Po uderzeniu pioruna dwie elektrownie zredukowały dostawy prądu do sieci, co spowodowało automatyczne wyłączenia. Ofgem zapowiedział, że przeprowadzi własne śledztwo, by ustalić, czy któryś z operatorów sieci energetycznej, bądź dostawców energii złamał warunki, na jakich otrzymał licencję.

Przedstawiciel zarządu Ofgemu Jonathan Bearley oświadczył:

"Po otrzymaniu teraz wstępnego raportu National Grid uważamy, że nadal są obszary, w których musimy użyć naszych uprawnień statutowych, by zbadać te wyłączenia".

Podkreślił, że chodzi o ustalenie, czy któraś z firm nie wypełniła swych zobowiązań zapewnienia bezpiecznych dostaw energii konsumentom.

Trwający godzinę blackout, do którego doszło wieczorem 9 sierpnia dotknął około miliona gospodarstw domowych. Doszło do poważnych zakłóceń w działaniu kolei i londyńskiego metra. Musiano na godzinę zamknąć londyńskie stacje Euston i Kings Cross - dwa najbardziej ruchliwe dworce w mieście. O podobnych awariach informowały także władze w Walii, przerwa w dostawie prądu miała miejsce także w północno-wschodniej części Anglii i w Szkocji.

Ofgem ma otrzymać końcowy raport do 6 września. Rząd brytyjski zapowiedział, że śledztwo w sprawie blackoutu z 9 sierpnia przeprowadzi też specjalna komisja.