Smoleńskie telefony

Leszek Misiak

Kontakt z autorem

Grzegorz Wierzchołowski

Współzałożyciel portalu niezależna.pl, którego jest redaktorem naczelnym. Publikuje również w tygodniku „Gazeta Polska”, dzienniku „Gazeta Polska Codziennie” i miesięczniku „Nowe Państwo”.

Kontakt z autorem

  

Z opinii biegłych ABW wynika, że w sieciach telefonii komórkowej Federacji Rosyjskiej były zalogowane 23 karty SIM ofiar katastrofy smoleńskiej. Połączenia wykonywano z telefonu prezydenta Lecha Kaczyńskiego, ale także funkcjonariusza BOR Pawła Krajewskiego. Jeśli wszyscy członkowie delegacji prezydenckiej zginęli na miejscu, nikt z nich nie mógł telefonować. Kto zatem wykonywał te połączenia? Kto przełamał kody PIN? I co stało na przeszkodzie, by po zbadaniu telefonów oddać je rodzinom ofiar?

7 maja 2012 r. płk Zbigniew Rzepa, rzecznik Naczelnej Prokuratury Wojskowej, wydał komunikat, że po katastrofie miały miejsce trzy połączenia wychodzące z telefonu Lecha Kaczyńskiego. Kilka tygodni wcześniej kpt. Marcin Maksjan z prokuratury wojskowej napisał w przesłanej „Gazecie Polskiej” informacji, że „na pokładzie Tu-154 oraz bezpośrednio po katastrofie nie wykonywano z telefonów pasażerów i załogi połączeń wychodzących”

Według kpt. Maksjana, z badań wykonanych przez biegłych z ABW i z analizy billingów wynika, że z telefonów znajdujących się na pokładzie Tu-154 nie tylko nie wykonywano połączeń wychodzących, ale także nie wysyłano SMS oraz MMS. „Ujawniono jedynie połączenia przychodzące, przy czym niektóre były przekierowywane na pocztę głosową” – napisał 16 lutego 2012 r. kpt. Maksjan w odpowiedzi na nasze pytania.

Dlaczego prokuratura wojskowa skłamała?

Przypomnijmy, że w komunikacie z 7 maja br. płk Zbigniew Rzepa, rzecznik NPW, stwierdził: „W wyniku przeprowadzonych czynności procesowych ustalono, że w dniu 10 kwietnia 2010 r. po katastrofie miały miejsce dwa połączenia wychodzące (pierwsze o godz. 12:46, a drugie o godz. 16:24 czasu polskiego), a w dniu 11 kwietnia 2010 r. jedno połączenie wychodzące (o godz. 12:18 czasu polskiego) z telefonu użytkowanego przez śp. Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej Lecha Kaczyńskiego (którego właścicielem była Kancelaria Prezydenta RP) i były to połączenia z pocztą głosową”.

Z komunikatu płk. Rzepy jasno wynika, że były to połączenia z telefonu prezydenta na pocztę głosową Lecha Kaczyńskiego, nie zaś połączenia na ten właśnie numer z innego numeru – jak można wnioskować z informacji kpt. Maksjana. To zasadnicza różnica.

Kto przełamał zabezpieczenia elektroniczne?

Informacja ta ma kluczowe znaczenie w kontekście niepodjęcia śledztwa przez cywilną Prokuraturę Okręgową w Warszawie w sprawie dostępu osób postronnych do telefonu polskiej głowy państwa po katastrofie. Opisał to niedawno „Nasz Dziennik”.

Wcześniej prokuratorzy wojskowi prowadzący śledztwo w sprawie katastrofy smoleńskiej uznali, że połączenia z telefonu prezydenta na jego pocztę nie miały związku z prowadzonym przez nich śledztwem. 7 listopada 2011 r. Wojskowa Prokuratura Okręgowa w Warszawie wyłączyła te materiały i przekazała cywilnej Prokuraturze Okręgowej w Warszawie. Cywilna nie dopatrzyła się znamion przestępstwa i nie wszczęła w tej sprawie śledztwa. Po fali krytyki wśród niektórych mediów i blogerów sprawą zainteresował się prokurator generalny i warszawska prokuratura apelacyjna. Po analizie uznano, że decyzja o odmowie wszczęcia śledztwa „była przedwczesna”.

