"Rosja bywa jurodiwym Europy": jak zrozumieć ten kraj?

Zdjęcie ilustracyjne / fot. Pixabay

  

Rosyjscy jurodiwi łączyli w sobie przeciwieństwa: elementy świętości i szaleństwa, chrześcijaństwa i szamanizmu. "Ich istnienie pokazuje odrębność kultury i duchowości Rosji na tle Europy" - dowodzi Ewa Thompson w książce "Zrozumieć Rosję".

Kim byli jurodiwi?

Ważnym elementem przedrewolucyjnego społeczeństwa rosyjskiego. Łączyli w sobie przeciwieństwa - takie jak ekscentryczne zachowania i pokorę, ascezę i korzystanie z życia, przekraczali normy moralne i społeczne. W ich zachowaniu trudno było się dopatrzeć miłości bliźniego, ale lud traktował ich jak świętych, zgodnie z przeświadczeniem, że do Boga prowadzą i świętość i grzeszność - dwie strony tego samego medalu. Jurodiwi to kategoria trudna do opisania, bo każdy był inny. Zaczęli pojawiać się w Rosji w wieku XVI i jako zjawisko społeczne funkcjonowali do Rewolucji Październikowej. Ludzie kształceni w duchu oświeceniowym uznawali jurodiwych za obłąkanych, ale szerokie społeczeństwo w Rosji otaczało ich szacunkiem i czcią, bo wierzono, że utrzymują oni kontakt ze światem nadprzyrodzonym. Często zadziwiali zdolnościami paranormalnymi, trudnymi do wyjaśnienia umiejętnościami, jak najsławniejszy chyba jurodiwyj - Rasputin, który potrafił zatrzymać krwotok chorego na hemofilię carewicza Aleksego, jedynego syna ostatniego cara Rosji. Bardzo go hołubiono za to na dworze carskim, podobno miał nawet prawo wstępu do pokojów carskich córek, co było dowodem niesłychanego zaufania. A przecież Rasputin znany był z tego, że nie wzdragał się przed uczestniczeniem w orgiach...

Takie zarzuty stawiano wielu jurodiwym.

Tak bywało. Wszyscy jurodiwi mieli tendencję do przekraczania granic, do skrajności. Wielka pobożność, wielka pokora, a z drugiej strony - mściwość, pycha, zabijanie ludzi. Figura jurodiwego w kulturze rosyjskiej mogła łączyć takie skrajności, a co ważniejsze, społeczeństwo to akceptowało i uważało, że tak właśnie ma być.

Rosja duchowo aspirowała do rangi Trzeciego Rzymu, spadkobiercy tradycji bizantyjskiego chrześcijaństwa. Czy jurodiwi wywodzili się od greckich saloitów?

Taka teoria pojawiała się ale dopiero w wieku XIX. Na pewno są podobieństwa - żyjący w czasach bizantyjskich saloici oddawali się różnym praktykom pokutnym, które w naszych oczach mogą uchodzić za dziwne albo przesadne. Można powiedzieć, że świadomie i celowo pozorowali wobec otaczającego świata głupotę, zachwianie umysłu, narażając się na kpiny i szykany. Przykładem może być Szymon Słupnik, który wybrał życie na niewielkiej platformie kilka metrów nad ziemią. Ale ja widzę zasadniczą różnicę pomiędzy saloitami a jurodiwymi. W działaniach saloitów zawsze obecny jest element działania dla dobra innych, nawet Szymon Słupnik wyjmował ciernie z łap zwierząt, które wdrapywały się na jego słup. A jurodiwi słynęli cudami, ale czasem mocno przerażającymi, potrafili szkodzić innym, bywali mściwi. Wasilij Błażennyj, słynny jurodiwy z Moskwy z XVI wieku, odebrał wzrok dziewczętom, które się z niego wyśmiewały, a złodzieja futrzanej kapoty po prostu uśmiercił. Charakterystyczne, że jurodiwym, w przeciwieństwie do świętych, zależało na poklasku, potrzebowali publiczności jak aktorzy.

Wielu z nich zaliczono jednak w poczet świętych prawosławnych...

Nie bez oporów ze strony części cerkiewnych duchownych i pewnych zabiegów, mających na celu dostosowanie ich życiorysów do potrzeb chrześcijańskiej hagiografii. W popularnych żywotach świętych prawosławnych Wasilij Błażennyj promieniuje wprost dobrocią i czyni cuda. Niestety, nie jest to oparte na wiarygodnych źródłach, to są rzeczy wyssane z palca. Jeżeli chodzi o Wasilija Błażennowo, żadnych dokumentów kanonizacyjnych nie ma, a w dokumentach, do których dotarłam, mowa jest tylko o oślepieniu dziewcząt. zabójstwie i ocaleniu Moskwy przed atakiem Tatarów. Cała reszta przypisywanych mu cudów to świadectwo dorabiania niektórym jurodiwym życiorysów, próba adaptacji przez prawosławne chrześcijaństwo zjawiska o dużo starszych korzeniach, istniejącego w społeczeństwie rosyjskim niezależnie od Cerkwi. Od początku byli tacy wysoko postawieni duchowni, jak Makaryj w XVI wieku, którzy odnosili się do jurodiwych z podejrzliwością, która wydaje się dość uzasadniona. Woleliby, żeby jurodiwych nie było, czuli, że to zjawisko nie do końca pasuje do chrześcijaństwa. To lud chciał otaczać jurodiwych kultem.

