Niskie stany wody na rzekach w Polsce

Zdjęcie ilustracyjne / pxhere.com/creativecommons.org/publicdomain/zero/1.0/

  

W wielu polskich rzekach jest rekordowo niski poziom wody. Na 136 stacjach wodowskazowych stany wody spadły poniżej średniego niskiego stanu wody - informuje dziś w komunikacie IMGW.

Jak podaje IMGW, w dorzeczu Wisły na 8 stacjach zaobserwowano rekordowo niskie stany wody. We wtorek absolutne minima notowane są na wodowskazach w Kamesznicy, Rudze, Ludźmierzu, Łabowie, Uściach Gorlickich, Rudzie Jastkowskiej, Lubartowie i Kośminie. W przypadku wodowskazów znajdujących się na Wiśle, rekordowe stany wody nie zostały jeszcze osiągnięte.

Instytut podkreśla, że z niskimi stanami wody wiążą się niskie wartości przepływu na rzekach.

"Obecnie w wielu miejscach obserwujemy niżówkę hydrologiczną, czyli sytuację, gdy przepływy spadają poniżej przyjętego poziomu granicznego, który w tym przypadku określony jest przez średni niski przepływ z wielolecia (SNQ)".

IMGW wskazuje, że na 105 stacjach wodowskazowych w Polsce notowany jest przepływ poniżej przepływu średniego niskiego (SNQ), a na 3 stacjach przepływ spadł nawet poniżej NNQ.

Aktualnie największe obniżenie się przepływu wody w rzekach poniżej SNQ obserwuje się w województwach: śląskim, dolnośląskim, wielkopolskim, mazowieckim, łódzkim i lubuskim.

"Prognoza meteorologiczna na najbliższy tydzień przewiduje jedynie przelotne opady deszczu, co niestety nie jest dobrą informacją, jeśli chodzi o sytuację hydrologiczną. Stany wód w rzekach będą utrzymywały się na obecnym, niskim, poziomie lub wykazywały tendencję do dalszych spadków"

- informuje IMGW.

"okresowe wahania w strefach pojawiania się opadów nie wpłyną niestety na długofalową poprawę sytuacji hydrologicznej w Polsce. Niedobór wody wpływa znacząco na sytuację w rolnictwie, przez co w wielu miejscach mamy do czynienia z suszą rolnicza. Obecna sytuacja skutkuje również lokalnym obniżeniem poziomu płytkich wód podziemnych, co może wpływać na indywidualne i komunalne ujęcia wody" - dodaje.

Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Źródło: niezalezna.pl, PAP

Tagi

Wczytuję komentarze...

Dostała pokojowego Nobla, odpowiada za ludobójstwo. Przywódczyni Birmy nie taka święta

Hilary Clinton i Aung San Syu Kyi / East Asia and Pacific Media Hub U.S. Department of State [Public domain]

  

Świat "odwrócił wzrok" od Birmy po wyborach w 2015 roku, uznając, że demokracja rozwiąże problemy tego kraju - pisze w analizie na portalu CNN James Griffiths. Dodaje, że Zachód przesadnie uznał birmańską przywódczynię Aung San Suu Kyi "za świętą".

W tym tygodniu Suu Kyi, nazywana w swoim kraju "The Lady", broniła Birmy przed Trybunałem Sprawiedliwości (MTS) w Hadze w sprawie oskarżeń o ludobójstwo wobec mniejszości muzułmańskiej Rohingja. Zwróciła się do MTS o oddalenie pozwu i wskazywała, że zarzuty wobec rządu w Naypyidaw mogą "zagrozić pojednaniu".

Niewiele osób upadło tak dramatycznie w ocenie międzynarodowej społeczności po wcześniejszym postawieniu na piedestał - uważa Griffiths, wskazując na Suu Kyi. Mało kto - ocenia też - jest "tak doskonały jak wskazywałby publiczny wizerunek", a już szczególnie "jak jest się przedstawianą jako święta".

Gdy z powodu międzynarodowych sankcji wojskowy reżim w Birmie "stopniowo liberalizował się", Suu Kyi uznawano w brytyjskim parlamencie za "sumienie kraju i bohaterkę ludzkości". Tymczasem birmańskie wybory w 2015 roku, w których zwyciężyła ta laureatka Pokojowej Nagrody Nobla, "nie stanowiły tak dużego zerwania z przeszłością jak się to początkowo wydawało" - uważa publicysta CNN.

