- Miasto Białystok jest miastem o poglądach konserwatywnych. Pozwalając na organizację takiego marszu, prezydent Truskolaski musiał zdawać sobie tego sprawę, że społeczeństwo tego nie przyjmie i wyjdzie na ulice po to, by się obronić i pokazać środowisku LGBT, że stawiamy opór i że nam się to bardzo nie podoba.

- mówi organizatorka Marszu dla Rodziny w Białymstoku, współpracująca z klubami "Gazety Polskiej".

O decyzji prezydenta Truskolaskiego, który zgodził się na marsz środowisk LGBT w podobnym czasie i miejscu, co na przykład zgromadzenie kibiców, Kamińska mówi wprost:

- Jest włodarzem, który rządzi miastem już jakiś czas. Jest ostatnią kadencję prezydentem i doskonale zdaje sobie sprawę, że potknął się o własne sznurówki, organizując taki marsz.

Według niej, decyzją, którą należało podjąć, był brak zgody na marsz środowisk LGBT w momencie, gdy wiadomo było, że może dość do starć z udziałem przedstawicieli środowisk o skrajnie odmiennych poglądach.

- Wiedział doskonale, że może się wycofać z organizacji marszu środowisk LGBT. Dlaczego tego nie zrobił? Wydaje mi się, że centrala nakazała mu zgodę na organizację tego marszu. Po pierwsze, skąd dowiedziały się o nim media, m.in. CNN czy Russia Today, które rzuciły się z komentarzami na ten marsz? Dodatkowo, widząc, że środowisko kibiców nawołuje się, żeby przyjechać, wiedział, że jest zagrożenie. Całe szczęście, że policja stanęła na wysokości zadania i nie dała się sprowokować. Mogło to się zakończyć źle.

- podkreśla Kamińska.

Zupełnie odmienna atmosfera panowała na marszu w obronie tradycyjnych wartości, a w szczególności rodziny, który odbył się dzień po skandalicznych wydarzeniach, także w Białymstoku.

- Mogłam marsz zorganizować w sobotę, ale zrobiłam to w niedzielę, bo zależało mi na tym, żeby społeczność Białegostoku przeszła w marszu bezpiecznie, spokojnie, bez zagrożeń. Jako organizator marszu, liczyłam się z tym, że w sobotę mogę narazić moich białostoczan na niebezpieczeństwo. Prezydent Truskolaski na pewno zdawał sobie z tego sprawę

- zaznacza Kamińska, która była organizatorem tego wydarzenia.

Tymczasem Tadeusz Truskolaski zapowiedział pozew sądowy przeciwko redaktorowi naczelnemu "Gazety Polskiej" Tomaszowi Sakiewiczowi. Włodarza Białegostoku zabolały słowa, jakich Sakiewicz użył w jednym z wywiadów, gdy mówił, że prezydent stolicy Podlasia "stworzył powszechne zagrożenie", dopuszczając do marszu środowisk LGBT w tym samym czasie, co zjazd kibiców.

- Prezydent Truskolaski grozi palcem i tak naprawdę nie bardzo wie, jak się może przed tym obronić. Nie sądzę, że jest skłonny i gotowy do przyznania się do błędu. Bo jest popierany przez środowisko PO. Z ogromną troską patrzę na opozycję, która zamiast tworzyć program wyborczy, skupiła się na środowisku LGBT. Sami mają z tym problem i nie panują nad tym do końca.

- kończy Anna Kamińska.