Francuski rząd bezsilny wobec napływu imigrantów. Nie radzą sobie z problemami przez nich powodowanymi

Zdjęcie ilustracyjne / By sebastiensecret - https://www.youtube.com/watch?v=wk3AZNmMuFc, CC BY 3.0, https://commons.wikimedia.org/w/index.php?curid=61248725

  

Zdaniem niektórych francuskich deputowanych z opozycji Francja nie radzi sobie z problemami materialnymi, humanitarnymi i zdrowotnymi, powodowanymi przez masową migrację.

Chociaż słabnie fala migracji do Europy, to według parlamentarnych raportów do Francji nadal przybywa większa liczba poszukujących azylu.

Wobec napływu imigrantów francuski rząd jest bezsilny – ubolewa dziennik "Le Figaro" w tytule artykułu o powiększającej się liczbie cudzoziemców nielegalnie przebywających we Francji.

W 2015 roku około miliona migrantów przybyło do Europy przez Morze Śródziemne. W zeszłym roku było ich niecałe 200 tys., a w bieżącym roku ma być ich mniej o dodatkowe 60 proc. - pisze autor artykułu w "Le Figaro" Jean-Marc Leclerc. Ale jednocześnie wskazuje, powołując się na pewnego prefekta, że Francja nie odczuwa słabnięcia "presji migracyjnej", gdyż "do przybywających z Grecji, Włoch i Hiszpanii trzeba dodać tych migrantów, których odsyłają do nas Niemcy i Belgia".

Wśród kandydatów na status uchodźcy politycznego we Francji najwięcej jest Afgańczyków. Według urzędników prefektur większość z nich przyjeżdża z sąsiednich państw UE, w których odmówiono im prawa azylu. W zeszłym roku Niemcy przyznały azyl 37 proc. kandydatów z Afganistanu, podczas gdy we Francji pozytywnych odpowiedzi było aż ponad 80 proc.

Dziennikarz "Le Figaro" zwraca uwagę na niedostrzegany, jak twierdzi, problem Gruzinów i Albańczyków, którzy we Francji ubiegają się o azyl. Według francuskiego urzędu ds. uchodźców, od początku roku złożono już 10 tys. takich podań.

Ponieważ Gruzja i Albania to kraje uznane przez UE "za bezpieczne", ich obywatele nie mają żadnych prawie szans na otrzymanie azylu. Co nie znaczy, że odpowiedź jest natychmiastowa, ani że po jej otrzymaniu opuszczają oni od razu Francję. Powołując się na urzędników, dziennikarz sugeruje, że jedną z przyczyn pozostawania Gruzinów i Albańczyków we Francji jest to, że nie potrzebują oni wiz.

Z Albanią zawarto umowę mającą usprawnić wydalanie jej obywateli. W marcu francuski minister spraw wewnętrznych Christophe Castaner wyraził satysfakcję z tego, że dzięki porozumieniu liczba Albańczyków starających się o azyl we Francji spadła o 25 proc.

Jednak zdaniem policjantów, na których powołuje się "Le Figaro", ta umowa to mydlenie oczu, gdyż wydaleni niemal natychmiast wracają.

Deputowani Noel Barrot i Alexandre Holroyd, autorzy parlamentarnego raportu na temat imigracji, azylu i integracji, wyliczyli, że w grudniu ub.r. liczba rodzin otrzymujących zapomogę dla składających podanie o azyl przekroczyła sto tysięcy. Według francuskiego Trybunału Obrachunkowego zapomogi i inne formy dofinansowania czekających na rozpatrzenie prośby o azyl w roku 2014 kosztowały budżet państwa ponad 2 mld euro. Było ich wtedy 65 tys. Ile kosztują obecnie, gdy jest ich co najmniej 120 tys.? – pytają deputowani.

Jeden z kandydatów na szefa centroprawicowej partii Republikanie, Guillaume Larrive, odrzucając aksjomat konieczności rozwiązania tej kwestii na poziomie unijnym, wzywa by sprawę wzięły w swe ręce państwa leżące nad Morzem Śródziemnym. W wywiadzie dla radia France Info deputowany wezwał prezydenta Francji Macrona do zorganizowania "szczytu państw europejskich położonych nad Morzem Śródziemnym, w celu położenia kresu obecnej sytuacji", będącej - jak to ujął - pułapką dla krajów, do których przybywają imigranci, jak i "nieszczęściem dla nich samych".

Dla polityka jasne jest, że Francja - jak ją nazwał - "mocarstwo europejskie nad Morzem Śródziemnym", powinna wystąpić z inicjatywą "uregulowania przypływu imigrantów" poprzez tworzenie "na południowym wybrzeżu Morza Śródziemnego międzynarodowych struktur czasowego przyjmowania".

Nawiązując do trudności z zawijaniem do portów statków ratujących migrantów na morzu, politycy, działacze i komentatorzy lewicowi twierdzą, że Francja powinna wstydzić się swej bezczynności, gdy nie wpuszcza rozbitków na swe terytorium.

