Wywiad z Ewą Stankiewicz, dziennikarką zaatakowaną przez posła Stefana Niesiołowskiego, rozmawia Magdalena Michalska. 

Poseł Niesiołowski rzucił się na Panią. Niektóre media inaczej to opisywały.

Oburza mnie kłamliwy opis w „Wyborczej”. Ci dziennikarze chyba nie są w stanie odróżnić obrony przed kamerą od atakowania jej. Relacjonowałam wydarzenia rzetelnie. Ciekawe, że zarzuty nierzetelności pojawiają się ze strony „GW”, która przez część społeczeństwa uważana jest za medium tendencyjne. Niesiołowskiego najwyraźniej zdenerwowało to, że pytania nie zadał mu zaprzyjaźniony dziennikarz. Moje pytanie nie było nawet kontrowersyjne.

Groźne dla wolności słowa wydaje się przeświadczenie posła, że może sobie wybierać dziennikarzy i pytania, na które chciałby odpowiedzieć. A nawet utrudniać relacje z wydarzeń, w których uczestniczy. O agresji słownej i napaści na mnie nie wspomnę.

Jak zachowywali się świadkowie tej napaści?

To było najbardziej szokujące. Poseł Niesiołowski najwyraźniej nie panuje nad swoimi reakcjami i jest mi go nawet szkoda. Ludzie z jego środowiska odciągali go, usiłowali uspokoić. Jestem przekonana, że bali się, iż on zrobi coś nieprzewidywalnego, że posunie się jeszcze dalej. Byli tam jeszcze inni ludzie. Zwróciłam się do nich z prośbą o pomoc. Jeden z mężczyzn spojrzał mi w oczy, uśmiechnął się i powidział: "Ja nic nie widziałem". A operator jednej z głównych stacji telewizyjnych przypatrywał się zajściu z opuszczoną kamerą.

A reakcja policji?

Kilka razy podchodziłam do strażnika stojącego przy sejmowym bloku F i prosiłam, by wezwał policję. Nie mogłam jednak się doprosić. W końcu stwierdził, że policja była i rozmawiała z marszałkiem Niesiołowskim. Stałam cały czas na tym placu i nie widziałam tej policji. Poprosiłam, by wezwano ją jeszcze raz. Wtedy usłyszałam, że sama mam zadzwonić pod numer 997. Zadzwoniłam. Przed Sejm przyszedł policjant i powiedział, że mam się zgłosić na komisariat przy ul.Wilczej. Powiedziano mi także, że i tak nic nie można zrobić - osoba marszałka jest objęta immunitetem.