Pudrowanie porażki. Witold Gadowski o kresie mitu niezależnego Pawła Kukiza

/ Arkadiusz Lawrywianiec/ Gazeta Polska

  

Paweł Kukiz miał być ozdrowieńczym powiewem w mocno zatęchłej atmosferze polskiej polityki. Zbudował sobie wizerunek buntownika, który nie idzie na żadne układy i dąży do wywrócenia zastałych powiązań i zależności.

Po czterech latach niewiele zostało z buntu i energii, z jaką Paweł Kukiz atakował polityczny establishment. Jego pakt z dawnym ZSL-em kładzie kres mitowi niezależnego Pawła Kukiza i pokazuje, że stary establishment wciąga, degeneruje i uzależnia.

Polski Beppe Grillo?

Paweł Kukiz postanowił spożytkować karierę znanego muzyka rockowego do uzyskania politycznego głosu. Próbował sił jako radny, ale dopiero pomysł stworzenia antysystemowego ruchu społecznego sprawił, że jego nazwisko stało się symbolem fermentu. Wokół muzyka szybko wyrosło interesujące środowisko. Dobry wynik w kampanii prezydenckiej stał się batutą, z której odbił się nowy ruch Kukiz’15. Po wyborach w 2015 roku wielu komentatorów wróżyło grupie Pawła Kukiza karierę porównywalną do Ruchu Pięciu Gwiazd założonego przez włoskiego komika Beppe Grillo. Grillo z komika przeistoczył się w społecznego aktywistę i był liderem „V-day” – Vaffanculo Day (włoskich manifestacji przeciwko politycznej śmietance rządzącej Włochami). Kukiz – podobnie jak włoski komik – początkowo potrafił wykorzystać energię internetu i mediów społecznościowych. Szybko jednak młodzi specjaliści od nowych mediów i nowej estetyki rozczarowali się chaosem i niejasnymi regułami panującymi w środowisku rockowego muzyka. Grillo osiągnął sukces, potem jednak znudził się polityką i najpierw zrezygnował z kandydowania do parlamentu, a później także z przewodniczenia nowej partii. Kukiz nie uległ podobnym nastrojom, jednak chaos panujący w dosyć amorficznym środowisku politycznym muzyka i brak jakiejkolwiek wizji rozwoju doprowadziły do wytracenia pierwotnej energii i powolnego rozpadania się struktur organizacyjnych jego projektu. Niezdecydowanie i mgławicowe wizje sprawiły, że Ruch Kukiza traci obecnie poparcie i sens dalszego istnienia.

Od Sasa do Lasa

Od samego początku Kukizowi towarzyszyli ludzie, których nie sposób było zaklasyfikować do jakiegoś spójnego kierunku ideowego. Byli tam bowiem i sympatyzujący z radykalnymi narodowcami Janusz Sanocki, i mocno początkowo anarchistyczny Piotr „Liroy” Marzec, i zdecydowanie antyestablishmentowy Marek Jakubiak. Niemalże tuż po wyborach w ruchu Pawła Kukiza ujawniła się grupa posłów wyraźnie sympatyzujących z Prawem i Sprawiedliwością, którzy szybko zmienili swoje organizacyjne afiliacje. Sam Kukiz, nie mając konkretnego pomysłu na program i politykę swojego ugrupowania, starał się uczynić ze swojej niedookreśloności atut, dzięki któremu będzie mógł lawirować pomiędzy PiS i częścią Platformy Obywatelskiej. 

