W 1944 r. ostatni właściciel Łańcuta ordynat Alfred Potocki ewakuował na Zachód przed nadchodzącą Armią Czerwo-ną najcenniejsze dzieła sztuki i wyposażenie zamku w Łańcucie. W specjalnym pociągu, ochranianym przez Niemców, wywiózł kilkaset skrzyń zabytków.

Dzięki temu najprawdopodobniej uratował kolekcję. Wystarczy spojrzeć, co się stało z pobliskim zamkiem Sapiehów w Krasiczynie, który został całkowicie splądrowany i zniszczony, a jego wyposażenie spalono

– mówił podczas spotkania w Galerii Delfiny Maciej Radziwiłł. Jak wyjaśnił prezes fundacji Trzy Trąby, część zabytków z kolekcji Potockich zaginęła, a wiele z nich zostało sprzedanych.

Najpierw dzieła trafiły do Liechtensteinu, bo rodzina tamtejszych książąt była spokrewniona z rodziną Potockich. Kiedy Alfred zmarł w 1958 r., część rzeczy została odesłana do Łańcuta przez wdowę. Dziedzicem pozostałych zabytków został młodszy brat Alfreda Jerzy Potocki żonaty z Peruwianką, a następnie ich syn Stanisław

– opowiadał Radziwiłł.

Stanisław prowadził wystawny tryb życia. Miał kłopoty finansowe. Zaczął wyprzedawać dzieła.

W roku 1979 była duża aukcja zabytków z Łańcuta. Sprzedano wówczas wiele drogocennych przedmiotów, m.in. znakomity portret Szczęsnego-Potockiego, który dziś wisi w Luwrze. Niestety trafił tam, a nie do polskich muzeów

– żalił się Radziwiłł. Na szczęście podobny los nie spotkał kolekcji 20 obrazów, które niedawno zosta-y wykupione przez fundację Trzy Trąby oraz Fundację im. Feliksa hr. Sobańskiego.

Te obrazy przyjęła pod zostaw od Stanisława pewna Włoszka. Czuła się zobligowana je trzymać, choć Potocki zmarł pięć lat temu

– wyjaśnił mecenas sztuki. Znalezienie dzieł to nie tylko przypadek, ponieważ prezes fundacji Trzy Trąby od wielu lat obserwuje aukcje i antykwariaty w poszukiwaniu poloników.

Radziwiłł zaznaczył, że w kontakcie z posiadaczką dzieł sztuki pomógł mu Adam Karol Czartoryski z Fundacji Książąt Czartoryskich, który ma szerokie kontakty w Peru. Jak się okazuje, obrazy były przechowywane w fatalnych warunkach. Podczas ich prezentacji Maciej Radziwiłł wielokrotnie wspominał o zniszczeniach. Na jedno z płócien została wylana najprawdopodobniej zupa pomidorowa czy też popularne w Peru gazpacho. Niektóre dzieła utraciły drogocenne ramy, w innych nawet znaleziono robaki. Obrazy, które były w złym stanie, podlegają teraz konserwacji. Wszystkie będzie można zobaczyć w listopadzie, na specjalnie przygotowanej na tę okazję wystawie w Łańcucie. Trzy płótna można oglądać już teraz (do 15 września) na ekspozycji „Sobiescy i Radziwiłłowie. Strażnicy Wizerunku Maryjnego”, która jest prezentowana we wnętrzach pałacu w Nieborowie. To portrety królowej Marii Kazimiery, zwanej Marysieńką, oraz króla Jana III Sobieskiego, a także obraz Świętej Rodziny, wszystkie datowane na XVII w.

Wśród 20 dzieł sztuki, które powróciły do Polski, są również portrety m.in. Jana Potockiego, autora powieści „Rękopis znaleziony w Saragossie” (to jeden z czterech portretów tego pisarza) oraz XVI-wieczne obrazy na blasze królów Henryka Walezego i Stefana Batorego. Warto też zwrócić uwagę na dwa małe portrety Henryka Lubomirskiego (urodziwy chłopiec często służył malarzom jako model, a później – jak wyjaśnił Radziwiłł – wyrósł na dzielnego żołnierza) oraz uważanej za jedną z najpiękniejszych ówczesnych dam Julii z Lubomirskich Potockiej.