Efekt jest taki, że 11 maja 2012 r. Prokuratura Okręgowa podjęła na nowo postępowanie „w sprawie włączenia się w dniu 10 i 11 kwietnia 2010 r. na terytorium Federacji Rosyjskiej przez nieustaloną osobę do telefonu komórkowego Nokia 6310i i uruchomienia impulsów na cudzy rachunek na szkodę Kancelarii Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej, tj. o przestępstwo z art. 285 § 1 k.k.”.

Prokuratorzy mają wyjaśnić, kto i w jaki sposób mógł uzyskać dostęp do informacji dla niego nieprzeznaczonej, w postaci danych zapisanych na powyżej wskazanym telefonie i karcie SIM poprzez przełamanie albo ominięcie elektroniczne zabezpieczeń.

Cywilni śledczy wystąpili już do Wojskowej Prokuratury Okręgowej o „nadesłanie między innymi informacji o danych użytkownika przedmiotowego telefonu, protokołów czynności oględzin przedmiotowego aparatu telefonicznego, oględzin i odtworzenia karty SIM, protokołu oględzin miejsca katastrofy w zakresie ujawnienia i zabezpieczenia wskazanego aparatu telefonicznego, opinii wydanych w sprawie w zakresie badania przedmiotowego telefonu, karty SIM oraz o przekazanie dowodu rzeczowego w postaci wskazanego telefonu i karty SIM”. Prokuratorzy wystąpili też do Kancelarii Prezydenta RP o "przedstawienie stanowiska w przedmiocie wniosku o ściganie przestępstwa ściganego na wniosek, tj. art. 267 § 1 k.k. Po otrzymaniu informacji z Wojskowej Prokuratury Okręgowej o danych osoby użytkującej telefon komórkowy Nokia 6310i Prokuratura Okręgowa w Warszawie wystąpi o stanowisko w przedmiocie ścigania przestępstwa ściganego na wniosek do ustalonego pokrzywdzonego”. Komunikat o powyższej treści podpisała Małgorzata Adamajtys, zastępca Prokuratora Okręgowego w Warszawie.

Wojskowi ukrywali wiedzę o połączeniach?

W tym kontekście pozostaje otwarte pytanie „Gazety Polskiej Codziennie” w publikacji z 9 maja 2012 r. – czy Wojskowa Prokuratura Okręgowa w Warszawie ukrywała przed Prokuraturą Okręgową w Warszawie dowody w sprawie logowania po katastrofie smoleńskiej telefonu śp. Prezydenta RP Lecha Kaczyńskiego.

Jeśli NPW wprowadziła w błąd „Gazetę Polską”, informując nas w lutym, że z telefonu prezydenta nie wykonywano połączeń wychodzących, nie można wykluczyć, że podobnych informacji nie przekazano do cywilnej okręgówki.

Jeżeli wojskowi śledczy wprowadzili nas świadomie w błąd, powstaje pytanie – z jakich powodów chcieli ukryć tę informację przed Polakami, a zwłaszcza: kto im kazał tak zrobić.

W odpowiedzi kpt. Maksjana zastanawia coś jeszcze – w stwierdzeniu „bezpośrednio po katastrofie nie wykonywano z telefonów pasażerów i załogi połączeń wychodzących”, kpt. Maksjan użył słowa „bezpośrednio”, które może być furtką, że lege artis NPW nie skłamała, bo połączenia wychodzące nie były wykonane bezpośrednio po katastrofie, ale kilka godzin po niej. Jednak przyjęcie takiego rozumowania świadczyłoby, że śledczy celowo dezinformują, używając socjotechnicznych uników. Zwłaszcza że wyraźnie zapytaliśmy, czy odbywano jakiekolwiek połączenia po ustalonym przez MAK czasie katastrofy, a nie bezpośrednio po niej.

O tym, że prokuratorzy być może od początku wiedzą, że z telefonów wykonywane były połączenia wychodzące, świadczą wypowiedzi, jakich udzielił 12 maja 2010 r. prokurator generalny Andrzej Seremet w rozmowie z Konradem Piaseckim w RMF FM:

„Konrad Piasecki: Mówił pan dziś w »Rzeczpospolitej«: Większość telefonów ofiar była aktywna. Co to znaczy? Rozmawiano z pokładu samolotu?
Andrzej Seremet: To znaczy, że albo rozmawiano, albo wysyłano SMS-y, w każdym razie część tych telefonów wykazuje, że rzeczywiście były one używane w momencie może nie samego podejścia do lądowania, ale w końcowej fazie lotu”.


