracji w Europie. Maass oburza się też na wyjątkowo powściągliwą reakcję Berlina.

- Nie rozumiem polityki Niemiec wobec Rosji. W Anglii po zabójstwie Litwinienki i próbie zabójstwa Skripala wyglądało to zupełnie inaczej. Może chodzić o to, że Niemcy próbują naprawić relacje z Rosją i zależy im na rozwoju handlu

 - spekuluje.