Wraz z Trumpem, który 1 września weźmie w Warszawie udział w uroczystościach w 80. rocznicę wybuchu II wojny światowej, do stolicy przyleci amerykański minister obrony Mark Esper. 2 września Trump ma rozmawiać z prezydentem Andrzejem Dudą i premierem Mateuszem Morawieckim. Tematem mają być m.in. kwestie militarne i gospodarcze.

Informacje w sprawie stacjonowania żołnierzy amerykańskich w Polsce to jeden z tematów, które uważnie śledzą państwa NATO. Polska - jak donoszą źródła w kwaterze głównej Sojuszu w Brukseli - lepiej informuje sojuszników o swoich rozmowach z Amerykanami.

W czerwcu przed wizytą w Stanach Zjednoczonych z sekretarzem generalnym NATO Jensem Stoltenbergiem w belgijskiej stolicy spotkał się prezydent RP. Już po podpisaniu w Waszyngtonie deklaracji przez Dudę i Trumpa w sprawie polsko-amerykańskiej współpracy obronnej Stoltenberg oświadczył, że z zadowoleniem przyjmuje zapowiedź, że USA zwiększą swą obecność wojskową w Polsce.

Pozytywnie w tym kontekście oceniona w NATO została też wypowiedź premiera Morawieckiego, który w opublikowanym 22 sierpnia wywiadzie dla niemieckich gazet opowiedział się za rozmieszczeniem większej liczby żołnierzy USA w Polsce, ale bez osłabiania obecności USA w Niemczech.

- Zasadniczo uważam za pożądane wzmocnienie wschodniej flanki NATO. Ale jednocześnie jestem też za tym, by zostawić w Niemczech tak wielu amerykańskich żołnierzy, jak to możliwe. To nie jest kwestia "albo-albo". Potrzebujemy bazy NATO w Ramstein i potrzebujemy nowej stałej bazy NATO w Polsce

 - podkreślił szef rządu.

9 sierpnia ambasador Stanów Zjednoczonych w RFN Richard Grenell ponownie ostrzegł Berlin, że Waszyngton wycofa część żołnierzy znad Renu i przeniesie ich do Polski. To konsekwencja zbyt niskich - w ocenie władz USA - wydatków Niemiec na obronność.

Rozmówca PAP z NATO podkreśla, że żołnierze amerykańscy potrzebni są zarówno w Niemczech, jak i w Polsce, dlatego stanowisko szefa polskiego rządu idzie w "dobrym kierunku". W Brukseli pozytywnie ocenia się to, że w Polsce będzie też prezydent Niemiec Frank-Walter Steinmeier.

Polityka NATO, m.in. wobec Rosji, opiera się na konsensusie, dlatego - przekonuje źródło - należy unikać antagonizowania, bo wówczas trudniej realizować swoje cele.

W Sojuszu obawy wywołuje też możliwość krytyki członków organizacji, jaka może paść ze strony Trumpa w Warszawie. Polska jest stawiana przez USA jako przykład kraju, który wypełnia swoje zobowiązania i przeznacza 2 proc. PKB na obronność.

- Trump przyjeżdża w miejsce, które uważa za bardzo przychylne. Często jak jest w takim miejscu, to lubi pochwalić gospodarzy, a "przyłożyć" komuś innemu. Tu jest problem, ale to się wymyka spod tradycyjnych analiz

 - zaznacza źródło z NATO, nawiązując do stylu komunikacji amerykańskiego przywódcy.

Państw, które są poniżej 2-procentowego progu, jest bardzo wiele, ale szczególnie często Waszyngton wypomina to Berlinowi. W 2014 r. kraje NATO zobowiązały się, że w ciągu 10 lat będą przeznaczać na obronność kwoty w wysokości co najmniej 2 proc. PKB. Od kiedy Trump doszedł do władzy, mocno naciska na sojuszników w tej sprawie, nie szczędząc gróźb i ostrych słów.

Szef MON Mariusz Błaszczak poinformował w środę, że rozmawiał z amerykańskim ministrem obrony o lokalizacji nowych jednostek amerykańskich wojsk lądowych US Army. Miejsca te mają zostać ogłoszone podczas spotkania Dudy i Trumpa.

Deklaracja podpisana w czerwcu przez obu prezydentów przewiduje zwiększenie liczby stacjonujących w Polsce żołnierzy co najmniej o 1000, potwierdza też stacjonowanie 4,5 tys. amerykańskich wojskowych i zapowiada ulokowanie amerykańskiego dowództwa szczebla dywizji.

W Polsce rotacyjnie stacjonuje amerykańska brygadowa grupa bojowa, USA dowodzą też wielonarodowym batalionem NATO stacjonującym w Orzyszu, w którego skład wchodzą także pododdziały z Wielkiej Brytanii, Chorwacji i Rumunii. Od lat w Polsce przebywa stały amerykański pododdział naziemny przygotowujący rotacyjne pobyty szkoleniowe lotników z USA.