Czy okaże się, że prokuratura ujawni kolejne informacje o połączeniach wychodzących z telefonów ofiar? Jak pisała „Gazeta Polska Codziennie”, biegły nie był w stanie określić czasu, kiedy telefony ofiar katastrofy smoleńskiej zostały ostatecznie wyłączone. Wiadomo natomiast, które karty SIM były aktywne jeszcze wiele godzin po katastrofie. Wśród nich była m.in. karta telefonu gen. Andrzeja Błasika.

– 10 kwietnia 2010 r. wielokrotnie dzwoniłam do męża, ale numer cały czas był zajęty. Dzień później telefon działał, ale nikt go nie odbierał – powiedziała „Codziennej” Ewa Błasik.

Po katastrofie działał także telefon gen. Bronisława Kwiatkowskiego, dowódcy operacyjnego Sił Zbrojnych RP, co potwierdziła Krystyna Kwiatkowska, wdowa po generale. Na terenie Rosji była aktywna również karta SIM telefonu śp. Zbigniewa Wassermanna.

Po co śledczym telefony?

Jak poinformował „Gazetę Polską” kpt. Maksjan, z opinii biegłych z ABW wynika, że w sieciach telefonii komórkowej Federacji Rosyjskiej były zalogowane 23 karty SIM.

„Nasz Dziennik” w listopadzie 2010 r. pisał, że 21 kwietnia oraz na początku maja 2010 r. operator ERA odnotował połączenia z telefonu prywatnego, należącego do funkcjonariusza Biura Ochrony Rządu Pawła Krajewskiego, który zginął w katastrofie pod Smoleńskiem. Informację tę potwierdziła przed polskimi prokuratorami jego żona Urszula. Telefon Pawła Krajewskiego był aktywny do 31 maja lub 1 czerwca br.

Jeśli wszyscy członkowie delegacji prezydenckiej zginęli na miejscu, jak ogłosili po katastrofie Rosjanie, nikt z użytkowników telefonów nie mógł z nich telefonować. Kto zatem wykonywał te połączenia? Kto przełamał kody PIN? I co stało na przeszkodzie, by po upublicznieniu informacji o billingach i po zbadaniu telefonów oddać je rodzinom ofiar?

Gdy pytaliśmy NPW, czy wszystkim rodzinom zwrócono telefony komórkowe, rzecznik NPW odpowiedział: „Telefony komórkowe i aparaty fotograficzne uznane zostały w toku śledztwa za dowody rzeczowe i dotychczas nie zostały zwrócone”.

Dlaczego prokuratura przetrzymuje te urządzenia, skoro posiada wszelkie zgrane z nich informacje? I to w sytuacji, gdy śledczy nadal uważają, że wystarczą w zupełności nagrania z czarnych skrzynek, a dostęp do oryginałów tych skrzynek uważają za niekonieczny?            
Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze


Wczytuję komentarze...

Trudne rozmowy w Brukseli

zdjęcie ilustracyjne, / pixabay.com/bici

  

W Brukseli rozpoczęły się negocjacji ws. unijnego budżetu na lata 2021-2027. Wielu przywódców krytycznie odnosi się do propozycji szefa Rady Europejskiej Charlesa Michela. Część uważa, że jest ona za mało ambitna, część, że cięcia powinna być większe.

Premier Finlandii Sanna Marin wchodząc do budynku Rady Europejskie powiedziała, że propozycja budżetowe Michela idzie w złym kierunku. "Finlandia uważa, że całkowity poziom budżetu jest trochę zbyt wysoki. Chcielibyśmy, żeby był bardziej umiarkowany" - powiedziała. Dodała, że ciągle istnieje spora różnica zdań między stanowiskiem państw członkowskich.

Za największymi ograniczeniami w budżecie opowiadają się przedstawiciele Holandii, Danii, Szwecji oraz Austrii, chociaż o oszczędnościach mówią też inne kraje. Szefowie rządów tych czterech państw spotkali się w czwartek przed szczytem i potwierdzili swoje stanowisko, domagając się zmniejszenia poziomu finansowania do 1 proc. Dochodu Narodowego Brutto. Propozycja Michela zakłada 1,074 DNB.

"Nie mamy problemu z tym, że jesteśmy płatnikami netto ... ale absolutnie nie możemy zaakceptować dramatycznego wzrostu naszych opłat"

- powiedział premier Szwecji Stefan Löfven.

