Magdy Linette czas na wygrywanie

/ facebook.com/MagdaLinetteOfficial

  

Magda Linette, która w piątkowy wieczór zagra z Czeszką Kateriną Siniakovą w półfinale imprezy WTA w nowojorskim Bronksie, przyznała, że nie zwraca uwagi na męczenie przed zbliżającym się wielkoszlemowym US Open. "Czas wygrać turniej" – podkreśliła.

                           

W takcie czwartkowego ćwierćfinału z Czeszką Karoliną Muchovą korzystała pani z pomocy lekarza. Na ile poważny jest uraz prawego biodra?

Magda Linette: Ostatnio rozegrałam dużo meczów i mięśnie są bardzo spięte. Mecz z Muchovą był bardzo trudny i miałam w nim sporo problemów. Po pierwszym secie pomogła mi fizjoterapeutka. Potem natomiast starałam się pozostać w tym pojedynku jak najdłużej. Nie ma co ukrywać, że Karolina "podała mi rękę" w drugim secie, kiedy wygrałam gema przy jej serwisie. Po takim prezencie nie mogłam odpuścić.

Czyli uraz wynika z przeciążenia?

M.L.: Tak, ponieważ łącznie z kwalifikacjami zagrałam już sześć spotkań, a miałam w tym czasie tylko jeden wolny dzień. Ostatni mecz kwalifikacji trwał ponad dwie i pół godziny, a rozegrałam dwa sety, co pokazuje jak był zacięty. W turnieju głównym każde starcie było równie ciężkie.

Półfinał już w piątkowy wieczór. Zdąży się pani zregenerować?

M.L.: Trudno ocenić. Więcej będę wiedziała po rozgrzewce. To nic poważnego i jestem pozytywnie nastawiona. Po drugim secie ćwierćfinału uratowała mnie 10-minutowa przerwa, podczas której wskoczyłam do wanny z lodem. Zregenerowałam się i miałam siłę na trzecią partię. Mam już 27 lat i nie regeneruję się tak szybko jak kiedyś.

Większość pani ostatnich meczów była "na styku", co przy wysokiej temperaturze panującej w Nowym Jorku dodatkowo daje się we znaki.

M.L.: Pogoda nas nie rozpieszcza. Codziennie jest ponad 32 stopnie Celsjusza przy 80-procentowej wilgotności. Trudno gra się w takich warunkach, tym bardziej że wychodzimy na kort codziennie i nie ma czasu na odpoczynek.

Zwycięstwa po tak zaciętych meczach dodają pewności siebie?

M.L.: Oczywiście. Tym bardziej z takimi rywalkami, jak Muchova, która w tym roku pokazuje, że prezentuje już wysoki poziom i na pewno będzie jeszcze lepsza. Ważny był też poprzedni mecz z Białorusinką Aliaksandrą Sasnowicz, z którą nigdy wcześniej nie wygrałam, a w środę przełamałam złą passę. To podnosi morale.

Nie pani ma obaw, że te codzienne mecze mogą się odbić na dyspozycji podczas zbliżającego się US Open?

M.L.: Nie mogę podchodzić do tego w ten sposób, bo nigdy nie wiadomo, kiedy przyjdzie moja szansa na wygranie turnieju. Nie mogę myśleć, co będzie za tydzień, tylko muszę starać się wycisnąć maksimum z każdego spotkania, każdej imprezy. Bronx Open jest bardzo ważny i jeśli go wygram, moja kariera może się inaczej potoczyć. To byłby mój pierwszy wygrany turniej WTA. Jako profesjonalistka nie mogę inaczej do tego podchodzić.

Punktem zwrotnym obecnego sezonu było zwycięstwo w Manchesterze w turnieju ITF?

M.L.: Wydaje się, że tak, ponieważ wcześniej nie wygrałam żadnego turnieju od ponad dwóch lat. Brakowało mi kilku kolejnych zwycięstw, dobrej serii. Uważam, że powinnam już mieć na koncie jakieś wygrane turnieje WTA, jeżeli mam się rozwijać. Kiedy zatem zeszłam na niższy poziom, to udowodniłam sobie, że takie turnieje jestem w stanie wygrać bez większych problemów – do finału doszłam pewnie i szybko. Teraz więc pora na triumf w zawodach WTA.

W pierwszej rundzie US Open będzie miała pani okazję do rewanżu z Australijką Astrą Sharmą (95.WTA) za kwietniową porażkę w Bogocie...

