Naczelnik Tatrzańskiego Ochotniczego Pogotowia Ratunkowego podał, że wyruszyła kolejna ekipa transportowa, która zaniesie pod jaskinię potrzebny sprzęt. Ratownicy nadal przeprowadzają detonacje – celem jest dostanie się do "rury" o szerokości około 1 m i głębokości około 3 m. Odchodzi od niej korytarz, którego ratownikom nie udało się jeszcze ocenić.

Zapytany przez dziennikarzy, jak wygląda praca ratownika, naczelnik TOPR wyjaśnił, że ratownik, zabezpieczony przez pozostałych, podchodzi do miejsca, gdzie musi wykonać odwierty, zakłada do nich materiały wybuchowe, podłącza kable, wychodzi na zewnątrz, gdzie odpala się ładunek. Kolejni ratownicy wchodzą do jaskini, aby usunąć skutki wybuchu. Naczelnik zaznaczył, że wietrzenie w jaskini jest dobre.

Dodał, że zapowiadany deszcz nie powinien wpłynąć na bezpieczeństwo ratowników w jaskini, ale może utrudniać dojście do niej.

Akcja poszukiwawczo-ratunkowa dwóch grotołazów, odciętych przez wodę w części korytarza w tzw. Przemkowych Partiach, trwa od soboty wieczorem. Od tego czasu – wyjaśnił naczelnik – "osobowejść" do jaskini było 84.

Nie udało się nawiązać kontaktu z poszukiwanymi. Na początku akcji natrafiono na pozostawione przez nich uprzęże, słyszano też "chlapanie", które mogło pochodzić od jednego z poszukiwanych. Pierwsze strzały pirotechniczne spowodowały zanieczyszczenie wnętrza tlenkiem węgla i konieczność wycofania się ratowników. Specjaliści przygotowali odpowiedni system wentylacji jaskini. Potem po kolei wysadzali najciaśniejsze fragmenty jaskini i transportowali kamienie tak, by nie przeszkadzały w przesuwaniu się ratowników do przodu.

Ratownicy odtworzyli trasę wędrówki grotołazów od miejsca, gdzie znaleźli ich ekwipunek.

Jeżeli potwierdzą się informacje ratowników, że grotołazi nie byli przygotowani do biwaku w jaskini, to może oznaczać ryzyko bardzo głębokiej hipotermii, wręcz z dużym prawdopodobieństwem śmierci poszukiwanych. W jaskini panuje stała temperatura około 4 stopni Celsjusza.