Woś komentuje list m.in. Schnepfa do Trumpa ws. Polski. „Liczą, że ktoś na tę przynętę się złapie”

Ryszard Schnepf / Marcin Pegaz/Gazeta Polska

  

Grupa byłych polskich ambasadorów napisała list otwarty do prezydenta USA. - Przybywa pan do kraju, który nie jest praworządny. Pana mocny głos wzywający do tolerancji i wzajemnego poszanowania, a także przestrzegania postanowień konstytucji i innych praw, może mieć znaczenie historyczne - piszą. Inicjatywę skomentował w programie "W punkt" minister Michał Woś. Jak stwierdził: "dzięki temu, że stracili narzędzia, stracili wpływ, nie mają bezpośredniego przełożenia, muszą działać w ten sposób licząc na to, że ktoś po drugiej stronie oceanu na tę przynętę się złapie".

List otwarty do prezydenta USA Donalda Trumpa skierowała grupa byłych polskich ambasadorów, której celem jest analiza polityki zagranicznej, wskazywanie pojawiających się zagrożeń dla Polski i sporządzanie rekomendacji. Pod listem podpisało się ich 23, m.in. Ryszard Schnepf, Iwo Byczewski, Piotr Nowina-Konopka, Jerzy Maria Nowak czy Andrzej Krawczyk, zrzeszonych w Konferencji Ambasadorów RP.

Byli ambasadorzy podkreślili w liście, że wizyta prezydenta USA w Polsce zawsze jest "wielkim wydarzeniem", a Donald Trump zostanie powitany "z należnym mu szacunkiem". Wskazano także na historyczny więzy, które łączą Polskę oraz USA, przywołując m.in. wsparcie okazane przez Stany Zjednoczone polskiej "Solidarności" oraz pomoc ekonomiczną "w trudnych czasach transformacji gospodarczej i społecznej".

"Przywołując najpiękniejsze karty naszej historii, chcemy jednocześnie zwrócić Pana uwagę na dwie, obecnie ważne sprawy: zagrożenie wspólnoty bezpieczeństwa i wspólnoty wartości"

- czytamy.

"Dziś nasza Rzeczpospolita jest członkiem wielkiej, demokratycznej rodziny zbudowanej na dwóch filarach: Unii Europejskiej i NATO. Polska pozostaje trwałym i sprawdzonym sojusznikiem USA. W tej wspólnocie wartości i interesów nie ma sprzeczności, a naszą racją stanu jest utrzymanie bliskich relacji ze wszystkimi jej podmiotami"

- napisano.

Jak podkreślono, "USA, Litwa, Niemcy, Francja czy Kanada, podobnie jak pozostali członkowie NATO, są równoprawnymi partnerami w sojuszu, którego siła powinna być mierzona przede wszystkim możliwością wspólnego i skutecznego działania".

"Polska osamotniona, otoczona nieprzyjaciółmi, skonfliktowana z sąsiadami i zdana – jak przed II Wojną Światową – wyłącznie na odległe geograficznie sojusze, to prosta droga do kolejnej katastrofy"

- napisali byli ambasadorowie. "W tym kontekście rola 'konia trojańskiego', kraju dryfującego na obrzeża wspólnoty wolności i demokracji, dokąd spycha Polskę obecny rząd, jest dla nas i dla naszych sojuszników, w tym także USA, destrukcyjna. W naszym euroatlantyckim związku chcemy być poważnym i wiarygodnym partnerem. Partnerem gotowym także do poświęceń, ale nie wyłącznie klientem i wykonawcą zadań, które spójności NATO nie służą" - czytamy.

"Nie znamy kraju, w którym waga i poszanowanie opartej na nich Konstytucji są tak strzeżone jak w Stanach Zjednoczonych. Tymczasem w Polsce od kilku lat narasta proces łamania i naginania naszej Konstytucji. Rozmontowywany jest trójpodział władzy, niszczone niezawisłe sądownictwo. Prawa człowieka są ograniczane, a narastająca opresja wobec politycznych oponentów oraz mniejszości – etnicznych, religijnych, seksualnych – jest nie tylko tolerowana, lecz wręcz inspirowana"

- dodał

Sprawę skomentował w programie Katarzyny Gójskiej minister Michał Woś:

Ten list pokazuje, że oni są sfrustrowani. To są ludzie, którzy stracili wpływ, bo gdyby dalej mieli wpływ na rzeczywistość, to nie uciekali by się do takiej formy otwartych listów, podjudzania, wzbudzania wątpliwości, a realizowali twarde rzeczy, o których byśmy nawet nie wiedzieli. Teraz dzięki temu, że stracili narzędzia, stracili wpływ, nie mają bezpośredniego przełożenia, muszą działać w ten sposób licząc na to, że ktoś po drugiej stronie oceanu na tę przynętę się złapie

- stwierdził.