M.L.: Bardzo się cieszę z tego losowania. Po raz pierwszy od sześciu lat na początku US Open nie będę grać z nikim rozstawionym, np. Sereną Williams lub liderka rankingu Karoliną Pliskovą. Za każdym razem miałam piekielnie trudne pierwsze mecze. Sharma jest w moim zasięgu i jak najszybciej chcę się zrewanżować. Porażka w Bogocie wciąż mi doskwiera.

Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Źródło: PAP, niezalezna.pl

Tagi

Wczytuję komentarze...

Ratunek dla rannego żeglarza

zdjęcie ilustracyjne / pixabay

  

Polskim służbom ratowniczym udało się w poniedziałek rano podjąć z dryfującego na Bałtyku jachtu Konsal 2 żeglarza, który w trakcie regat złamał rękę. Próby podjęcia i przetransportowania na ląd poszkodowanego sternika trwały od późnego wieczora w niedzielę.

O zakończonej powodzeniem akcji poinformował w poniedziałek Rafał Goeck – rzecznik prasowy Morskiej Służby Poszukiwania i Ratownictwa.

Wyjaśnił on, że poszkodowany sternik został podjęty z pokładu jachtu Konsal 2 przez załogę statku ratowniczego "Sztorm" tuż przed godz. 10. Statek wraca na polskie wybrzeże.

"Najprawdopodobniej dopłynie do portu w Helu, gdzie poszkodowany, będący w dobrym stanie, zostanie przekazany służbom medycznym"

– poinformował Goeck.

Jak przekazał rzecznik, decyzja, co się stanie z samym jachtem, należy do Rosjan z racji tego, że znajduje się on w ich strefie odpowiedzialności SAR (Search and rescue).

Dodał, że akcja ratownicza miała swój początek w niedzielę późnym wieczorem, kiedy to polskie służby ratownicze otrzymały informację, że sternik polskiego jachtu Konsal 2 biorącego udział w regatach żeglarzy samotników "Bitwa o Gotland", złamał rękę i potrzebuje pomocy. Konsal 2 znajdował się wówczas około 30 mil morskich (około 55 km) na północ od przylądka Rozewie.

Goeck wyjaśnił, że tuż po przyjęciu zgłoszenia na miejsce wysłano (z lotniska w Gdyni - Babich Dołach) śmigłowiec Marynarki Wojennej oraz statek ratowniczy "Bryza" (z Władysławowa). Jako pierwszy na miejsce doleciał śmigłowiec. Próbowano z niego opuścić na pokład jachtu ratownika, uniemożliwił to jednak silny wiatr i duże falowanie wody (na Bałtyku panuje sztormowa pogoda). Akcję utrudniał też fakt, że poszkodowany sternik nie mógł manewrować jachtem, miał także kłopot z obsługą radia.

Rzecznik poinformował, że w trakcie nocnej akcji w śmigłowcu zepsuł się jeden z dwóch silników i helikopter musiał awaryjnie wracać na ląd. Około godz. 1 w nocy na miejsce dopłynął statek ratowniczy "Bryza", ale także jego załodze nie udało się przedostać na jacht. W "Bryzie" kończyło się paliwo i na miejsce wysłano kolejny statek ratowniczy – "Sztorm", który stacjonuje w Helu.

"Sztorm" dopłynął na miejsce i przed godz. 10 w poniedziałek jego załoga, korzystając z chwil, gdy morze było spokojniejsze, podjęła poszkodowanego na swój pokład.

Goeck poinformował, że jacht Konsal 2 zdryfował. W chwili, gdy podejmowano z niego sternika, znajdował się około 50 mil morskich na północny zachód od Kaliningradu w strefie pozostającej pod pieczą rosyjskich służb ratowniczych. Rzecznik wyjaśnił, że to Rosjanie zdecydują co zrobić z dryfującą jednostką.

Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Źródło: PAP, niezalezna.pl

Tagi

Wczytuję komentarze...

Nasza strona używa cookies czyli po polsku ciasteczek. Korzystając ze strony wyraża Pan/i zgodę na używanie ciasteczek (cookies), zgodnie z aktualnymi ustawieniami Pana/i przeglądarki. Jeśli chce Pan/i, może Pan/i zmienić ustawienia w swojej przeglądarce tak aby nie pobierała ona ciasteczek.


Strefa Wolnego Słowa: niezalezna.pl | gazetapolska.pl | panstwo.net | vod.gazetapolska.pl | naszeblogi.pl | gpcodziennie.pl