W dzisiejszym programie Michała Rachonia na antenie TVP.Info rozmawiano m.in. na temat doniesień portalu Onet.pl, który w poniedziałek opisał kontakt, jaki w mediach społecznościowych wiceminister sprawiedliwości Łukasz Piebiak zawarł z kobietą o imieniu Emilia. Według Onetu internautka miała prowadzić akcje dyskredytujące niektórych sędziów, m.in. szefa Stowarzyszenia Sędziów Polskich „Iustitia” prof. Krystiana Markiewicza.

Wczoraj Łukasz Piebiak złożył rezygnację z zajmowanego stanowiska.  

„W poczuciu odpowiedzialności za powodzenie reform, którym poświęciłem cztery lata ciężkiej pracy, składam na ręce Ministra Sprawiedliwości rezygnację z urzędu podsekretarza stanu”

- napisał w oświadczeniu.

Doniesienia Onetu i konsekwencje, jakie spotkały wiceministra i jednocześnie sędziego, Łukasza Piebiaka komentował redaktor naczelny "Gazety Polskiej" i Gazety Polskiej Codziennie" Tomasz Sakiewicz.

"Nie wiem, czy opozycja nie zrobiła sobie krzywdy, bo rzeczywiście, ta sprawa jest niedobra. Wiceminister nie powinien był się angażować w tego tupu rzeczy, chociaż ja tych trolli nie widzę, bo widzę jedną panią, która się pokłóciła. Ona najpierw solidarnie występowała z pewnym pomysłem szkodzenia sędziom, czy ludziom, których nie lubiła, a potem się pokłóciła z nimi i zaczęła to wszystko ujawniać"

- komentował sprawę Tomasz Sakiewicz.

Dziennikarz wskazał, że sprawę należy ocenić jako nieakceptowalną, „bo zyskała wsparcie urzędników państwa polskiego”.

Zdaniem naczelnego "Gazety Polskiej" tego typu działania były normą w czasach rządów Donalda Tuska i wyraził oczekiwanie, że teraz dziennikarze zaczną się baczniej przyglądać farmom trolli, które realnie funkcjonowały i funkcjonują z inspiracji poprzedniej władzy.

"Jeżeli pojawiają się tego typu zarzuty, to moim zdaniem ekipa Tuska, być może otworzyła puszkę Pandory.
Budowanie autorytetu polega na tym, że powinno być trudno zastąpić jakąkolwiek inną funkcją państwową, wysoką, jego stanowisko. Wtedy ten sędzia ma wysoki autorytet, kiedy jest wysoko wynagradzany i jego pozycja w społeczeństwie jest taka, że on nawet nie za bardzo by chciał czymś innym to zastąpić, bo uważałby to za degradację. Natomiast doszliśmy do takiego momentu i było tak przez lata, że lepiej było być prawnikiem, niż sędzią"

- kontynuował Sakiewicz.

Zdaniem publicysty nie zbudowano autorytetu sędziego, a sami sędziowie zrobili sporo, żeby tak się nie stało.

"Najgorsze jest to, że obydwie strony nie są zaskoczone, że to się działo między nimi. Mamy przecież wpisy innego sędziego, który namawiał jak obalić władzę. Zdaje się, że dla wielu sędziów ten sposób dialogu w polityce 'byleby tylko to nie wypłynęło' to jest coś normalnego"

- mówił.

"Ja nie chcę mówić, że dla wszystkich, bo to będzie krzywdzące. Pewnie większość jest oburzona tego typu zachowaniami, ale rzeczywiście, w samym środowisku sędziowskim nie ukręcono temu łba i to im się teraz wylało na głowę"

- dodał naczelny "GP", wskazując jednocześnie, że "sędziom wolno mniej". - My jednak czegoś więcej od nich oczekujemy- podsumował Sakiewicz.