Happening nie może trwać bez końca

Pomysł, aby z antysystemowości uczynić polityczny napęd, zawsze jest nośnym budulcem dla ruchu o stosunkowo populistycznej naturze. Problem pojawia się w momencie, gdy happeningi przestają wystarczać i od lidera takiej struktury zwolennicy zaczynają wymagać konkretnej strategii. I wtedy okazuje się, że jedynym pomysłem Kukiza na polityczne istnienie jego ruchu jest powtarzanie, że atutami jego organizacji są… brak organizacji, brak programu politycznego i pusta retoryka nastawiona na wywołanie wrażenia nieustannego buntu. Luźna zbieranina ludzi, którzy dzięki popularności muzyka znaleźli się w parlamencie, zaczęła publicznie mówić wieloma głosami, które często wzajemnie się wykluczały. Pomysł, aby zamiast partii politycznej działał nieokreślony, czasem zaskakująco zmieniający pomysły ruch, spalił się w ciągu ostatnich czterech lat doszczętnie. Nie można wiecznie uprawiać jedynie populizmu, jednocześnie nie przedstawiając własnych pomysłów na urządzenie państwa. To jedna z najciekawszych lekcji, jakie można wyciągnąć z krótkiej historii niezależnego, politycznego bytu, jakim był ruch Kukiz’15.

Mariaż z PSL

Słabnące – w kolejnych sondażach – notowania, klęska w wyborach do parlamentu europejskiego i wreszcie rzedniejący krąg posłów i działaczy sprawiły, że Paweł Kukiz rozpoczął gorączkowe poszukiwania sposobu, dzięki któremu będzie mógł przedłużyć swoje wakacje w parlamencie. Poszukiwania były na tyle zdeterminowane chęcią dalszego publicznego istnienia, że Kukiz – na poważnie – spotykał się nawet z Mariuszem Kolonko, któremu nagle uroiło się, że jest w stanie założyć nową siłę polityczną i wraz z nią przeprowadzić „rewolucję”. Dalsze poszukiwania Pawła Kukiza były już bardziej racjonalne i w końcu wylądował w sojuszu z dawnym Zjednoczonym Stronnictwem Ludowym (PSL). Można zapytać, co się stało z nieprzejednaną „antysystemowością” pana Kukiza? Wszak PSL to jeden z filarów trwania po 1989 roku republiki Okrągłego Stołu, a więc samo jądro systemu. 

Realnie szaty buntownika piosenkarz zrzucił jednak już dawno, a postępujące zagubienie na obecnej arenie politycznej Polski świadczy jedynie o tym, że od początku nie był zbyt samodzielny. Co ciekawe, po lewej stronie polskiej polityki właśnie więdnie formacja Wiosna, a ostatnie paroksyzmy towarzyszą także resztkom po byłej partii Ryszarda Petru. Czyżby zatem skończył się napęd dla powstających zakulisowo inicjatyw politycznych, których celem jest jedynie wniesienie większego chaosu w i tak już nieprzejrzysty polityczny salon dzisiejszej Polski? Wcześniej w ciszy i bez specjalnych pożegnań sczezł przecież także ruch Janusza Palikota. 

O ile jednak wobec wszystkich wymienionych inicjatyw na lewicy można – z dużą dozą realizmu – orzec, że były to twory animowane przez postkomunistyczny kapitał i służby, o tyle wobec inicjatywy Pawła Kukiza tak jednoznacznych wyjaśnień nie można jednak stosować. Ruch skupił bowiem wielu autentycznie antysystemowych i antykomunistycznych działaczy. Decydujące jednak okazało się tu kompletne zagubienie, a może nawet niesamodzielność lidera. Sojusz resztek po inicjatywie Kukiza z PSL Kosiniaka-Kamysza i Pawlaka nie stworzy żadnej nowej jakości politycznej. Stoi za nim jedynie krótkoterminowa rachuba, wskazująca, że resztki dawnego poparcia dla Kukiza mogą posłużyć PSL do uzyskania premii, która pozwoli tej partii pozostać w parlamencie. PSL liczy także na to, że kukizowcy będą stanowić wygodny pomost dla przyszłych negocjacji z Prawem i Sprawiedliwością, w PSL bowiem ciągle śni się sen o tym, że po jesiennych wyborach dzisiejszej partii rządzącej potrzebny będzie koalicyjny partner, aby nadal sprawować rządy. I że tym partnerem okaże się właśnie „KukizoPSL”.

