Warto zwrócić uwagę, że w całym szeregu zaprezentowanych na wystawie dzieł Malczewskiego znaczącą rolę grają różne instrumenty muzyczne. Wydaje się wręcz, że w swoich symbolicznych wizjach ten wybitny malarz muzykę uznawał za sztukę niezwykle ważną, wyrażającą uniwersalny porządek i harmonię świata.

Muzyczne metafory

Widoczne na prezentowanym na wystawie obrazie Malczewskiego pt. „Autoportret w zbroi” prymitywne, fantazyjne skrzypki, na których ma zamiar grać malarz, sprawiają wrażenie wystruganych z drewna przez wiejskiego muzykanta. Taki instrument w muzyce ludowej znany był pod nazwą „złóbcoki”. Podobne skrzypeczki mógł widywać młody Malczewski na wakacjach spędzanych w majątku Wielgie pod Radomiem, należącym do jego krewnych.

Malarz na wspomnianym obrazie widzi siebie jako uzbrojonego rycerza w służbie zakonu sztuki. Na dalekim planie widnieje postać grającej na antycznej lirze muzy. Wyraźnie eksponowane instrumenty muzyczne zdają się symbolizować posłannictwo sztuki, którą artysta traktuje bardzo emocjonalnie. Ale grać nawet na tych najprymitywniejszych potrafią i mogą tylko postacie mityczne, takie jak: muzy, fauny, harpie oraz prawdziwi artyści.

Malczewski widzi zatem sztukę jako najpoważniejszą, ale i najtrudniejszą drogę życia. Oglądając obrazy artysty i analizując muzyczne motywy, zauważa się, że malarz w tej samej symbolicznej rzeczywistości widzi postacie realne i mityczne, co również odnosi się do towarzyszących im instrumentów muzycznych. Te ostatnie raz są współczesne, raz antyczne, a najczęściej malowane z dużą dozą fantastyki.

Korespondencje i przemówienia

W Dziale Rękopisów „Ossolineum” we Wrocławiu przechowywane są różne pisma Jacka Malczewskiego, w tym listy i mowy rektorskie. Poznajemy w nich artystę o wrażliwym słuchu (choć według pamiętnikarzy epoki „nie był szczególnie muzykalny”) i otwartego na najrozmaitsze artystyczne wydarzenia. W swojej słynnej mowie rektorskiej w Akademii Sztuk Pięknych w Krakowie w 1912 r. Malczewski wzywał: „Śpiewajmy Bogu, my , artyści  – Magnificat – na widok dzieł stworzonych przez Boga na ziemi i we wszechświecie”.

Do swojej siostry Heleny pisał:

Powiem Ci, co na wsi się dzieje, jakie koncerty i muzyki natury przerywają uciekającą ciszę zimową. Muzyka ta stokroć piękniejsza, potężniejsza od naśladownictwa ludzi, którzy nigdy nie zdołają jej sportretować i wybadać do dna, do gruntu. Natura tak silnie na mnie działa i jakby rozpuszczam się w tym, co mnie otacza.

Porównując zjawiska przyrody do narracji muzycznych Malczewski często używa słów: harmonia, głosy, linie, tło. Kolorystyczne natężenia kieruje w stronę znanych mu symfonii Brucknera, Mahlera i Karłowicza. Planując wystawę swoich obrazów we Lwowie w 1903 r., pragnął, by odbyła się w czasie koncertów Mahlera w tym mieście. Jak odnotowały kroniki, prezentacja I symfonii wiedeńskiego kompozytora rzeczywiście miała miejsce w czasie pokazu obrazów Malczewskiego, ale czy obaj artyści się spotkali i czy Mahler widział obrazy polskiego malarza – nie wiemy. Wiemy natomiast, że zarówno w Krakowie, jak i we Lwowie Malczewski regularnie chodził na koncerty, szczególnie w listach podkreślał, że nie opuszcza występów Ignacego Jana Paderewskiego.

Tryptyk „Muzyka”

Namalowany przez Malczewskiego w 1906 r. tryptyk pt. „Muzyka”, pokazany również na obecnej wystawie, przynosi ciekawe psychologiczne portrety osób zasłuchanych w brzmiącą gdzieś w malarskiej przestrzeni muzykę. Być może był to koncert skrzypka widocznego na części środkowej tryptyku, który właśnie skończył grę i podnosi w górę smyczek. Ten gest uchwycony przez malarza może być interpretowany jako próba dyrygowania harmonią natury, uosobioną przez wiecznie muzykujące świerszcze, symbolicznie umieszczone na dłoniach portretowanych na skrzydłach tryptyku kobiet. Całość kompozycji mówi o znaczeniu, jakie Jacek Malczewski przypisywał muzyce, którą zdaje się uważać za majestatycznie królującą nie tylko nad wszystkimi dziedzinami sztuki, lecz także nad wszechobecną naturą.

Na serii innych dzieł Malczewskiego oprócz ludzi muzykują też różne mityczne bóstwa. Jednak głównym grajkiem jest najczęściej sam artysta, który potrafi wydobywać melodie nawet z tak zapomnianego, antycznego instrumentu jak aulos (rodzaj piszczałki o podwójnym stroiku) czy z prymitywnych złóbcoków. Na aulosach i fletach grają też satyrowie, na złóbcokach – chimery. Pojawianie się na obrazach tych właśnie instrumentów dowodzi zainteresowań Malczewskiego światem starożytnej Grecji. A tam flety i aulosy należały do najstarszych i przez długie lata najpopularniejszych muzycznych instrumentów.

Można zapytać, czy Malczewski słyszał kiedyś greckie aulosy. Odpowiedzi nie znamy, ale z pewnością widział te instrumenty odwzorowane na antycznych wazach i antycznej ceramice, którą artysta podziwiał w znanych mu prywatnych kolekcjach zaprzyjaźnionych z nim polskich rodzin Lanckorońskich i Czartoryskich. Muzyka na obrazach Jacka Malczewskiego opowiada o kondycji ludzi i artystów, oddaje cześć Bogu oraz naturze. Buduje też dyskretny, ale przygnębiający nastrój w dziełach malarza opowiadających o martyrologii polskich powstańców zesłanych na Sybir.

Wystawa „Na jednej strunie. Malczewski i Słowacki” będzie czynna tylko do niedzieli 18 sierpnia.