Pikietę zorganizowała Sekcja Pracowników Muzeów i Instytucji Kultury NSZZ "Solidarność" Regionu Mazowsze. Protestujących wspierali także muzealnicy z innych instytucji, pracownicy sądów oraz studenci z Instytutu Historii Sztuki Uniwersytetu Warszawskiego. Protestujący mieli ze sobą transparenty z hasłami: "W muzeach dyrektorzy, nie cenzorzy! Miziołek do dymisji!", "Nie dla chaosu w MNW", "Muzeum dla wszystkich", "Ziemba auro prior!", "Ziemba cenniejszy niż złoto", "Pracownicy sądów wspierają pracowników muzeów".

Przewodnicząca Komisji Zakładowej NSZZ "Solidarność" w Muzeum Narodowym w Warszawie Ewa Frąckowiak powiedziała, że "sytuacja w muzeum skupia, jak w soczewce, wszystkie problemy instytucji kultury. To wszystko, co się dzieje w ostatnich latach w innych muzeach, w innych placówkach, które się zajmują kulturą". Odczytała także treść petycji, którą muzealnicy przekazali wicepremierowi Glińskiemu.

W petycji napisano, że "wieloletni dorobek oraz powaga misji Muzeum Narodowego w Warszawie pod rządami obecnego dyrektora są niszczone!". "Nie zgadzamy się, aby przodująca instytucja kulturalna kraju, sprawująca pieczę nad naszym narodowym dziedzictwem, była zarządzana w sposób grożący jej degradacją, a nawet upadkiem. Dlatego po raz kolejny wnosimy o odwołanie prof. dr hab. Jerzego Miziołka z pełnionej funkcji" - zaapelowali w petycji muzealnicy.

Wiesław Murzyn z Krajowego Sekretariatu Kultury i Środków Przekazu NSZZ "Solidarność" powiedział, że popierają oni "wszystkie działania Komisji Zakładowej Muzeum Narodowego ws. odwołania dyrektora". Odczytał także stanowisko, które Krajowy Sekretariat Kultury i Środków Przekazu skierował do premiera Mateusza Morawieckiego. "Uważamy, że odwołanie dyrektora będzie jedynym sposobem zakończenia konfliktu. Działania dyrektora tej niezwykle ważnej dla polskiej kultury jednostki, w tym wielokrotne łamanie praw związkowych uważamy za działające na szkodę muzeum i jej pracowników, a także niszczące wizerunek organizatora - Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego" - napisali związkowcy.

Do pikietujących pod Ministerstwem kultury muzealników wyszedł wicepremier, minister kultury Piotr Gliński i zaprosił ich na rozmowy. Muzealnicy złożyli na ręce ministra petycję, z którą ten się zapoznał.

Podczas rozmowy z przedstawicielami związkowców minister zobowiązał się, że w ramach nadzoru nad Muzeum Narodowym w Warszawie ministerstwo przeprowadzi analizę procesu prowadzenia dialogu społecznego z NSZZ "Solidarność" pod kątem naruszeń prawa w tym zakresie. Ministerstwo prowadzi także analizę zasadności postulatów związków zawodowych.

Jednocześnie Ministerstwo kultury poinformowało, że od kilkunastu miesięcy prowadzi dialog z Sekcją Krajową Muzealników i obecnie finalizuje porozumienie uwzględniające postulaty NSZZ "Solidarność".

Po rozmowach z szefem MKiDN Andrzej Rybicki z Krajowej Sekcji Muzeów i Instytucji Ochrony Zabytków przekazał dziennikarzom, że "ministerstwo zapowiedziało prawną kontrolę stanu dialogu społecznego". Zaznaczył, że "prawne konsekwencje braku dialogu społecznego są bardzo poważne". Jak mówił, "tutaj już wchodzi w grę prawo karne, to jest działanie antyzwiązkowe, łamanie przepisów związkowych, i może to skutkować bardzo poważnymi konsekwencjami". "Wszystko zależy tylko i wyłącznie od woli ministerstwa - żeby chciało skorzystać z tego, co prawo dopuszcza, na co prawo zezwala" - dodał.

Poinformował, że w czwartek przedstawiciele Komisji Zakładowej Muzeum Narodowego mają dostarczyć do ministerstwa uzupełniającą dokumentację, przedstawiającą stan dialogu. 

- Ministerstwo zobowiązało się do niezwłocznej analizy prawnej tego dialogu. Będzie się to odbywało w formie przekazania pism, kalendarium sporu oraz tego, w jaki sposób zareagował dyrektor na konkretne pisma. Po prostu konfrontacja reakcji i zarzutów strony związkowej, z odpowiedzią dyrektora Miziołka

 - mówił Rybicki.

Rybicki dopytywany, czy to oznacza, że dyrektor Miziołek nie prowadzi z pracownikami przewidzianego prawem dialogu, odpowiedział: "tak, nie prowadzi takiego dialogu względem prawa". Wyjaśnił, że w ustawie o rozwiązywaniu sporów zbiorowych są wyznaczone trzy etapy rozwiązywania takiego sporu i mają być podejmowane konkretne działania zakończone podpisywaniem protokołów.

- Tego nie ma. A przede wszystkim to, co jest najważniejsze nie ma spotkań, nie ma rozmów, które by w jakiś sposób próbowały przynajmniej częściowo ustalić stanowiska - co pan dyrektor zamierza, czego pan dyrektor chce i czego pan dyrektor oczekuje

- wyjaśnił dziennikarzom.