Czy sprawa posła Brejzy oraz jego ojca, prezydenta Inowrocławia, faktycznie jest aferą, czy może jest tak, jak próbuje tłumaczyć to opozycja, że jest to sprawa polityczna?
Nie ma co do tego żadnych wątpliwości. Jest to afera, która wybuchła w Inowrocławiu jesienią 2017 r. Wiemy, że w tej chwili toczy się postępowanie w sprawie wyprowadzania pieniędzy z urzędu miasta, że byli to pracownicy wydziału, którego pomysłodawcą był poseł Krzysztof Brejza. Ci ludzie, jak wynika ze stenogramów rozmów, byli instruowani przez posła, jak się zabezpieczać w sieci, jak być niewidzialnym, jak bezkarnie hejtować ludzi. Pan poseł wydawał im instrukcje, wyrażał chęć pisania komentarzy, które później były publikowane na forach. To jest afera, która realnie godzi w wizerunek miasta Inowrocławia. Wydział został stworzony po to, żeby dokonywać działań propagandowych na rzecz polityków Platformy Obywatelskiej, a obrażać, szkalować opozycję i wszystkich ludzi niewygodnych.

Czy według Pana poseł Brejza za to odpowie?
To jest pytanie do organów ścigania. Ja mogę mówić o tym, co słyszałem w stenogramach. Tam rysuje się obraz ludzi, którzy próbowali zastraszać pracownika, panią naczelnik, która ma dzisiaj najwięcej zarzutów. Wygląda na to, że o wielu z tych rzeczy mówiło się w Inowrocławiu. Mowa tu o zeznaniach świadków, którzy twierdzili, że pieniądze, które były wyprowadzone z urzędu miasta, były przeznaczane na finansowanie działalności PO oraz kampanii wyborczej pana posła. Nie mam wątpliwości, że poseł Brejza poniesie odpowiedzialność, jeżeli prokuratura będzie w stanie udowodnić te zarzuty i potwierdzą się zeznania świadków.

Cały tekst w dzisiejszej "Gazecie Polskiej Codziennie"