Tomasz Sakiewicz wskazał na wagę wizyty von dr Leyen przypominając, że dotychczas mieliśmy do czynienia jedynie z częstymi wizytami Fransa Timmermansa, a szef Komisji Europejskiej podczas całej swojej kadencji nie odwiedził w ogóle naszego kraju.

"To jest bardzo doniosły fakt. Najpierw Francja, potem Polska, na 27 krajów członkowskich Unii, pomijając ojczyznę, czyli Niemcy"

- ocenił Czarnecki.

Zdaniem europosła jest to „sygnał do Europy i do świata, że Polska jest bardzo ważnym krajem, że z Polską można się różnić, ale Polski nie można ominąć”.

"Trzeba z nią się ułożyć, trzeba z nią się dogadać. To taki pewien pragmatyzm niemieckiej przewodniczącej Komisji Europejskiej dał o sobie znać. Mam wrażenie, że ona też doskonale policzyła głosy oddana za nią. 26 europosłów PiS-u na nią głosowało. (…) Gdyby nie te głosy przewodniczącą Komisji Europejskiej by nie była"

- mówił.

Polityk przypomniał wypowiedź niemieckiego komentatora, cytowaną w brytyjskiej prasie, który wskazał, że „najgorszym scenariuszem byłoby, gdyby pani von der Lyen wybrano głosami prawicy”.

"Tak się stało, bo zwracam uwagę, wszyscy Zieloni przeciwko niej, wszyscy komuniści przeciwko niej. Aż siedem delegacji narodowych, gdy chodzi o socjalistów, było przeciwko niej, w tym jej rodzime SPD, koalicjant. (…) Większość posłów niemieckich głosowała przeciwko von der Lyen"

 - zaznaczył polityk PiS i podkreślił, że przewodnicząca von der Lyen „wisi na polskich głosach”, a to będzie bardzo istotne. gdy "będzie przychodziła do Parlamentu Europejskiego z konkretnymi sprawami".

"Ważne, w jakim towarzystwie się jest. Ja nie chciałbym być w towarzystwie socjalistów, komuchów, zielonych w tym proteście przeciwko pani von der Lyen. Uważam, że stworzyliśmy sobie obszar do polskiej gry"

- podkreślił Ryszard Czarnecki.