W czwartek Ursula von der Leyen odwiedziła Warszawę jako drugą stolicę UE już jako przewodnicząca elekt Komisji Europejskiej. Co dla Polski oznacza ta wizyta?

Bardzo ważny jest fakt, że pani Ursula von der Leyen odwiedziła Polskę jako drugi kraj, po Francji. To pokazuje, że wcale nie jesteśmy izolowani na arenie międzynarodowej.

Wręcz przeciwnie. Zaczęliśmy kreować politykę Wspólnoty. Tutaj doskonałym przykładem jest zablokowanie kandydatury Fransa Timmermansa na stanowisko przewodniczącego KE. Wracając do wizyty pani von der Leyen, to zarówno ona, jak i premier Mateusz Morawiecki po odbytej rozmowie chwalili sobie to spotkanie, humory im dopisywały. Z wypowiedzi nowej przewodniczącej KE można wywnioskować, że jej priorytetem będzie normalizacja stosunków z Polską. Poprzednia kadencja kierownictwa Unii była nazbyt zideologizowana. Jest duża szansa, że ta będzie wreszcie inna.

Czy wybranie Warszawy nie jest również formą zadośćuczynienia za niewybranie byłej premier Beaty Szydło na stanowisko przewodniczącej unijnej komisji?

W pewnym sensie tak. Jestem przekonany, że przyjazd Leyen do Warszawy był uzgodniony z Angelą Merkel. W interesie naszych zachodnich sąsiadów nie leży konflikt z Polską. Niemcy mają potężny interes gospodarczy w naszym kraju. W związku z tym spodziewam się, że polityka, jaką będą oni prowadzili, będzie pragmatyczna, ostrożna.

Niemcy są świadomi również tego, że droga do normalizacji stosunków w UE prowadzi przez normalizację stosunków z Polską. Jest to o tyle ważne, również dla nowych włodarzy UE, że dogadanie się z nami może pomóc w neutralizacji różnych obozów politycznych, np. takich jak Grupa Wyszehradzka.

Więcej w dzisiejszej "Gazecie Polskiej Codziennie"