Hejterzy w KPRM? Dworczyk: Nie wiem nic o tym, żeby byli tu zatrudniani

Michał Dworczyk / flickr.com/Kancelaria Premiera; Domena publiczna

  

Jestem od blisko dwóch lat szefem KPRM i nie wiem nic o tym, żeby jacykolwiek hejterzy byli tu zatrudnieni. Jestem pewny również, że moja poprzedniczka minister Beata Kempa nie zatrudniała żadnych hejterów - mówił dzisiaj szef KPRM Michał Dworczyk.

Onet opisał w poniedziałek kontakt, jaki w mediach społecznościowych wiceszef MS Łukasz Piebiak utrzymywał z kobietą o imieniu Emilia, która miała prowadzić akcje hejtu dyskredytujące niektórych sędziów, m.in. szefa Iustitii prof. Krystiana Markiewicza. Działania Emilii miały polegać na anonimowym rozsyłaniu, m.in. do mediów i sędziów, kompromitujących materiałów. Miało to się odbywać za wiedzą wiceministra.

Po tych doniesieniach Piebiak poinformował w oświadczeniu przesłanym PAP, że podał się do dymisji. Premier Mateusz Morawiecki poinformował we wtorek, że przyjmie dymisję.

Dworczyk był dzisiaj pytany w TVP Info o sprawę wiceministra Piebiaka.

- Premier jest pryncypialny i od początku swojej działalności politycznej, publicznej pokazuje, że wartości, w życiu społecznym jak i politycznym, są dla niego bardzo istotne. No a w polityce ceni też przestrzeganie zasad i nie ma problemu z podejmowaniem trudnych decyzji

 - powiedział Dowrczyk mówiąc o decyzji premiera wobec Piebiaka.

Mówiąc o samym zdymisjonowanym wiceszefie MS Dworczyk ocenił, że to zainteresowanemu powinno najbardziej zależeć, żeby sprawę wyjaśnić.

- Ważny jest jego głos, bo jeszcze do wczoraj mieliśmy sytuację, że to jedna ze stron przedstawiła te wydarzenia, a warto, żeby w każdej sprawie wypowiedziały się dwie strony, wiec teraz były wiceminister będzie mógł się skupić na tym, żeby tę sytuację wyjaśnić

 - powiedział Dworczyk.

Odnosząc się do oczekiwań opozycji, by wraz z Piebiakiem odwołać ze stanowiska jego szefa, ministra sprawiedliwości Zbigniewa Ziobro, Dworczyk ocenił, że "trudno poważnie traktować te postulaty".

- Minister Ziobro konsekwentnie reformuje wymiar sprawiedliwości i dlatego jest bezpardonowo atakowany

 - dodał.

Zapytany, czy kancelaria premiera (za rządów PO-PSL) zatrudniała hejterów, i czy nadal oni w niej pracują, Dworczyk odpowiedział:

- Jestem od blisko dwóch lat szefem KPRM i nie wiem nic o tym, żeby byli jacykolwiek hejterzy zatrudnieni. Jestem pewny również, że moja poprzedniczka minister Beata Kempa nie zatrudniała żadnych hejterów, wiec mogę powiedzieć tylko jedno: w ramach tych wartości, na których PiS buduje swój program, tego rodzaju działania absolutnie się nie mieszczą

 - zapewnił Dworczyk. 

Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Źródło: PAP, niezalezna.pl

Tagi

Wczytuję komentarze...

Prawdziwy horror holenderskiej rodziny. Były członek sekty Moona więził ich przez 9 lat!

/ pasja1000

  

Holenderski sąd przedłużył o dwa tygodnie areszt mężczyźnie, który przez 9 lat przetrzymywał w zamknięciu na farmie w Holandii siedem osób. Jak podaje holenderska prasa, zatrzymany to 58-letni Austriak Josef B., prawdopodobnie były członek sekty Moona. Sześcioro rodzeństwa w wieku od 18 do 25 lat oraz ich schorowany ojciec, mieszkało w całkowitej izolacji. Młodzi ludzie zostali odnalezieni zamknięci w ukrytym pokoju w domu na farmie. Ojciec rodzeństwa najprawdopodobniej przeszedł udar.

Josef B. podejrzany jest o bezprawne pozbawienie wolności oraz szkodzenie zdrowiu swych ofiar. Agencja dpa poinformowała, że aresztowany także został 67-letni ojciec przetrzymywanej rodziny.

Według telewizji RTV Drenthe Josef B., z wykształcenia cieśla, mieszkał samotnie w Austrii do 2010 roku. Potem przeprowadził się do Holandii i osiadł w wiosce Ruinerwold, gdzie wydzierżawił farmę. To tam przez 9 lat przetrzymywał siedem osób - sześcioro rodzeństwa i ich schorowanego ojca.

Holenderska prasa podała, że Josef B. prawdopodobnie był członkiem tzw. Kościoła Zjednoczeniowego, powstałego w Korei Południowej, znanego też jako sekta Moona. Informacje te potwierdził w austriackiej gazecie "Kronen Zeitung" jego brat Franz B., który przyznał, że Josef B. należał do sekty, nie wymienił jednak jej nazwy.

Wiele wskazuje na to, że Josef B. i przetrzymywana przez niego rodzina znali się od pewnego czasu. Niektóre źródła twierdzą, że byli sąsiadami w pobliskim Hasselt i że najstarszy syn w rodzinie w przeszłości był pracownikiem Josefa B.

Holenderska agencja ANP przytacza słowa Wima Koetsiera, rzecznika Federacji Uniwersalnego Pokoju (UPF), który powiedział, że ojciec przetrzymywanej rodziny w latach 80. był członkiem sekty Moona, a następnie założył własną "grupę" z kimś innym.

Policja otrzymała informację w sprawie sytuacji na farmie w miniony weekend. Według lokalnych mediów jeden z synów z przetrzymywanej rodziny uciekł i poprosił o pomoc w pobliskiej kawiarni. Jej pracownik powiedział RTV Drenthe, że zaniedbany, zdezorientowany 25-latek przyszedł do kawiarni i powiedział, że nie był na zewnątrz od dziewięciu lat.

Widać było, że nie miał pojęcia, gdzie jest, ani co robić

- opowiadał szef lokalu Chris Westerbeek. 

Powiedział, że uciekł i pilnie potrzebuje pomocy.

Następnie wyszło na jaw, że sześcioro rodzeństwa w wieku od 18 do 25 lat oraz ich schorowany ojciec, mieszkało w całkowitej izolacji. Młodzi ludzie zostali odnalezieni zamknięci w ukrytym pokoju w domu na farmie. Ojciec rodzeństwa najprawdopodobniej przeszedł udar.

Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Źródło: niezalezna.pl, PAP


Wczytuję komentarze...

Nasza strona używa cookies czyli po polsku ciasteczek. Korzystając ze strony wyraża Pan/i zgodę na używanie ciasteczek (cookies), zgodnie z aktualnymi ustawieniami Pana/i przeglądarki. Jeśli chce Pan/i, może Pan/i zmienić ustawienia w swojej przeglądarce tak aby nie pobierała ona ciasteczek.


Strefa Wolnego Słowa: niezalezna.pl | gazetapolska.pl | panstwo.net | vod.gazetapolska.pl | naszeblogi.pl | gpcodziennie.pl