Jego zdaniem istnieje różnica między byciem w opozycji a "faktyczną koniecznością rządzenia". Griffiths wskazuje, że Suu Kyi "musi utrzymywać poparcie dla swojej partii w obliczu trudnych wyzwań". Wśród nich wymienia walki na tle etnicznym, rosnące nastroje antymuzłumańskie i konieczność utrzymania poparcia Zachodu.

To, że Suu Kyi "w pewnym momencie się potknie, wydawało się nieuniknione" - uważa autor artykułu. Wielu jej zwolenników na Zachodzie uznało jednak "problem Birmy za zakończony" i nie naciskało po 2015 roku na lokalnych generałów, by ci kontynuowali przekazywanie władzy.

"Kiedy pojawiły się sprzeczne wieści - tutaj zamieszki społeczne, tam starcie między armią a powstańcami - łatwo odsuwało się je na bok od głównego wątku. Historia była zbyt dobra (...)" - Griffiths cytuje fragment książki "Nieznana historia Birmy" popularnego historyka Thant Myint U. Pozycja ta znajduje się na liście najlepszych książek roku 2019 "New York Times'a".

Zarazem publicysta CNN przyznaje, że wiele problemów Birmy odziedziczono po czasach rządów Brytyjczyków, a władcy kolonialni rozgrywali przeciwko sobie poszczególne grupy etniczne. Na problem ten już przeszło 30 lat temu wskazywała również Suu Kyi.

Griffiths zauważa, że "The Lady" cieszyła się szerokim międzynarodowym poparciem. Przyznano jej Nobla, rząd Norwegii wspierał finansowo birmański rząd na uchodźstwie, a neokonserwatyści w USA wskazywali na nią jako na przykład krzewicielki liberalnej demokracji.

Nie było próby analizy korzeni autorytaryzmu czy złożonych międzyetnicznych birmańskich relacji. Nie podjęto też wysiłku, by zrozumieć traumatyczną przeszłość kraju czy zastanowić się nad spuścizną kolonializmu

 - uważa cytowany w analizie CNN Thant Myint U.

Jeśli już odnotowywano przemoc między grupami etnicznymi - pisze Griffiths - to uznawano, że problem ten rozwiąże demokracja.

"Liczne wady (Suu Kyi), które kiedyś były ignorowane, teraz ujawniły się. Wśród nich, jak wskazują krytycy, skłonności do megalomanii i autorytaryzmu oraz antymuzułmańskie uprzedzenia (...)" - czytamy w analizie.

W jego ocenie międzynarodowa reputacja Suu Kyi "mogłaby przetrwać", gdyby ta "nawet cicho skrytykowała wojsko, które rozpoczęło kampanię czystek etnicznych w 2016 roku". Zamiast tego jednak przywódczyni wsparła armię i "koncentrowała się na utrzymywaniu wsparcia krajowego elektoratu, wśród którego kampania przeciwko Rohingjom cieszy się popularnością".

Być może się zmieniła. Lub może nigdy nie była osobą, za którą ją przedstawiano, a dużo bardziej wadliwą postacią

 - spekuluje Griffiths.

Lekcją z "upadku Suu Kyi" - kontynuuje - jest to, że laureaci Nobla "nie są perfekcyjni i że demokratyczna transformacja nie dzieje się z dnia na dzień". Tymczasem międzynarodowa społeczność "odwróciła wzrok od Birmy, uznając, że Suu Kyi poradzi sobie z licznymi problemami kraju, pozostając jednocześnie wzorem demokracji".

Brutalna kampania przeciwko Rohingjom zasługuje na całość potępiania, ale wina wykracza znacznie poza granice Birmy

 - konkluduje Griffiths.

Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Źródło: niezalezna.pl, PAP

Tagi

Wczytuję komentarze...

Nasza strona używa cookies czyli po polsku ciasteczek. Korzystając ze strony wyraża Pan/i zgodę na używanie ciasteczek (cookies), zgodnie z aktualnymi ustawieniami Pana/i przeglądarki. Jeśli chce Pan/i, może Pan/i zmienić ustawienia w swojej przeglądarce tak aby nie pobierała ona ciasteczek.


Strefa Wolnego Słowa: niezalezna.pl | gazetapolska.pl | panstwo.net | vod.gazetapolska.pl | naszeblogi.pl | gpcodziennie.pl