Szczególnym problemem są samotni nieletni. Prawo zobowiązuje francuską administrację do udzielenia im opieki materialnej i wychowawczej, włącznie z nauką. Według działaczy obrony praw człowieka obowiązek ten jednak rzadko przestrzegany jest przez francuskie instytucje. "To wstyd i hańba dla Francji" – oskarża dziennik "Liberation".

Gazeta "Le Monde" w komentarzu redakcyjnym wzywa do prowadzenia polityki, która gwarantowałaby nieletnim migrantom należne im prawa. Przyznają przy tym, że władze samorządowe nie mają ani wystarczającej liczby pracowników, ani środków finansowych, by zaopiekować się czterdziestoma tysiącami samotnych niepełnoletnich, jacy co roku trafiają do Francji, a państwo, wbrew obietnicom ministrów i prezydenta, ani trochę im nie pomaga.

Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Źródło: niezalezna.pl, PAP

Tagi

Wczytuję komentarze...

„Legiony” – film z prawdziwie ułańską fantazją! „Produkcja to kilka lat intensywnej pracy”

zdjęcie ilustracyjne / twitter.com/gpcodziennie

  

- Nie sądziłem, że produkcja filmu „Legiony” to kilka lat aż tak intensywnej pracy. Ale pięknej i często wzruszającej, gdy opowiadamy o praktycznie nieznanych dzisiejszym Polakom losach ludzi, dzięki którym mówimy dziś po polsku, a nie rosyjsku czy niemiecku - mówi Maciej Pawlicki, producent i współscenarzysta filmu „Legiony” w rozmowie z Sylwią Kołodyńską.

Na ekrany polskich kin 20 września wchodzi wyczekiwana superprodukcja „Legiony”. Scena Bitwy pod Rokitną z pewnością przejdzie do historii polskiego kina. Co czułeś wtedy na planie filmowym?

Też tak myślę. Czułem to, co szarżujący aktorzy i kaskaderzy, bo przebrałem się w ułański mundur i dwukrotnie przejechałem w tej szarży z wzniesioną szablą, krzycząc "niech żyje Polska!". Naprawdę niesamowite przeżycie! A jako producent czułem po prostu radość, że udało się doprowadzić do realizacji tej sekwencji i widzowie wreszcie zobaczą czym była kiedyś legendarna, a dziś już przecież zapomniana szarża pod Rokitną. Wcale nie wariactwo i straceńczy gest, ale bardzo skuteczna militarna operacja. Szwadron Dunina-Wąsowicza i Topora-Kisielnickiego zdobył cztery linie silnie umocnionych okopów, zginęło 17 ułanów, w tym obaj dowódcy, ale Rosjanie wycofali się, strategiczne zyski były znaczne.

To prawda, że konie potrafiące wykonywać kaskaderskie wyczyny to bardzo drodzy… aktorzy?

Drodzy? Niespecjalnie. Koszty sprzętu, dekoracji, pirotechniki czy całej logistyki są większe. Ale rola koni rzeczywiście kluczowa. Kiedyś realizowało się filmy przewracając konie na tzw. podcinkę, tzn. do przednich nóg konia przywiązane były linki, które jeździec pociągał i koń się wywracał. Zwykle się udawało, ale czasem koń łamał nogę. Teraz wszystkie upadki, jakkolwiek wyglądają upiornie, są rodzajem wyćwiczonego baletu konia i kaskadera. Żadne zwierzę na planie nie ucierpiało.

Legioniści to „garstka dzieciaków kontra trzy imperia”. Brzmi dumnie, ale chyba nie jest łatwo pokazać to w kinie. Co przy realizacji sprawiało Wam największą trudność? 

Problemów było milion, ale praca nad tak dużym filmem oznacza pchanie się w bardzo trudne sytuacje. Wraz ze znakomitą ekipą zawodowców udało się wszystkie problemy rozwiązać, choć oczywiście czasem konieczny jest jakiś drobny kompromis z rzeczywistością. Ale innym razem powstają rzeczy znacznie piękniejsze niż planowaliśmy. Myślę też, że mieliśmy szczególną opiekę Opatrzności, realizując sekwencje pod Rokitną nie mieliśmy środków na resztę filmu, ryzyko było ogromne. A na niemal 50 dni zdjęć plenerowych, deszcz tylko raz pokrzyżował nam plany. Największa trudność? Nie było takiej.

A kiedy jako producent miałeś największą satysfakcję?

