Na czwartkowe wezwanie prezydenta Francji, by szczyt G7 pilnie zajął się sprawą pożarów w Amazonii, prezydent Brazylii odpowiedział wpisem oskarżającym Macrona o "mentalność kolonizatora" i zarzucającym mu, że "instrumentalizuje wewnętrzny problem Brazylii i innych krajów dorzecza Amazonki".

W odpowiedzi prezydent Francji nazwał swego brazylijskiego odpowiednika "kłamcą", twierdząc, że na czerwcowym spotkaniu G20 w Osace Bolsonaro oszukał go w sprawie swej polityki klimatycznej.

Macron zapowiedział też, że Francja nie może poprzeć układu o wolnym handlu Unii Europejskiej z południowoamerykańskim blokiem Mercosur, w skład którego wchodzi Brazylia.

W piątek wieczorem francuskie media ogłosiły, że Paryż uzyskał "całkowite poparcie” Finlandii, brytyjskiego premiera Borisa Johnsona i przede wszystkim kanclerz Niemiec Angeli Merkel.

Niemiecki rząd sprecyzował jednak, że decyzja prezydenta Francji "nie jest odpowiednią odpowiedzią" na trwające pożary lasów amazońskich. Według Berlina "zerwanie porozumień z Mercosur nie przyczyni się do zmniejszenia wyrębu brazylijskich lasów tropikalnych". Natomiast umowa "zawiera ambitny rozdział na temat zrównoważonego rozwoju i zobowiązujące przepisy w sprawie ochrony klimatu" - zaznaczono.

W komunikacie opublikowanym przez Pałac Elizejski Macron nazwał pożary lasów amazońskich ekologicznym zabójstwem i wezwał uczestników rozpoczynającego się w sobotę szczytu G7 do ratowania "naszego domu, który płonie".

Prezydent wysunął trzy propozycje: zmobilizowanie członków G7 i innych państwa w celu zebrania środków na jak najszybsze zalesienie spalonych terenów; stworzenie potężnych mechanizmów zapobiegania takim pożarom; znalezienie odpowiednich form zarządzania, w które o wiele mocniej niż dotąd włączy się organizacje pozarządowe i ludność tubylczą. Zdaniem Macrona należy też bezwzględnie zatrzymać proces przemysłowego wyrębu lasów.

Francuscy komentatorzy w większości poparli postępowanie swego prezydenta. Zastrzeżenia mają natomiast eksperci, a większość ekologów wciąż oskarża Macrona, G7 i cały Zachód o prowadzenie polityki, której nie da się pogodzić z ekologią.

Komentatorka publicznej telewizji France2 uznała, że "prezydent Bolsonaro otwarcie kpi sobie z Emmanuela Macrona, a głowa (francuskiego) państwa nie należy do tych, którzy pozwalają, by poniżano lub ośmieszano ich zaangażowanie w walkę ekologiczną".

Decyzja o nieratyfikowaniu porozumienia z Mercosur – tłumaczyła dziennikarka – na pewno podoba się opinii publicznej, ponieważ przeczy oskarżeniom, że prezydent jest bardzo ekologiczny w słowach, ale nie w czynach. Zadowoleni z niej będą rolnicy nieprzychylni zniesieniu ograniczeń na produkty rolne, a przede wszystkim, zmieniając porządek obrad G7 w przeddzień szczytu, Macron pokazuje wiodącą rolę Francji – twierdziła komentatorka.

Z kolei wiceszef redakcji tygodnika "Marianne" Franck Dedieu zwrócił uwagę, że

"Bolsonaro jest prezydentem suwerennej Brazylii". "I możemy wydawać nie wiem ile komunikatów i zgłaszać projekty... Jeśli nie zechce, to nic się z miejsca nie ruszy. Wyobraźmy sobie naszą, francuską reakcję, gdyby z zagranicy dawano nam zlecenia, co mamy robić"

- mówił.

Jednocześnie ekolodzy, aktywiści czy organizatorzy antyszczytu G7 oskarżają Macrona o hipokryzję. Jeden z organizatorów antyszczytu Sebastien Bailleul powiedział, że "kolejny raz jego (Macrona) poza nie odpowiada rzeczywistości".

"Pragnie pokazać Francję jako orędowniczkę walki o klimat, a nie przestrzega zobowiązań z porozumień paryskich. Zamiast pouczać innych, dajmy im przykład"

- cytuje aktywistę katolicki dziennik "La Croix".