Czy w Polsce jest miejsce na nowy antysystemowy ruch?

Fiasko projektu Pawła Kukiza pokazuje, że populistyczny napęd, za którym nie stoją głębsze projekty, szybko się wypala. Polacy – przy wyborczych urnach – stają się coraz bardziej racjonalni i nie mają zamiaru premiować swoim zaufaniem mgławicowych wizji. Przed jesiennymi wyborami nie powstanie już żadna poważna inicjatywa, która mogłaby zyskać masowe poparcie wyborców. Polska polityka dotrwa do wyborów w kształcie, który już dobrze znamy. Nie oznacza to jednak, że w trakcie nowej kadencji nie pojawi się nowy pomysł na funkcjonowanie polskiego państwa i standardy obowiązujące w naszym życiu publicznym. Fiasko projektu Kukiza (który w nowym parlamencie – o ile tam się dostanie – będzie już tylko dekoracją) pokazuje jednak, że nie da się budować masowego ruchu jedynie w oparciu na wyrazistej sylwetce lidera. Za takim projektem muszą stać solidna idea oraz zespół godnych zaufania ludzi. Polska scena polityczna nie jest na tyle „zabetonowana”, aby nasze myślenie o Polsce zamykało się jedynie w schemacie rytualnego konfliktu pomiędzy PO (i przyległościami) a PiS. Sam projekt Dobrej Zmiany (kto jeszcze pamięta ten termin?) wymaga gruntownego remanentu i odświeżenia. Bez nowych twarzy i idei polska polityka stanie się jałowym teatrzykiem, w którym coraz większą rolę będą odgrywać aktualnie zawierane, międzynarodowe sojusze. Brak wyrazistych idei i ludzi, którzy są na tyle wiarygodni, aby tworzyli dla nich praktyczne środowisko, może nas doprowadzić do poważnego kryzysu. Ruch obywatelskiego zaangażowania, który teraz – w większości – skupia się na sporze pomiędzy dwoma najbardziej wpływowymi środowiskami, ciągle jest zbyt wątły jak na możliwości 40-milionowego narodu. I tu właśnie tkwi sprężyna nieoczekiwanych zmian. 

Artykuł ukazał się w tygodniku "Gazeta Polska"
W najnowszym numerze „GP”: Znowu połamią zęby na Polsce. Wypełnia się proroctwo Jana Pawła II


W najnowszym numerze „GP”: Znowu połamią zęby na Polsce. Wypełnia się proroctwo Jana Pawła II

Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Źródło: Gazeta Polska

Tagi

Wczytuję komentarze...

Przywódca Huti: Zaprzestaniemy ataków na Arabię Saudyjską. "Czekamy na pozytywną odpowiedź"

zdjęcie ilustracyjne / By Henry Ridgwell (VOA) - Yemen Fighting Intensifies as Fears Grow of Sectarian Conflict, Public Domain, https://commons.wikimedia.org/w/index.php?curid=70173465

  

Przywódca jemeńskich rebeliantów Huti Mahdi al-Maszat ogłosił w piątek wieczorem, że jego oddziały zaprzestaną ataków na Arabię Saudyjską i będą oczekiwać na "pozytywną odpowiedź" w nadziei na zakończenie pięcioletniej wojny.

Wypowiedź al-Maszata, który pełni funkcję prezydenta Rady Politycznej Huti, została wyemitowana przez należącą do nich telewizję satelitarną al-Masirah.

Maszat wystąpił w piątek w telewizji w związku z rocznicą zdobycie przez milicje Huti stolicy kraju, Sany, 21 września 2014 r. Zapowiedział "wstrzymanie wszelkich ataków na terytorium Arabii Saudyjskiej", w nadzieli na to, że "odpowiedzią na ten gest będzie jeszcze bardziej znaczący gest" ze strony Rijadu.

