"Z tego co wiem, projekt raportu będzie gotowy w ciągu dwóch tygodni, potem komisja zacznie nad nim prace. Materiału jest mnóstwo, bo mamy za sobą 315 godzin przesłuchań, zeznania 67 świadków"

- powiedział w rozmowie z PAP Kazimierz Smoliński.

"Nie wykazaliśmy, podczas prac komisji, działalności zorganizowanej wśród przedstawicieli administracji. Raczej była to kwestia nieudolności na różnych szczeblach. Inaczej jednak należy oceniać premiera, a inaczej np. ministra finansów Jacka Rostowskiego czy wiceministra Andrzeja Parafianowicza. Premier odpowiadał za całość, o pewnych szczegółach mógł nie wiedzieć. Ale Rostowski musiał mieć wiedzę o sytuacji budżetowej. Jeżeli - z jednej strony - dostaje informację o tym, że w państwowej kasie brakuje pieniędzy, a z drugiej - że są miliardowe wyłudzenia - to ktoś to musiał analizować"

- dodał.

Mówiąc o zeznaniach osób, które w czasie badanym przez komisję pełniły kluczowe funkcje w instytucjach i urzędach państwowych, poseł PiS podkreślił, że jednym z najważniejszych, jego zdaniem przesłuchań, było przesłuchanie szefa NIK.

"Bardzo ważne, moim zdaniem, było przesłuchanie prezesa Najwyższej Izby Kontroli Krzysztofa Kwiatkowskiego, który pokazał, jak VAT „uciekał” i jaka była skala utraconych wpływów z tego podatku. Jego sprawozdanie powinno być ostrzeżeniem dla administracji państwowej, ale nic z tym nie zrobiono; np. Grzegorz Schetyna (b. wicepremier oraz minister spraw wewnętrznych i administracji), który odpowiadał za służby specjalne, powiedział podczas przesłuchania, że nic o mechanizmie wyłudzeń VAT nie wiedział, podczas gdy wiadomo przecież, że służby takie informacje mu przekazywały. Wiadomo już wówczas było, że są firmy - krzaki, znikający podatnicy"

- ocenił Smoliński.

Przypomniał także zeznania byłego premiera Donalda Tuska.

"Tłumaczenie Tuska, że nie pamięta, bo "miał tysiące dokumentów do podpisania”, jest tłumaczeniem liczącym na naiwność słuchacza. Ale ktoś, kto pracował w administracji i ma pojęcie o tym, jak działa ten aparat, nigdy w to nie uwierzy. Zwłaszcza, że raport NIK wskazywał na utratę przez Skarb Państwa miliardów złotych. Ile takich raportów premier mógł rocznie podpisywać? Moim zdaniem, one musiały zapaść w pamięci, a jeżeli nie zapadły, to znaczy, że ktoś w ogóle nad tym nie panował"

- podkreślił.

Według Smolińskiego "z raportu na pewno wynikną kolejne wnioski do prokuratury", nie chciał jednak  przesądzać, kogo będą dotyczyć. - O tym musi zadecydować komisja - oznajmił poseł PiS.