Minister dementuje doniesienia władz Warszawy. Stolica ma zupełnie inny problem z uczniami!

Rafał Trzaskowski / Zbyszek Kaczmarek/Gazeta Polska

  

Minister edukacji narodowej Dariusz Piontkowski odniósł się do danych przedstawianych przez władze stolicy po pierwszym etapie rekrutacji do szkół średnich. Okazuje się, że pomimo lamentów władz Warszawy... „nie ma jakiegoś poważnego problemu z dostaniem się do szkół średnich”. Miasto ma jednak nieco inny problem, na który wskazał uwagę szef MEN.

Kolejny etap rekrutacji kończy się dziś w pięciu województwach, w tym w woj. mazowieckim. Z tego co wiemy, Warszawa poinformowała już, jak wygląda pierwszy etap rekrutacji, o godzinie 16.00 oficjalnie mają być wywieszone listy osób przyjętych do poszczególnych szkół.
- powiedział Piontkowski na konferencji prasowej.

Przypomniał, że Warszawa jest miastem, w którym uczy się bardzo wielu uczniów.

Absolwentów w tym roku było około 28 tys., o miejsca w szkołach warszawskich aplikowało około 43 tys. uczniów. To pokazuje, że tak jak w innych dużych miastach, także w Warszawie dużo uczniów z mniejszych ośrodków, z mniejszych miejscowości, z mniejszych gmin otaczających duże miasta próbuje znaleźć swoje miejsca w szkołach średnich w dużych miastach, w tym przypadku w Warszawie.
- tłumaczył minister.

Odnosząc się do danych przedstawianych przez władze stolicy po pierwszym etapie rekrutacji do szkół średnich, minister Piontkowski stwierdził, że zapowiedzi, w których straszono brakiem miejsc w szkołach, nie znalazły pokrycia w rzeczywistości.

Wbrew takim kasandrycznym przepowiedniom władz Warszawy nie ma jakiegoś poważnego problemu z dostawaniem się do szkół średnich. Wyraźnie mówiliśmy, że proces rekrutacji jest rozłożony na kilka etapów i przebiega podobnie jak w latach ubiegłych. W tym roku do szkół w Warszawie po pierwszym etapie rekrutacji dostało się czy wiedziało, w jakich szkołach będzie się uczyć 93 proc. uczniów. To jest zdecydowanie lepszy odsetek niż średnia krajowa. Bo (...) średnia krajowa wynosi około 89 proc. Stąd mówienie, że w Warszawie jest szczególnie trudna, inna sytuacja od tego, co dzieje się w pozostałej części kraju, jest po prostu nieprawdziwe.
- mówił minister.

Szef MEN przytoczył również dane, z których jasno wynika, że w stolicy są jeszcze wolne miejsca w liceach.

Pokazywano również, że w Warszawie liczba miejsc jest zdecydowanie mniejsza niż liczba kandydatów. My pokazujemy, że w Warszawie wolne miejsca są zarówno w liceach, a także w innych typach szkół. Pojawiło się też zjawisko, o którym wiedzieliśmy, że nastąpi – to znaczy część uczniów ostatecznie nie złoży swoich dokumentów, oryginałów dokumentów do szkół, do których zostali zakwalifikowani i w związku z tym pojawią się dodatkowe miejsca.  Stan pokazywany 16 lipca (w dniu ogłoszenia listy uczniów zakwalifikowanych do szkół – przyp. red.), a dziś się różni, liczba miejsc wolnych w poszczególnych typach szkół wzrasta także w liceach, także w tych najbardziej popularnych (...). Z tego co wiemy, z danych przekazanych przez miasto Warszawa do kuratorium oświaty wynika, że około 400-500 miejsc jest w tych popularnych liceach dostępnych
 – powiedział szef MEN.

W czwartek władze stolicy przekazały, że w Warszawie w rekrutacji uzupełniającej jest 3514 wolnych miejsc w liceach ogólnokształcących, w tym 470 miejsc w 20 najlepszych w stolicy. W szkołach branżowych I stopnia pozostało 728 wolnych miejsc, a w technikach – 1979. Opublikowano także listę szkół, w których pozostały wolne miejsca.

Minister edukacji odniósł się również do informacji o braku nauczycieli. Powiedział, że według danych kuratorium w stolicy jest ok. 30 tys. etatów nauczycieli. Kuratorium w bazie ofert pracy ma ich ponad 1,4 tys., a „nauczycieli tak naprawdę realnie poszukiwanych przez szkoły w Warszawie jest ok. 1,050 tys.”.