Po drugiej stronie barykady są państwa, które optują za bardziej ambitnym budżetem. Premier Mateusz Morawiecki wchodząc na szczyt podkreślił, że ze strony Polski nie ma zgody na to, żeby jednocześnie dokonać rewolucji w strukturze budżetu UE i jego obniżenia. Dodał, że nowe cele nie mogą być realizowane kosztem polityki spójności i Wspólnej Polityki Rolnej.

Podobnie o nowych celach w budżecie mówił premier Grecji Kiriakos Mitsotakis. "Nie można oczekiwać, że zrobimy więcej za mniej. (...)Spodziewam się skomplikowanej dyskusji". Premier Łotwy Arturs Krisjanis Karins wskazał, że negocjacje budżetowe to pytanie o to, czy UE chce ambitnej polityki, czy nie. "Jeśli chcemy, musimy inwestować. Jeśli nie chcemy inwestować, musimy zrewidować te ambicje" - zaznaczył.

Wypowiedzi przywódców pokazują, jak wielka jest przepaść między tymi, którzy chcą silniejszego budżetu UE, a tymi, którzy opowiadają się za cięciami. Dlatego wielu liderów przygotowuje się na długie rozmowy. "Jestem przygotowany na długą noc" - powiedział prezydent Litwy Gitanas Nauseda. Dodał, że Litwa zamierza być bardzo konsekwentna w walce o wyrównanie dopłat bezpośrednich dla rolników.

Również premier Estonii Juri Ratas jest przygotowany na długi szczyt. „Myślę, że te negocjacje dzisiaj i jutro, być może w weekend, będą bardzo trudne” - powiedział.

Szef Rady Europejskiej jest jednak optymistą.

„Jest wiele interesów, jest wiele obaw. Wszystkie są uzasadnione, ale jestem przekonany, że możemy osiągnąć postępy w ciągu następnych godzin i następnych dni"

- zaznaczył.

Przedstawiony w piątek w Brukseli projekt budżetu autorstwa Michela zakłada poziom wydatków UE w latach 2021-2027 odpowiadający 1,074 proc. połączonego Dochodu Narodowego Brutto (DNB) 27 państw członkowskich. To znacznie mniej, niż chciała Komisja Europejska, która zaproponowała budżet na poziomie 1,1 proc. i PE, który oczekuje 1,3 proc. Te z pozoru niewielkie różnice mają jednak ogromne znaczenie, bo 0,01 proc. to realnie ok. 10 mld euro mniej lub więcej w budżecie.

Argumentem za mniejszym budżetem ma być brexit. Według różnych wyliczeń, odejście Brytyjczyków z UE oznacza, że do unijnej kasy trafi 60-75 mld euro mniej. Ten argument jest wykorzystywany przez bogatsze państwa unijne i szefa Rady Europejskiej. Biedniejsze starają się go jednak obalić, podkreślając, że na brexicie tracą de facto wszyscy.

Dodatkowo w budżecie mają pojawić się nowe priorytety, takie jak zmiany klimatu, obronność czy migracja, a to powinno - jak podkreślają te kraje - wykluczać cięcia. Ich zdaniem budżet nie może więc być mniejszy niż poprzedni.

Choć w propozycji Rady ma być mniejszy, to jednak Michel chce przesunięcia kilku miliardów euro do biedniejszych krajów, co ma sprawić, że będą one bardziej skłonne do kompromisu. Do biedniejszych krajów ma także trafić więcej środków dzięki nowej konstrukcji budżetu, która pozwoli na przesunięcia między poszczególnymi programami unijnymi, np. filarami Wspólnej Polityki Rolnej. Ta elastyczność ma obejmować również politykę spójności. Propozycja zakłada też większy poziom współfinansowania projektów ze środków UE.

W efekcie przykładowo, według nieoficjalnych wyliczeń polskiej dyplomacji, na propozycji Michela Polska zyskuje 19 mld zł w relacji do projektu przedstawionego przez Komisję Europejską.

Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Źródło: PAP, niezalezna.pl,


Wczytuję komentarze...

Nasza strona używa cookies czyli po polsku ciasteczek. Korzystając ze strony wyraża Pan/i zgodę na używanie ciasteczek (cookies), zgodnie z aktualnymi ustawieniami Pana/i przeglądarki. Jeśli chce Pan/i, może Pan/i zmienić ustawienia w swojej przeglądarce tak aby nie pobierała ona ciasteczek.


Strefa Wolnego Słowa: niezalezna.pl | gazetapolska.pl | panstwo.net | vod.gazetapolska.pl | naszeblogi.pl | gpcodziennie.pl | Gazeta Polska Podcasts