Skarb pod posadzką zabytkowego kościoła. "To rewelacyjne znalezisko"

Kościół św. Andrzeja w Barczewie / By Lodzia69 - Praca własna, CC BY-SA 3.0, https://commons.wikimedia.org/w/index.php?curid=15527555 [cropped]

  

Skarb złożony z około tysiąca srebrnych monet znaleziono pod posadzką zabytkowego kościoła w Barczewie na Warmii. - Po demontażu stalli, znaleziono ceramiczny glazurowany kubek z uchem, wypełniony monetami. Monety były też rozsypane wokół tego naczynia. (...) . Na obecnym etapie prac wiadomo jedynie, że wśród znalezisk są srebrne monety koronne z czasów króla Zygmunta III Wazy - mówi dr Arkadiusz Koperkiewicz prowadzący badania archeologiczne w barczewskim kościele p.w. św. Andrzeja Apostoła.

Prowadzący badania archeologiczne w prezbiterium kościoła franciszkanów Barczewie dr Arkadiusz Koperkiewicz powiedział PAP, że pod posadzką, po demontażu stalli, znaleziono ceramiczny glazurowany kubek z uchem, wypełniony monetami. Monety były też rozsypane wokół tego naczynia. Skarb ukryto pod ziemią w północno-zachodnim narożniku prezbiterium, przy tzw. łuku tęczowym.

Jak mówił, wstępne oględziny znaleziska wskazują, że możemy mieć do czynienia z dużą ilością dość dobrze, a nawet doskonale zachowanych monet. Na obecnym etapie prac wiadomo jedynie, że wśród znalezisk są srebrne monety koronne z czasów króla Zygmunta III Wazy - grosze, półtoraki, trojaki i rzadziej szóstaki, bite w latach 20. XVII w. Jest również wiele szelągów pruskich księcia Jerzego Wilhelma Hohenzollerna, który był lennikiem Rzeczypospolitej.

- To rewelacyjne znalezisko, jeśli idzie o kontekst odkrycia i ładunek informacji naukowej; powiązane bezpośrednio z dziejami klasztoru barczewskiego i historią Warmii; oddające charakter miejsca, ale też specyfikę kryzysu monetarnego tamtych czasów; nie do przecenienia w końcu, jako datownik w dalszych pracach konserwatorskich

 - ocenił archeolog.

We wnętrzu świątyni prowadzone są obecnie tzw. wyprzedzające badania ratownicze, związane z planowanym drugim etapem prac przy wzmocnieniu gruntu pod fundamentami kościoła.

Kościół św. Andrzeja Apostoła wzniesiono wraz z klasztorem franciszkanów pod koniec XIV w. Barczewski konwent zakonny - podobnie jak inne pruskie klasztory - podupadł i opustoszał w okresie reformacji w pierwszej połowie XVI w.

Przywrócono mu blask dzięki życzliwości biskupów warmińskich, w tym bratanka króla Stefana Batorego - bp. Andrzeja Batorego, który osadził w zrujnowanym klasztorze bernardynów i przyczynił się do przebudowy świątyni w duchu renesansu. Ukoronowaniem prac remontowych było wybudowanie w 1598 r. w kaplicy św. Antoniego nagrobka bp. Andrzeja Batorego i jego brata Baltazara. Nagrobek autorstwa wybitnego flamandzkiego rzeźbiarza i architekta Willema van den Blocke jest jednym z najcenniejszych zabytków rzeźby manierystycznej zachowanych w Polsce.

Konwent bernardynów został zlikwidowany przez władze pruskie w 1810 r. Dopiero po II wojnie światowej do Barczewa powrócili franciszkanie, którzy odzyskali kościół św. Andrzeja Apostoła.

Jak przyznał dr Koperkiewicz, można przypuszczać, że skarb został umieszczony pod posadzką w prezbiterium kościoła przez samych zakonników. Jest on dość liczny pod względem ilości egzemplarzy, ale są to na ogół najmniejsze nominały. Na wielu czytelne są ślady długiego pozostawania w obiegu, a w jednym przypadku otworek świadczy, że monetka mogła być noszona na szyi.

Według niego ukrycie monet miało miejsce w czasach największego rozkwitu bernardyńskiego konwentu w XVII w., kiedy zakon otrzymywał liczne dotacje od biskupów warmińskich. Pozostaje jednak tajemnicą z jakiego powodu umieszczono monety w takim miejscu i dlaczego do dzisiaj pozostawały w ukryciu.

Szeroko zakrojony program badań archeologicznych, architektonicznych i konserwatorskich prowadzonych w kościele pw. św. Andrzeja Apostoła w Barczewie ma związek z trwającym kompleksowym remontem i pracami konserwatorsko-budowlanymi, które mają potrwać do 2021 r.

Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Źródło: PAP, niezalezna.pl

Tagi

Wczytuję komentarze...

Łukaszenka o korzystaniu z telefonu. "Komórkę przynosi mi adiutant"

zdjęcie ilustracyjne / By Kremlin.ru, CC BY 4.0, https://commons.wikimedia.org/w/index.php?curid=41464363

  

Prezydent Białorusi Alaksandr Łukaszenka powiedział dzisiaj, że jeśli ktoś do niego dzwoni na komórkę, to przynosi mu ją adiutant. Podkreślił, że nie korzysta z telefonu komórkowego i "gadżetów" ze względu na bezpieczeństwo.

- Może to i źle - nawet nie mam telefonu komórkowego. Patrzę: moi koledzy prezydenci siedzą, grzebią w tych ajfonach itd. Ja się tym nie zajmuję. Wiem, czym jest bezpieczeństwo. Nawet nie chodzi o to - mam kogoś, kto się tym zajmuje

- powiedział prezydent, cytowany przez agencję BiełTA.

Prezydent wyjaśnił, że jeśli ktoś do niego dzwoni na komórkę - a dzieje się to bardzo rzadko - to przynosi mu ją adiutant.

- Ale ja prawie nie rozmawiam, (korzystając) z tego łącza. Teraz macie po kieszeniach te gadżety i gdziekolwiek byście nie byli, widzą was ci, co trzeba. Chcecie tego? Nie

 - podkreślił szef białoruskiego państwa.

Prezydent mówił o tym, składając wizytę w fabryce papieru gazetowego w mieście Szkłów w obwodzie mohylewskim. 

Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Źródło: PAP, niezalezna.pl

Tagi

Wczytuję komentarze...

Nasza strona używa cookies czyli po polsku ciasteczek. Korzystając ze strony wyraża Pan/i zgodę na używanie ciasteczek (cookies), zgodnie z aktualnymi ustawieniami Pana/i przeglądarki. Jeśli chce Pan/i, może Pan/i zmienić ustawienia w swojej przeglądarce tak aby nie pobierała ona ciasteczek.


Strefa Wolnego Słowa: niezalezna.pl | gazetapolska.pl | panstwo.net | vod.gazetapolska.pl | naszeblogi.pl | gpcodziennie.pl | Gazeta Polska Podcasts