Jak podała Kopczyńska, Wody Polskie udostępniły swój sprzęt pływający i w stałym kontakcie z Wojewódzkim Inspektoratem Ochrony Środowiska oraz Sanepidem monitorują sytuację.

"Nasze centrum operacyjne dokonało analizy, które określiło, kiedy te ścieki dopłyną do Płocka. Szacujemy że będą to 84 godziny od momentu kiedy nastąpił zrzut"

- powiedziała Kopczyńska.

Zastępczyni prezesa Wód Polskich podkreślała, że kwestia zrzutu ma duże znaczenie dla mieszkańców okolic, ponieważ Płock korzysta z wody powierzchniowej w dużej części. Zapewniła jednak, że wszystkie służby pracują nad sytuacją, a woda jest badana. "Nie jest możliwe żeby mieszkańcy Płocka mieli wodę skażoną w kranach" - dodała.

Na pytanie o to, jaki wpływ na okoliczną faunę i florę będzie miała ta sytuacja, przedstawicielka Wód Polskich odpowiedziała, że zależy od stężeń ścieków.

"Katastrofa jest duża, ponieważ zagrożone są obszary Natura 2000, gdzie żyje chronione ptactwo. To są ścieki z zakładów przemysłowych i szambiarek. Tak olbrzymi wyrzut ścieków może mieć w środowisku konsekwencje, których nie jesteśmy w stanie przewidzieć, na pewno w najbliższych godzinach nie da się tego powstrzymać"

- powiedziała Kopczyńska. Dodała również, że zdziwiło ją, że katastrofa się wydarzyła, ponieważ infrastruktura w oczyszczalni ścieków jest nowa.

Zastępczyni prezesa Wód Polskich podała, że WIOŚ zakłada stacje pomiarowe przed Płockiem, żeby zbadać tempo przesuwania się - przed dotarciem - zanieczyszczeń. Ponadto służby wodociągów płockich badają swoje ujęcie wody.

Joanna Kopczyńska stanowczo odradziła wchodzenie do Wisły, łowienie oraz spożywanie ryb z rzeki oraz spacery przy brzegu na odcinku warszawskim, ze względu na parowanie ścieków pod wpływem upału.