Na gigantyczną skalę podrabiali recepty i wyłudzali leki. Członkowie szajki są już w areszcie

/ FLICKR/GLOBAL PANORAMA/CC BY-SA 2.0

  

Osiem osób - w tym lekarza i jego córkę - zatrzymano w sprawie wyłudzania leków za pomocą podrobionych recept. Leki były potem sprzedawane za granicą. Straty Narodowego Funduszu Zdrowia to ponad 10,7 mln zł. Większość zatrzymanych aresztowano.

"Sprawcy podrabiali recepty i posługiwali się nimi jako autentycznymi, a następnie sprzedawali leki. Mechanizm działania polegał na tym, iż lekarz Krzysztof G., a podczas jego nieobecności jego córka Anna G., wypisywali recepty na leki wysokorefundowane typu Noxafil, Tramal, Neulasta, Sandostatin LAR, Clexane, Somatuline Autogel i wiele innych"

- przekazała Prokuratura Krajowa.

Prokuratura wskazała, że "osobom, na rzecz których recepty były wypisywane, nie przysługiwało prawo do ich otrzymania, a tym samym do zakupienia leków z refundacją". Zresztą - jak dodała - osoby te nie miały w ogóle świadomości, iż na ich dane są wystawiane recepty.

Prokuratura Krajowa zaznaczyła, że leki, których wyłudzaniem zajmowała się rozbita grupa, "są bardzo drogie, zaś ich cena za granicą przekracza wielokrotnie cenę w Polsce".

"Przykładowo lek o nazwie Neulasta na tzw. czarnym rynku osiągał cenę około 5 tys. zł, zaś na receptę jego cena wynosiła około 300 zł. (...) Następnie leki te były sprzedawane na czarnym rynku bądź wywożone poza granice kraju"

- przekazali śledczy.

Z ustaleń prokuratury wynika, że grupa działała co najmniej od czerwca 2015 r. do kwietnia 2018 r. w województwach śląskim oraz małopolskim, a podejrzany lekarz Krzysztof G. wystawił co najmniej 4,5 tys. recept, które były realizowane przez członków grupy w aptekach w całej Polsce. Według wyliczeń Narodowy Fundusz Zdrowia w związku z działalnością grupy poniósł szkodę szacowaną na 10 mln 768 tys. zł.

Zatrzymane osoby usłyszały zarzuty udziału w zorganizowanej grupie przestępczej, poświadczania nieprawdy w dokumentacji medycznej oraz oszustwa - grozi za nie kara do 10 lat więzienia.

Do zatrzymań członków grupy przez funkcjonariuszy CBŚP doszło w ubiegłym tygodniu. Zatrzymany szef grupy, kierujący całym procederem, poszukiwany był listem gończym. Śledztwo w tej sprawie nadzoruje Zachodniopomorski Wydziału Zamiejscowy do Spraw Przestępczości Zorganizowanej i Korupcji PK w Szczecinie.

Obecnie siedmioro podejrzanych jest tymczasowo aresztowanych, zaś wobec jednej podejrzanej zastosowano poręczenie majątkowe, dozór policji połączony z zakazem kontaktowania się z innymi osobami oraz zakaz opuszczania kraju. 

Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Źródło: PAP, niezalezna.pl

Tagi

Wczytuję komentarze...


Przez epidemię brytyjskie rolnictwo czekają trudne czasy. „Nie będzie owoców i warzyw w sklepach”

/ pixabay.com

  

Brytyjskie rolnictwo czekają trudne dni. Okazuje się, że przez epidemię koronawirusa nie będzie miał kto zebrać plonów. Pandemia zakłóciła pracę linii lotniczych, sprawiła, że wiele państw zamknęła swoje granice oraz spowodowała, że wiele osób po prostu boi się wyjeżdżać za granicę.

Zbiory warzyw i owoców w państwach Europy Zachodniej od lat opierają się na pracy robotników tymczasowych z biedniejszych państw, zarówno z UE, jak i spoza Wspólnoty. Od pewnego czasu są z tym jednak coraz większe problemy. Rozwój gospodarczy Polski i reszty państw Europy środkowo-wschodniej sprawił, że coraz mniej osób uważa pracę na zachodnich farmach za odpowiednio atrakcyjną finansowo. W Wielkiej Brytanii nałożyło się na to również zamieszanie wokół Brexitu. 

Prawdziwą tragedię spowodowała jednak epidemia Covid-19. Zakłóciła pracę linii lotniczych, sprawiła, że wiele państw zamknęła swoje granice oraz spowodowała, że wiele osób po prostu boi się wyjeżdżać za granicę. "Guardian" informuje, że efektem tego jest to, że do pracy na brytyjskich farmach w tym sezonie brakuje aż 90 tysięcy osób. Najgorsza sytuacja jest w przemyśle owocowym – tutaj aż 98% siły roboczej stanowią obcokrajowcy. 

Sytuacja jest poważna. Niektóre zbiory zaczynają się bowiem już za kilka tygodni. Jeżeli do tego czasu właścicielom farm nie uda się znaleźć pracowników, to plony mogą się zmarnować, co przełoży się na braki w zaopatrzeniu.

„Nie będzie owoców i warzyw w sklepach”

- stwierdziła Stephanie Maurel z organizacji Concordia

 „Szparagi i fasola zaczynają się za kilka tygodni, ogórki na początku kwietnia, pomidory przez cały rok"

- dodała.

Chcąc poradzić sobie z widmem braku pracowników właściciele farm usiłują rekrutować pracowników branży gastronomicznej, która z powodu koronawirusa spotkała się z falą zwolnień. Wątpliwe jednak aby to wystarczyło. Większe farmy wynajmują loty czarterowe, które mają przywieźć robotników z np. Ukrainy czy Białorusi, ale to bardzo drogie rozwiązanie, godzina lotu takiego samolotu na jedną osobę to ok. 250 funtów. Przedstawiciele organizacji zrzeszających rolników coraz częściej mówią, że w poniesieniu kosztów tych lotów powinien pomóc rząd. 
 

Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Źródło: Guardian, niezalezna.pl

Tagi

Wczytuję komentarze...

Nasza strona używa cookies czyli po polsku ciasteczek. Korzystając ze strony wyraża Pan/i zgodę na używanie ciasteczek (cookies), zgodnie z aktualnymi ustawieniami Pana/i przeglądarki. Jeśli chce Pan/i, może Pan/i zmienić ustawienia w swojej przeglądarce tak aby nie pobierała ona ciasteczek.


Strefa Wolnego Słowa: niezalezna.pl | gazetapolska.pl | panstwo.net | vod.gazetapolska.pl | naszeblogi.pl | gpcodziennie.pl | Gazeta Polska Podcasts