Huti występują z tą inicjatywą, „aby osiągnąć pokój poprzez poważne negocjacje, które mają doprowadzić do narodowego pojednania, i nie wykluczać nikogo (...), by oszczędzić krew Jemeńczyków i osiągnąć powszechną amnestię" - wyjaśnił Maszat.

Rijad przewodzi koalicji walczącej z milicjami Huti, które wspiera Iran. Huti wzięli na siebie odpowiedzialność za sobotni atak na instalacje naftowe w Arabii Saudyjskiej.

Również w piątek Hassan Nasrallah, przywódca libańskiego Hezbollahu, który także wspierany jest przez Iran, wezwał w telewizyjnym wystąpieniu Rijad i Zjednoczone Emiraty Arabskie (ZEA), by zakończyły wojnę w Jemenie, ponieważ w przeciwnym wypadku muszą się liczyć z kolejnymi atakami na swoje terytoria.

Nasrallah dodał, że skoro jeden atak ograniczył o połowę produkcję saudyjskiej ropy, to należy się zastanowić, „czego dokona następny atak".

Huti jeszcze w środę grozili, że celem ich ataków mogą być dziesiątki kolejnych miejsc w ZEA. Rzecznik armii Huti Jahija Sari oświadczył, że rebelianci mają obecnie do dyspozycji nowe drony, napędzane "normalnymi i odrzutowymi silnikami", które mogą także dotrzeć do celów położonych głęboko w Arabii Saudyjskiej.

Celem sobotnich ataków były instalacje naftowe saudyjskiego koncernu Aramco w Bukajku i Churajsie na wschodzie Arabii Saudyjskiej. Według sprzymierzonego z Huti Iranu miało być "ostrzeżeniem" dla Saudyjczyków.

Rijad i Waszyngton o ataki oskarżają właśnie Iran. Prezydent Donald Trump nałożył w związku z tym w piątek kolejne sankcje na Teheran, które obejmą między innymi Bank Centralny Iranu, Irański Narodowy Fundusz Rozwoju, które wspierają finansowo irańską Gwardię Rewolucyjną, siły Al-Kuds, czyli elitarną jednostkę Gwardii Rewolucyjnej, oraz libański Hezbollah.

Jemen pogrążony jest w chaosie od 2011 roku, gdy społeczna rewolta położyła kres wieloletnim dyktatorskim rządom prezydenta Alego Abd Allaha Salaha. Konflikt nasilił się, gdy w marcu 2015 roku interwencję w Jemenie rozpoczęła międzynarodowa koalicja pod wodzą Arabii Saudyjskiej (Bahrajn, Bangladesz, Egipt, Jordania, Katar, Kuwejt, Maroko, Senegal, Sudan i ZEA).

Koalicja walczy tam pod hasłem przywrócenia do władzy prezydenta Abd ar-Raba Mansura al-Hadiego. Hadiemu podlega tylko południowa część kraju; Huti kontrolują terytoria na północy i zachodzie, w tym stolicę Sanę.

Według ONZ wojna w Jemenie pochłonęła od 2015 roku prawie 10 tys. ofiar i wywołała jeden z "największych kryzysów humanitarnych na świecie".

Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Źródło: PAP, niezalezna.pl

Tagi

Wczytuję komentarze...

Nasza strona używa cookies czyli po polsku ciasteczek. Korzystając ze strony wyraża Pan/i zgodę na używanie ciasteczek (cookies), zgodnie z aktualnymi ustawieniami Pana/i przeglądarki. Jeśli chce Pan/i, może Pan/i zmienić ustawienia w swojej przeglądarce tak aby nie pobierała ona ciasteczek.


Strefa Wolnego Słowa: niezalezna.pl | gazetapolska.pl | panstwo.net | vod.gazetapolska.pl | naszeblogi.pl | gpcodziennie.pl