Zamieszanie w związku z tworzeniem list Konfederacji trwa od kilku dni i ostatecznie zakończyło się odejściem jednej z twarzy tej formacji – Kai Godek. Działaczka ruchów pro-life startowała bez powodzenia do europarlamentu i teraz liczyła na pozycję numer jeden w Warszawie. Otrzymała jednak pozycję lidera w Siedlcach, co jej zdaniem oznacza, że nie zdobyłaby mandatu.

„Przy przejściu progu 5 proc. najszybciej wchodzą: W-wa, Kielce, Rzeszów, Lublin, Kraków, Gdynia, Wrocław i Białystok. W ani jednym okręgu nie ma miejsca na przedstawicieli milionowej inicjatywy przeciw aborcji. Słyszę, że Siedlce są takie świetne. Jeśli ktoś tak uważa, niech odda jedynkę z 1. koszyka, a pójdzie do Siedlec. Niech Grzegorz Braun zamieni Rzeszów na Siedlce albo Robert Winnicki Białystok na S. Albo Kulesza Lublin na S. Albo inni”

– napisała na Facebooku Kaja Godek. Dodatkowo pojawił się temat wejścia na listy generała Tadeusza Wileckiego, kontrowersyjnej postaci współpracującej z byłymi prezydentami Lechem Wałęsą i Wojciechem Jaruzelskim. Oczywiście główni politycy Konfederacji zaprzeczyli tym doniesieniom, ale że coś jest na rzeczy i że nie zawsze panują oni nad listami, może świadczyć to, że wyborach do europarlamentu wpisali na listę Rosjankę.

W związku z sytuacją oszukane poczuły się osoby wspierające formację.

„Na pewno NIE warto [głosować] na Konfederację – po tym jak wywalili Kaję Urszulę Godek, bo im pro-life źle działa na wyniki. Albo się ma pryncypia, albo się jest miękką parówką. Ja na miękkich nie głosuję. Mamy jeszcze trochę czasu. Na razie nie ma nikogo – same parówy”

– napisał Wojciech Cejrowski.

Odpowiedział mu Robert Winnicki, który oskarżył Godek o szantaż i podkreślił: „Konfederacja będzie w tych wyborach jedynym, ogólnopolskim komitetem otwarcie pro-life i anty-LGBT”.

CZYTAJ WIĘCEJ w dzisiejszym wydaniu "GAZETY POLSKIEJ CODZIENNIE"!