Nie jest tak, że ten podwójny rocznik nagle wymaga dodatkowych nauczycieli. Ci nauczyciele uczyli uczniów, tylko na innym poziomie. Pokazujemy, że potrzebnych jest ok. 1,4 tys. zgłoszeń i podobna skala była w roku ubiegłym. (...) Okazało się, że ci nauczyciele trafili do szkół, bo część szuka pracy dopiero w końcówce sierpnia.
- dodał minister.

Skomentował informację podaną przez wiceprezydent Warszawy Renatę Kaznowską o braku miejsc w bursach w Warszawie dla uczniów spoza stolicy. Minister Piontkowski zwrócił uwagę, że o tym, iż potrzeba będzie więcej miejsc w bursach, było wiadomo wcześniej.

Ta sytuacja może generować dodatkowe wydatki i dlatego w subwencji oświatowej została przeznaczona kwota na ten cel, dla powiatów, które powinny zabezpieczyć dodatkowe miejsca noclegowe. W skali całego kraju przeznaczyliśmy na to ok. 50 mln zł. Miasto Warszawa w ramach tego komponentu uzyskało dodatkowo 1 mln zł.
- mówił szef MEN

W bursach i w internatach w Warszawie jest ok. 1,6 tys.-1,7 tys. miejsc.

W poprzednich latach ok. 7 tys. uczniów spoza Warszawy aplikowało o miejsca w szkołach warszawskich. Także w ubiegłych latach nie mieli szansy na to, żeby otrzymać miejsce w internacie czy w bursie.(...) Warszawa niewiele robiła, żeby tę liczbę miejsc zwiększyć, chociaż miała dodatkowo w subwencji ok. 1 mln zł.
- tłumaczył minister.

W tym roku w bursach zaproponowano uczniom 169 miejsc.

Prezydent Warszawy musiał zdawać sobie sprawę, że liczba aplikujących będzie większa. To było ok. 17 tys. osób. Jak miasto st. Warszawa wykorzystało pieniądze i przygotowało się na znalezienie i przygotowanie miejsc w bursach i internatach – to pytanie do prezydenta miasta.
- skwitował minister edukacji.

Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Źródło: niezalezna.pl, PAP

Tagi

Wczytuję komentarze...

Węgry. Nauczyciele będą strajkować?

Zdjęcie ilustracyjne / fot. pixabay.com

  

Skąd my to znamy? Węgierski Związek Zawodowy Pedagogów domaga się od rządu spełnienia szeregu postulatów, w tym podwyżek płac, w przeciwnym razie grożąc strajkiem. Powiedziała o tym na konferencji prasowej prezes związku Zsuzsa Szabo.

Związkowcy domagają się jak najszybszego rozpoczęcia rozmów z nimi w sprawie ich żądań. Na niedzielnym zjeździe PSZ wysunięto szereg postulatów, wśród których figuruje podwyżka płac, zmniejszenie obciążenia uczniów, uwzględnienie specyfiki jednostkowego rozwoju każdego ucznia, a także przywrócenie swobodnego doboru podręczników oraz wolności w sferze metod nauczania.

„Mamy już dość. Wyczerpała się nasz cierpliwość. Niezadowolenie i rozgoryczenie wśród nauczycieli jest olbrzymie”

– powiedziała Szabo.

Związek domaga się spełnienia postulatów do 22 listopada, czyli Dnia Węgierskiego Nauczania Publicznego. Jeśli to nie nastąpi, pedagodzy zamierzają zorganizować demonstrację, a „jeśli to nie wystarczy”, przeprowadzą w styczniu 2020 roku ogólnokrajowy strajk.

Wiceprezes PSZ Tamas Totyik podkreślił, że pedagodzy uczą 67-68 godzin tygodniowo, ale oprócz tego co roku prowadzą nieodpłatnie 45 godzin lekcji na zastępstwach, co tydzień przez 5 godzin zajmują się dziećmi w sposób, którego nie można rozliczyć, np. sprawując nad nimi nadzór czy dbając o ich posiłki.

Totyik dodał, że z sondażu przeprowadzonego wśród nauczycieli wynika, że z powodu niskich pensji 16 proc. jest zmuszonych dawać lekcje prywatne, a 22 proc. wykonuje inny rodzaj dodatkowej pracy.

 

Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Źródło: PAP, niezalezna.pl

Tagi

Wczytuję komentarze...

Nasza strona używa cookies czyli po polsku ciasteczek. Korzystając ze strony wyraża Pan/i zgodę na używanie ciasteczek (cookies), zgodnie z aktualnymi ustawieniami Pana/i przeglądarki. Jeśli chce Pan/i, może Pan/i zmienić ustawienia w swojej przeglądarce tak aby nie pobierała ona ciasteczek.


Strefa Wolnego Słowa: niezalezna.pl | gazetapolska.pl | panstwo.net | vod.gazetapolska.pl | naszeblogi.pl | gpcodziennie.pl