"Pokażemy, że bycie gejem, lesbijką to nie jest nic wstydliwego. Razem będziemy promowali tzw. homoseksualny styl bycia wraz z naszymi sojuszniczkami i sojusznikami. Będziemy pokazywać, że w byciu osobą LGBT absolutnie nie ma nic złego i absolutnie nie ma się czym zarazić"

– powiedział Staszewski z zarządu stowarzyszenia Marsz Równości w Lublinie.

"Pokazujemy, że jesteśmy zwykłymi ludźmi, robimy to co roku podczas święta tolerancji, które odbywa się już w większości polskich miast. Pokazujemy, że jesteśmy zwykłymi ludźmi, ale nie jesteśmy traktowani na równych zasadach. Odmawia się nam prawa do małżeństwa, prawa adopcji dzieci, rozliczeń podatkowych, jakie mają osoby heteroseksualne"

– dodał.

Marsz 28 września ma się rozpocząć odśpiewaniem hymnu państwowego. Ma w nim wziąć udział od 2 do 3 tys. osób. Trasa ma być dłuższa niż w ubiegłym roku. Pochód wyruszy z placu Zamkowego i przejdzie ulicami: Walecznych, Unicką, Jaczewskiego, Prusa, 3 Maja, Krakowskim Przedmieściem. Zakończy się na placu Teatralnym.

"Trasa marszu została zmieniona, ponieważ naszym priorytetem jest bezpieczeństwo. Nie możemy poruszać się wąskimi uliczkami, gdzie ktoś może w nas rzucać jakimiś przedmiotami. Trasa została uzgodniona z policją"

– zaznaczył Staszewski.

Już w czerwcu tego roku radny miejski PiS Tomasz Pitucha zainicjował akcję zbierania podpisów pod petycją do prezydenta miasta o zakazanie pochodu.

W ubiegłym roku prezydent Lublina Krzysztof Żuk wydał zakaz organizacji marszu równości i kontrmanifestacji środowisk narodowych ze względu na zagrożenie bezpieczeństwa uczestników zgromadzeń i mieszkańców miasta. Organizatorzy odwołali się do sądu. Sąd Okręgowy podtrzymał decyzję prezydenta, ale uchylił ją Sąd Apelacyjny w Lublinie.

Pierwszy marsz równości przeszedł ulicami Lublina 13 października ubiegłego roku. Wzięło w nim udział około 1,5 tys. osób. Pochód usiłowali blokować jego przeciwnicy, wielu zachowywało się agresywnie. Interweniowała policja. Kilkadziesiąt osób spośród blokujących usłyszało zarzuty dotyczące m.in. czynnej napaści na policjanta, naruszenia nietykalności cielesnej, udziału w bójce, udziału w zbiegowisku publicznym, rozboju.

W lipcu tego roku przed sądem pierwszej instancji zakończył się proces w sprawie wpisu zamieszczonego przez radnego Pituchę na portalu Facebook we wrześniu ubiegłego roku, jeszcze przed pierwszym marszem. We wpisie pojawiło się zdanie:

"Najzagorzalsi fani filmu W. Smarzowskiego chcą organizować w Lublinie tzw. Marsz równości promujący homoseksualizm, pedofilię".

Staszewski jako organizator marszu poczuł się pomówiony i skierował sprawę do sądu. Sąd Rejonowy Lublin-Zachód uznał Pituchę za winnego pomówienia Staszewskiego o promowanie pedofilii, ale odstąpił od wymierzenia mu kary. Orzekł, że Pitucha ma wpłacić 5 tys. zł na cel społeczny wskazany przez pokrzywdzonego, czyli na rzecz Stowarzyszenia Marsz Równości w Lublinie. Nałożył też na niego obwiązek podania wyroku do publicznej wiadomości przez umieszczenie jego treści w prasie lokalnej. Pitucha zapowiedział apelację.

Homo-aktywista wniósł też prywatny akt oskarżenia przeciwko wojewodzie lubelskiemu Przemysławowi Czarnkowi, który na swoim wideoblogu krytykował organizowanie marszu równości. Powiedział m.in., że sprzeciwia się promowaniu "zboczeń, dewiacji, wynaturzeń", postaw "antyrodzinnych, antychrześcijańskich", "sprzecznych z katechizmem, sprzecznych z Konstytucją RP".

Strony zawarły ugodę, sąd umorzył sprawę, ale Staszewski odwołał się do drugiej instancji, podnosząc, że wojewoda złamał warunki ugody. Odwołanie nie zostało jeszcze rozstrzygnięte.