Rosjanie uważali się od zawsze za spadkobierców Rzymu, strażników chrześcijańskiej ortodoksji. Tymczasem pani pokazuje, że jurodiwi maja o wiele więcej wspólnego z pogańskimi szamanami niż z bizantyjskimi saloitami.

Zapominamy, że państwo moskiewskie zbudowane zostało na bardzo silnym gruncie etnicznym ludów turańskich i ugrofińskich, które wyznawały szamanizm, podobnie jak Mongołowie, którzy Rosją przez kilka wieków władali. Jak i inni kolonialiści, Rosjanie, zdominowawszy te plemiona, chcieli zapomnieć o ich wpływie na dalsze losy moskiewskiego terytorium. Ale elementy kultury bywają bardzo żywotne i trwałe. I tak postać szamana - przewodnika pomiędzy światami, człowieka, który potrafi manipulować światem nadprzyrodzonym, przeniknęła do kultury rosyjskiej, jako jurodiwi. Powiązanie ich z szamanami pozwala wyjaśnić niektóre tajemnicze zachowania jurodiwych jak na przykład skłonność do obwieszania się metalami. Jednym z elementów ich stroju bywały czapki z żelaza, pierścienie z miedzi, rozmaite blaszki - to pozostałości szamańskiej magii tellurycznej. Szamańskim elementem może być także upodobanie jurodiwych do bicia w dzwony, które w Rosji o wiele bardziej przypominały szamańskie bębny niż to, co my rozumiemy pod tym pojęciem. Chrześcijanin kontaktuje się ze światem nadprzyrodzonym przez modlitwę, prosząc, szaman, wypowiadając zaklęcia, usiłuje manipulować światem nadprzyrodzonym. W tym sensie jurodiwym bliżej jednak do szamanów.

Jak bardzo rozpowszechnione było zjawisko jurodiwych?

Jeden z badaczy, Iwan Pryżow, estymował, że w połowie wieku XIX wieku, w samej Moskwie było około 40 tys. włóczęgów. Około tysiąc z nich można uważać za jurodiwych. Czyli w przedrewolucyjnej Rosji jurodiwych były tysiące i trzeba ich uznać za element struktury społecznej, ważny i powszechnie akceptowany. Na pewno była to grupa bardzo zróżnicowana, w której mieścili się chorzy psychicznie, pospolici szarlatani, wyrzutki społeczeństwa, ale też osoby o duchowej mocy. Szacuję, że nie więcej niż 5 proc. z nich mogło zachowywać się jak chrześcijańscy święci.

Mówienie o powiązaniach jurodiwych z szamanizmem nie są przez Rosjan przyjmowane z entuzjazmem. Dlaczego?

Mają opory wobec uznania, że niektóre elementy kultury rosyjskiej mają pogańskie korzenie, zostało to wymazane z ich pamięci historycznej niemal doszczętnie. Oddala ich to też od kultury europejskiej.

Jak obecność jurodiwych wpłynęła na kształtowanie się odrębności duchowej Rosjan? Albo inaczej: czego świadectwem jest funkcjonowanie przez wieki w rosyjskim społeczeństwie takiej grupy, jak jurodiwi?

Myślę, że to im właśnie, przynajmniej częściowo, Rosjanie zawdzięczają zamiłowanie do skrajności, miotanie się pomiędzy uwielbieniem a nienawiścią, łatwe przechodzenie pomiędzy przeciwieństwami. Fakt, że bardzo religijne społeczeństwo, jakim byli Rosjanie po rewolucji tak gwałtownie się zlaicyzowało, jest tego przykładem. W zjawisku jurodiwych, jak w soczewce, skupiają się różnice pomiędzy Rosją a Europą. Nie wszystkie wartości zachodnie są w Rosji cenione. Kult jurodiwych to świadectwo, że rosyjska duchowość nigdy do końca nie przejęła fundamentu zachodniej logiki – arystotelesowskiego prawa niesprzeczności. Dla Rosjan obecność jurodiwych była świadectwem duchowej odrębności, wykraczania poza europejski racjonalizm. Często szło za tym poczucie wyższości i przekonanie, że wzorców zachodnich nie da się zaadoptować do rosyjskiej rzeczywistości. Jurodiwi reprezentowali w społeczeństwie rosyjskim tendencje do akceptowania irracjonalnych postaw, irracjonalności jako takiej. Może właśnie ich obecność sprawiła, że Rosja niekiedy zachowuje się nieprzewidywalnie, bywa jurodiwym Europy.

Ewa Thompson (ur. 1937) - profesor slawistyki na Uniwersytecie Rice (Houston), autorka książki "Trubadurzy imperium. Literatura rosyjska i kolonializm" (2000). Jej książki i artykuły są tłumaczone na język polski, ukraiński, białoruski, rosyjski, włoski, chorwacki, czeski, węgierski i chiński. Praca "Zrozumieć Rosję. