Saviano – pisarz z wyrokiem śmierci

/ International Journalism Festival from Perugia, Italia [CC BY-SA 2.0 (https://creativecommons.org/licenses/by-sa/2.0)]

  

- Zrealizowałem marzenie każdego pisarza, ale minęła szansa na normalne życie, normalny związek. Moje życie zostało zatrute – mówił Roberto Saviano, autor słynnej "Gomorry", na którego neapolitańska kamorra wydała wyrok śmierci. Dzisiaj do polskich kin wchodzą "Piranie" na podstawie jego najnowszej powieści.

Kiedy zaczynałem przygodę z pisaniem, wysłałem pocztą swoje pierwsze teksty do włoskiego intelektualisty, którego bardzo ceniłem. W odpowiedzi napisał: "dobrze piszesz, ale mówisz o bzdurach. Wiem gdzie mieszkasz, otwórz okno, rozejrzyj się i napisz, co widzisz". Tak właśnie zrobiłem i zacząłem pisać o zorganizowanej przestępczości w Neapolu. Nie dlatego, że widziałem to przez okno, ale dlatego, że to może być jedyna rzecz niewidoczna gołym okiem, a która dotyka każdego aspektu życia mieszkańców południowych regionów Włoch. Moje spojrzenie na problem przestępczości nie było ani pierwsze, ani najpiękniejsze, ale było to świeże spojrzenie. Świeże, gdyż starałem się nie pisać oczyszczonej i bezstronnej kroniki, ale empatycznie opowiadać historię ziem posiniaczonych przez mafijne klany i bossów, którzy nie różnią się za wiele od nas – zwykłych obywateli

– tak na łamach portalu Booklips wspominał początki swojej twórczej drogi Roberto Saviano.

Twórca, urodzony 22 września 1979 r. w Casal di Principe, nasiąkał atmosferą mafijnych porachunków od wczesnego dzieciństwa. Jako dziesięciolatek był świadkiem okrutnej wojny z kamorrą, w wyniku której śmierć poniosło blisko 4 tys. osób. - Pierwszy raz zobaczyłem zwłoki, gdy byłem uczniem szkoły podstawowej. Później widziałem ich dziesiątki, setki. W końcu przyzwyczaiłem się do tego widoku. Kiedy tylko ja albo któryś z moich przyjaciół usłyszeliśmy, że jest kolejny zabity, od razu szliśmy go obejrzeć. Na tym polegała nasza zabawa w dorosłość. Patrzyliśmy na śmierć i mówiliśmy: "jestem dorosły". Każdy, kto nie oglądał zwłok, był wciąż dzieckiem. Kiedyś widzieliśmy kamorrystę leżącego w mleku do produkcji mozzarelli. Wiedziałem, że nigdy nie mógłbym być częścią tej organizacji. Chroniły mnie moja rodzina i wychowanie, które otrzymałem – opowiadał po latach brytyjskiej dziennikarce Kathryn Bromwich.

Choć rodzice stanowili dla Roberta punkty odniesienia, mężczyzna nie chciał żyć według scenariusza, który dla niego przygotowali. Zamiast podjąć studia medyczne i kroczyć ścieżką wydeptaną przez ojca, wybrał filozofię na Uniwersytecie w Neapolu. Pracę dziennikarską rozpoczął w 2002 r. Jego artykuły poświęcone przestępczości zorganizowanej ukazywały się w licznych czasopismach i dziennikach, m.in.: "Diario", "Sud", "Il Manifesto", a także portalu internetowym "Nazione Indiana".

Na tym jednak Saviano nie zamierzał poprzestać. W 2006 r. ukazała się jego debiutancka książka "Gomorra. Podróż po imperium kamorry", w której nie tylko obnażył przed czytelnikami mechanizmy działania kamorry, ale także wskazał nazwiska bossów i opisał powiązania członków mafii ze sferą polityki i gospodarki. Tytuł błyskawicznie stał się bestsellerem. Przetłumaczono go na 40 języków i sprzedano w ponad pięciomilionowym nakładzie. W 2007 r. "Gomorrę" umieszczono na liście "100 najlepszych książek non fiction" magazynu "New York Times". W tym samym roku rozważania Włocha przeniósł na deski Teatro Mercadante di Napoli reżyser Mario Geraldi. Na ich podstawie powstał także film w reżyserii Matteo Garrone, który uhonorowano Grand Prix festiwalu w Cannes i pięcioma nagrodami Europejskiej Akademii Filmowej. W 2014 r. we włoskiej telewizji Sky Atlantic odbyła się premiera serialowej wersji "Gomorry", której współtwórcami – obok Saviano – są m.in. Claudio Giovannesi, Giovanni Bianconi oraz Stefano Bises. Prawa do serialu kupiły telewizje z blisko 70 krajów.

Taka skala rozgłosu wokół "Gomorry" oznaczała dla twórcy duże kłopoty. - Po ukazaniu się książki ktoś zostawił ulotkę w skrzynce pocztowej mojej matki. Było na niej moje zdjęcie z pistoletem przystawionym do głowy i podpisem: "skazany". Niedługo później wygłosiłem przemówienie na gali inaugurującej rok szkolny w Casal di Principe, gdzie wciąż utrzymuje się najwyższy wskaźnik przestępczości. Stojąc na scenie, wymieniłem nazwiska szefów kamorry i powiedziałem, że powinni odejść. Słuchał mnie m.in. członek włoskiego parlamentu, który był tam razem z ochroną. Po uroczystości powiedział mi, żebym zabrał się z nim, bo powrót komunikacją miejską może być zbyt niebezpieczny. Miał rację. Kilka dni później ktoś wsiadł za mną do autobusu w Neapolu, złapał mnie za ramię i wyszeptał: "wiesz, że zapłacisz życiem za to, co zrobiłeś w Casal di Principe?" – wspominał na łamach brytyjskiego dziennika.

W 2008 r. groźby pod adresem Saviano eskalowały. Po apelu Umberto Eco, popartym m.in. przez Orhana Pamuka i Michaiła Gorbaczowa, włoski rząd przyznał mu ochronę policyjną. Od tamtego czasu twórca jest strzeżony 24 godziny na dobę i regularnie zmienia miejsce zamieszkania. Mimo środków ostrożności, wciąż dostaje pogróżki od mafii.

"Kiedyś, po wyjściu z morza na strzeżonej plaży zobaczyłem 12 martwych wron. To dowód na to, że mafia nie wybacza" – powiedział w jednym z wywiadów.

Saviano zdaje sobie sprawę, że jego życie nigdy nie wróci do normy. - Zrealizowałem marzenie każdego pisarza – międzynarodowy bestseller, ogromna publiczność. Ale wszystko inne minęło: szansa na normalne życie, normalny związek. Moje życie zostało zatrute (…). Większość czasu spędzam w czterech ścianach. Jedyną alternatywą są dla mnie publiczne występy. Nie ma nic pomiędzy. Czasami spoglądam wstecz. Widzę dwa rozdziały: "przed" i "po" "Gomorze". Ludzie, których straciłem, bo nie byli gotowi stanąć przy mnie i ci, których odnalazłem w ciągu paru ostatnich lat. Miejsca, które znałem i w których bywałem kiedyś. Neapol, który teraz mogę odwiedzać tylko we wspomnieniach. Podróżuję po całym świecie, przeskakuję z kraju do kraju jak na szachownicy. Prowadzę badania do moich tekstów i szukam poszarpanych resztek wolności – opowiadał "Guardianowi".

W 2010 r. Saviano wydał zbiór zapisków z lat 2004-2009 "Piękno i Piekło", a cztery lata później w książce "Zero zero zero. Jak kokaina rządzi światem" pokazał mapę międzynarodowego szlaku kokainowego. W 2016 r. ukazała się jego najnowsza powieść "Chłopcy z paranzy", w której opowiedział o nastolatkach z Forcelli, okrytej złą sławą dzielnicy Neapolu, wkraczających do świata bogactwa i brutalnych zbrodni.

Na podstawie książki Saviano razem z Maurizio Brauccim i reżyserem Claudio Giovannesim stworzył scenariusz do filmu "Piranie", który w lutym podczas 69. Berlinale przyniósł im Srebrnego Niedźwiedzia. Jak podkreślił wówczas w jednym z wywiadów, zwiększanie świadomości opinii publicznej na temat wzrostu przestępczości zorganizowanej i problemu przestępczości wśród nieletnich jest jego misją. - A jednak ciągle doświadczam dyskredytacji. Mam wrażenie jakbym utknął między dwiema siłami. Z jednej strony wisi nade mną wyrok śmierci, a z drugiej – tak wiele osób sądzi, że jestem oszustem. Pytają: "skoro naprawdę jesteś taki niebezpieczny, to dlaczego do tej pory cię nie zabili?". Zapamiętałem bardzo dobrze słowa, które sędzia Giovanni Falcone powiedział kiedyś we włoskiej telewizji: "Włochy to kraj, w którym żeby stać się wiarygodnym, trzeba zostać zabitym". Miał rację – zwrócił uwagę Saviano.

Od piątku "Piranie" można oglądać w polskich kinach. 

 

Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Źródło: niezalezna.pl, PAP


Wczytuję komentarze...

Jonny Daniels: Domniemany polski antysemityzm to wytwór rosyjskiej propagandy. Mocno to podkreślam

Władimir Putin / Jonny Daniels / Kremlin.ru / CC BY (https://creativecommons.org/licenses/by/4.0) oraz https://twitter.com/MrJonnyDaniels

  

"Domniemany polski antysemityzm to wytwór rosyjskiej propagandy" - mówi w jednym z dzienników Jonny Daniels, prezes fundacji From the Depths.

Deniels został zapytany przez "Rzeczpospolitą", czy zgadza się z opinią części komentatorów, że gdyby rząd nie popełnił błędu z ustawą o IPN, to sytuacja wokół obchodów w Yad Vashem byłaby dla Polski korzystniejsza.

Nie, nie byłaby. Domniemany polski antysemityzm to wytwór rosyjskiej propagandy. Mocno to podkreślam. Byłem pierwszą osobą, która publicznie i otwarcie skojarzyła osobę Mosze Kantora z Władimirem Putinem. Wahałem się, czy to zrobić. Gdy po raz pierwszy napisałem o tym w artykule miesiąc temu, miałem nieprzyjemności. Nie potrzebuję kłopotów z Rosją i wolałbym nie chodzić po Moskwie z parasolem ochronny

 - powiedział.

Ale wystarczy spojrzeć na wiele prac naukowych na temat polskiego antysemityzmu. Centrum badań nad antysemityzmem na uniwersytecie w Tel Awiwie jest sponsorowane przez Mosze Kantora. Jeden z profesorów, o których wcześniej nie słyszałem, napisał wielki artykuł na temat tego, jak rzekomo ja promowałem polski antysemityzm. Gdyby zagłębić się w źródła dyskusji na ten temat, widać, że Rosja ma w niej swój udział. Mając to na uwadze, postawa Polski nie miała wielkiego znaczenia. Putin i tak wykorzystałby okazję, żeby się pojawić w Yad Vashem. Pod moimi wpisami jest mnóstwo trollingu, tak jak pod wpisami dziennikarzy z Izraela. Za masę z nich odpowiadają rosyjskie boty

 - dodał.

Uwagę o tym, że Putin przemawiając na Światowym Forum Holokaustu odniósł symboliczne zwycięstwo, skomentował, że "ostatecznie rezultat dla Polski jest znakomity".

Dziennikarze w Izraelu żartowali, że to wydarzenie zmieniło się w Dzień Putina. Połowa liderów nawet nie chciała tam być, ale przymusiły ich do tego rosyjskie pieniądze. Rozmawiałem o tym w radiu w Izraelu. Oprócz mnie gośćmi byli pewien lewicowy dziennikarz i profesor Yehuda Bauer zajmujący się Holokaustem. Obaj mnie nie znoszą. Ale zgodzili się ze mną, że Yad Vashem jest rozgrywany, kogoś trzeba tam zwolnić. A to, jak potraktowano Polskę przy okazji obchodów 75. rocznicy wyzwolenia obozu Auschwitz, było niewłaściwe. Te obchody otworzyły szansę dla Polski, żeby porozmawiać o wzajemnych stosunkach między nią a Izraelem. Dodatkowo uświadomiono sobie, że Putina i Netanjahu łączą osobliwe relacje

 - powiedział.

Prezes fundacji From the Depths był też pytany, czy widzi raczej progres czy regres w relacjach polsko-żydowskich.

Jeszcze sześć lat temu czułem, że moja działalność nie jest tu szczególnie mile widziana. Ale zrozumiałem, że mam tu swoją rolę do odegrania. Politycznie mój głos różnił się od tego, który prezentowały inne organizacje. Mówiąc wprost, mam raczej centroprawicowe poglądy. Jak dotąd większość organizacji w tym obszarze było mocno lewicowych, z rodowodem komunistycznym. Wtedy polsko-żydowskie relacje rzekomo układały się bez problemów

- powiedział, dodając, że to nie prawda.

Wiele tzw. organizacji na rzecz dialogu po prostu organizowało wycieczki do Tel Awiwu dla elit z Warszawy, żeby ich uczestnicy zjedli kolację w modnej restauracji. To nonsens. Z drugiej strony były żydowskie festiwale z klezmerską muzyką, tradycyjnymi żydowskimi strojami i tańcem. Bez urazy, to ciekawe wydarzenia, ale niczego nie zmieniają. Temat "polskich obozów" wisiał w powietrzu, ale nikt go nie poruszał. Mógł wybuchnąć w każdej chwili. To musiało się stać, żebyśmy o naszych relacjach zaczęli mówić na poważnie. Myślę, że nastąpiła poprawa w stosunkach między Polską a Izraelem i już w znacznie większym stopniu opierają się one na prawdzie, a nie historycznym nonsensie

- wyjaśnił.

Odnosząc się do pytania, czy postawa statystycznego Polaka wobec Żydów się zmieniła, Daniels powiedział, że ma wielkie szczęście, że razem z swoją fundacją podróżuje po całej Polsce i dużo rozmawia z ludźmi. Według niego większość jest bardzo otwarta i uprzejma.

Po obu stronach jest wiele stereotypów, ale nie mam poczucia, że w znaczący sposób przysparzają one problemów. Niestety, widać jednak więcej mowy nienawiści i obarczania Żydów winą. Konfederacja zbudowała na tym swój polityczny kapitał. I nie sądzę, by to było możliwe sześć lat temu

 - oświadczył Daniels. 

Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Źródło: niezalezna.pl, PAP, twitter, Rzeczpospolita

Tagi

Wczytuję komentarze...

Nasza strona używa cookies czyli po polsku ciasteczek. Korzystając ze strony wyraża Pan/i zgodę na używanie ciasteczek (cookies), zgodnie z aktualnymi ustawieniami Pana/i przeglądarki. Jeśli chce Pan/i, może Pan/i zmienić ustawienia w swojej przeglądarce tak aby nie pobierała ona ciasteczek.


Strefa Wolnego Słowa: niezalezna.pl | gazetapolska.pl | panstwo.net | vod.gazetapolska.pl | naszeblogi.pl | gpcodziennie.pl | Gazeta Polska Podcasts