Polski Instytut Sztuki Filmowej ogłosił listę dotacji  w ramach Programu Operacyjnego „Produkcja filmowa”. Wśród filmów, które otrzymają wsparcie PISF znalazły się nowe produkcje w reżyserii Agnieszki Smoczyńskiej ("Silent Twins"), Kingi Dębskiej ("Zupa nic") i Katarzyny Rosłaniec ("Jezioro Słone"). Szczególną uwagę zwraca jednak tytuł, który jeszcze nie ma reżysera. Jest nim opowiadający o losach rotmistrza Witolda Pileckiego "Ochotnik". Film ma otrzymać z PISF gigantyczną kwotę w wysokości 6 milionów złotych, ale to nie koniec - w zamieszczonej na stronie PISF tabelce możemy przeczytać, że szacowany koszt produkcji o Pileckim to 148 800 000 zł. To dwukrotnie więcej, niż pochłonęła produkcja najdroższego dotychczas w historii polskiego kina "Quo Vadis" Jerzego Kawalerowicza (76,14 mln zł). Produkcją "Ochotnika" ma zająć się firma Madants, która ma na koncie m.in. film "High Life" z Juliette Binoche, Agatą Buzek i Robertem Pattisonem w rolach głównych. Szczegóły dotacji PISF można poznać TUTAJ

Informacja o tak kosztownej superprodukcji wywołała w środowisku filmowym duże poruszenie:

PISF przyznał projektowi maksymalne dofinansowanie w wysokości 6 milionów złotych. Do zebrania pozostało 142,8 miliona złotych... Budzi moje zainteresowanie film za takie pieniądze, bo to przecież kilkadziesiąt milionów dolarów. Będzie to więc zapewne znacząca historyczna superprodukcja i dziś nieco w ciemno celuję, że chodzi o film z udziałem amerykańskiego aktora i/lub reżysera. Kto sfinansuje tak drogi projekt? Minister Kultury i inne podległe mu instytucje, a także wielkie polskie firmy to kierunek mojego myślenia. Od kilku lat mówi się właśnie o takim dużym projekcie, który zostanie zauważony na świecie. "Ochotnik" wskazuje pewien trop w poszukiwaniu tematu i bohatera filmu, ale na razie to tylko domysły...

- pisze Krzysztof Spór, dziennikarz zajmujący się polskim kinem i autor bloga "Spór w kinie"

Choć szczegóły produkcji - w tym źródła tak dużych nakładów finansowych - nie są jeszcze znane, wiele wskazuje na to, że wkrótce doczekamy się megaprodukcji historycznej, którą u początków objęcia rządów przez PiS zapowiadał minister kultury Piotr Gliński, m.in. w rozmowie z naszym portalem:

Od dawna o tym [zrealizowaniu dużych produkcji o polskiej historii - przyp. red.] się mówi i dlatego chcemy to zrealizować z renomowanymi artystami. Nie możemy jednak tego robić na skróty; w ciągu kilku czy kilkunastu miesięcy. Projekty za tak duże pieniądze potrzebują czasu, kilku lat. Łatwo jest wydać wielkie sumy na filmy, które okazują się później gniotami. Mieliśmy w ostatnich latach takie przypadki... Chcę tego uniknąć.

- mówił Gliński.

Kto wie, może w rotmistrza Pileckiego wcieli się hollywoodzki gwiazdor...? Kogo widzielibyście w roli polskiego bohatera?