Ten czas dopiero, mam nadzieje, nadchodzi. Bo o satysfakcji producenta decyduje jakość filmu i to jak jest odbierany przez widzów. Kiedy autor idei by "Legiony" zrealizować, Adam Borowski, przyszedł do mnie z tym pomysłem, zapaliłem się od razu, choć nie sądziłem, że to kilka lat aż tak intensywnej pracy. Ale pięknej i często wzruszającej, gdy opowiadamy o praktycznie nieznanych dzisiejszym Polakom losach ludzi, dzięki którym mówimy dziś po polsku, a nie rosyjsku czy niemiecku. Wielką satysfakcją już jest dla mnie efekt pracy reżysera, Darka Gajewskiego. Gdy wpadłem na pomysł by właśnie jemu powierzyć reżyserie, wielu życzliwych próbowało mi to wybić z głowy: ze to świetny reżyser, ale kameralnych filmów, a tu trzeba sterować armią ludzi i spraw, szybko podejmować tysiące decyzji. Ale się uparłem i myślę ze to ja miałem rację.
Mój ulubiony tekst w filmie wypowiada Mirosław Baka grający polskiego oficera, który nakłaniany jest do wejścia w szeregi wojsk wroga. Gdy dostaje do założenia rosyjski mundur, odpowiada - „nie będzie pasował”.

Jest jakiś Twój ulubiony tekst w tym filmie?

Sporo dialogów jest mojego autorstwa (jestem współscenarzystą), ale ten fragment akurat nie. Mój ulubiony dialog to: "Miejsce urodzenia? Polska. - Nie ma takiego miejsca". Bo rzeczywiście nie było. I tak mogło pozostać. Gdyby nie Piłsudski, Kasprzycki, Sosnkowski, Dunin, Topór, Król-Kaszubski i tysiące innych chłopaków i dziewczyn (tak, także dziewczyn), którzy marzyli o własnym, polskim państwie, choć wielu Polakom pogodziło się z losem prowincji imperium i pragnienie polskości i wolnej Polski trzeba było w nich obudzić.

Wśród rekwizytów używanych na planie pojawiły się m.in. autentyczna lornetka rotmistrza Dunin-Wąsowicza, pistolet colt z czasów powstania styczniowego (dziś własność pisarza Waldemara Łysiaka), a także samochód Lorraine-Dietrich z 1913 roku – najstarsze jeżdżące auto w Polsce. Wykazaliście się iście ułańską fantazją.

Po prostu zatrudniliśmy najlepszych specjalistów, w tym także konsultantów historycznych. A amerykańskiego, westernowego colta z autentycznymi grawerowaniami z Matką Boską i nazwami bitew Powstania Styczniowego kupił gdzieś na internetowej aukcji Waldemar Łysiak, a jego syn, Tomasz, główny scenarzysta naszego filmu, wplótł ten niesamowity rekwizyt w fabułę opowieści. Obcowanie z takimi artefaktami daje poczucie pewnej misji. Oni walczyli, a my mamy obowiązek o tej ich walce opowiedzieć. Bo wartości, dla których ryzykowali życie i często je oddawali, są budulcem, najlepszym spoiwem naszej narodowej wspólnoty, siły naszego państwa i przyszłości naszych dzieci.

Takich scen batalistycznych w polskim kinie jeszcze nie było. Słyszałam, że duży nacisk kładliście na to, by było jak najwięcej realnych scen, jak najmniej efektów specjalnych. Słyszałam też takie porównanie, że zużyto przy produkcji tyle materiałów wybuchowych, że można by nimi wysadzić Pałac Kultury. Tak powiedział jeden z aktorów. Ciekawe porównanie (śmiech).

Dziękuję za te słowa, to praca wielu ludzi. Efektów specjalnych jest wiele, ale istotnie duża ich część odbyła się już na planie. Wybuchów mamy sporo, kilka armat, wśród nich strzelające oryginały sprzed stu lat. A Pałacu Stalina nie należy wysadzać, bo pyłu będzie za dużo. Trzeba go spokojnie, metodycznie rozmontować. Gdy będzie wola - to szybka i prosta operacja, która otworzy przed Warszawą możliwość zbudowania najpiękniejszego centrum na świecie. Dopóki monstrualny pomnik komunistycznego mordercy i satrapy wciąż góruje nad Warszawą, Polska nie jest w pełni wolna, bo to znaczy, że nadal pozostaje w nas część mentalności niewolników, którzy łańcuchy i kajdany uznają za fajną biżuterię. Robienie takich filmów jak "Legiony" - o wyrwaniu się spod moskiewskiej dominacji, rozumiem także jako stopniowe rozmontowywanie tych właśnie niewolniczych kompleksów, także jako stopniowy demontaż warszawskiego pomnika Stalina. By otworzyły się nowe możliwości.

 

Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Źródło: Nowe Państwo, niezalezna.pl


Wczytuję komentarze...

Nasza strona używa cookies czyli po polsku ciasteczek. Korzystając ze strony wyraża Pan/i zgodę na używanie ciasteczek (cookies), zgodnie z aktualnymi ustawieniami Pana/i przeglądarki. Jeśli chce Pan/i, może Pan/i zmienić ustawienia w swojej przeglądarce tak aby nie pobierała ona ciasteczek.


Strefa Wolnego Słowa: niezalezna.pl | gazetapolska.pl | panstwo.net | vod.gazetapolska.pl | naszeblogi.pl | gpcodziennie.pl