 

Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Źródło: niezalezna.pl, PAP

Tagi

Wczytuję komentarze...

Burza po wywiadzie z prezydentem Syrii. "Telewizja przegrała z reżimem"

Zdjęcie ilustracyjne / fot. pixabay.com

  

- Włoska telewizja publiczna RAI przegrała z syryjskim reżimem - tak dzisiejsza prasa komentuje emisję wywiadu z prezydentem Syrii Baszszarem al-Asadem, przeprowadzonego przez włoską dziennikarkę. Damaszek, oburzony wstrzymaniem emisji we Włoszech, nadał rozmowę wczoraj.

Od kilku dni w kierownictwie publicznego włoskiego nadawcy panuje chaos i irytacja z powodu wywiadu z Asadem, który przeprowadziła była prezes RAI Monica Maggioni. Jak się okazało, pojechała do Damaszku na własną rękę, nie informując dyrekcji telewizji o planach nagrania rozmowy z przywódcą Syrii.

O tym, że ją przeprowadziła, poinformowała po powrocie do Rzymu i zaproponowała ten materiał informacyjnej stacji RAI News 24, której była kiedyś szefową. Zaplanowana po uzgodnieniach emisja została wstrzymana na tydzień, co wywołało irytację Damaszku, który wyznaczył włoskiej telewizji ultimatum, domagając się nadania rozmowy. Syryjska telewizja zapowiedziała, że nada wywiad wczoraj wieczorem.

Kierownictwo RAI zostało postawione przed faktem dokonanym i wobec planów emisji w Syrii, nadało rozmowę nie w jednej ze swoich ogólnokrajowych stacji, ale w kanale internetowym RAI Play. Żadna z dużych stacji nie chciała wyemitować tego materiału.

W wywiadzie Asad ostro atakował Europę, USA i Turcję, zarzucając im, że są odpowiedzialne za fale uchodźców i że "wspierały terrorystów przeciwko rządowi w Damaszku". Mówił, że dowody użycia broni chemicznej przez armię syryjską zostały sfabrykowane.

Ponadto wyraził opinię, że papież Franciszek, który napisał do niego list, niepokojąc się o los ludności cywilnej, ma "niepełny obraz" sytuacji w kraju. Poza tym dyktator nazwał się "ocalonym, jak reszta Syryjczyków". Rozmawiająca z nim dziennikarka, była korespondentka wojenna, nie polemizowała z nim i pozwalała mu swobodnie przedstawiać swoje tezy.

Jeden z cytowanych w mediach komentatorów podkreślił, że RAI "udzieliła głosu zbrodniarzowi wojennemu i jednocześnie pozwoliła na to, aby ten sam dyktator oskarżył włoską telewizję o cenzurę".

Dziennik "La Repubblica" pisze o irytacji szefów RAI , którzy jako ostatni dowiedzieli się o wywiadzie z Asadem. Maggioni zarzuca się, że postawiła nadawcę w bardzo trudnej sytuacji doprowadzając do "dyplomatycznego incydentu".

Gazeta przytacza tezę, że być może rozmowa przeprowadzona w niejasnych okolicznościach ma związek z niedawną wypowiedzią szefa MSZ Włoch Luigiego Di Maio, który mówił o konieczności wznowienia dialogu z Syrią.

Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Źródło: PAP, niezalezna.pl

Tagi

Wczytuję komentarze...

Nasza strona używa cookies czyli po polsku ciasteczek. Korzystając ze strony wyraża Pan/i zgodę na używanie ciasteczek (cookies), zgodnie z aktualnymi ustawieniami Pana/i przeglądarki. Jeśli chce Pan/i, może Pan/i zmienić ustawienia w swojej przeglądarce tak aby nie pobierała ona ciasteczek.


Strefa Wolnego Słowa: niezalezna.pl | gazetapolska.pl | panstwo.net | vod.gazetapolska.pl | naszeblogi.pl | gpcodziennie.pl