Atak rozpoczął się około północy. Z granatników przeciwpancernych bojownicy ostrzelali bazę, należącą do członków sił jemeńskich, szkolonych przez Zjednoczone Emiraty Arabskie (ZEA) - członka międzynarodowej koalicji pod wodzą Arabii Saudyjskiej, zwalczającej od 2015 r. rebeliantów z szyickiego ruchu Huti.

Następnie bojownicy opanowali bazę i skonfiskowali sprzęt oraz broń, po czym bazę podpalili - wynika z informacji przekazanych przez przywódców plemiennych.

Na razie nikt nie wziął odpowiedzialności za ten atak, ale - jak pisze agencja Associated Press - nosił on wszelkie znamiona ataków dokonywanych przez Al-Kaidę.

Doszło do niego dzień po podwójnym ataku na miasto Aden na południu Jemenu, gdzie swoją siedzibę mają prawowite, uznawane przez wspólnotę międzynarodową władze Jemenu. Rebelianci z ruchu Huti wystrzelili pocisk podczas parady wojskowej, jaką odbywały siły szkolone przez ZEA. Z kolei zamachowcy samobójcy wysadzili posterunek policji w innej dzielnicy miasta. W podwójnym ataku śmierć poniosło co najmniej 51 osób; był to najkrwawszy dzień w Adenie od prawie dwóch lat.

Jemen pogrążony jest w chaosie od 2011 roku, gdy społeczna rewolta położyła kres wieloletnim dyktatorskim rządom prezydenta Alego Abd Allaha Salaha. Konflikt nasilił się, gdy w marcu 2015 roku interwencję w tym kraju rozpoczęła Arabia Saudyjska.

Wspierana przez Zachód sunnicka koalicja walczy w Jemenie pod hasłem przywrócenia do władzy prezydenta Abd ar-Raba Mansura al-Hadiego. Hadiemu podlega tylko południowa część kraju; Huti kontrolują terytoria na północy i zachodzie Jemenu, w tym stolicę kraju Sanę, zajętą przez nich w 2014 r.

Koalicja ta walczy także z innymi działającymi w Jemenie formacjami rebelianckimi, jak Al-Kaida Półwyspu Arabskiego (AQAP). W ostatnich latach Stany Zjednoczone dokonały w Jemenie szeregu ataków z użyciem dronów przeciwko domniemanym członkom AQAP.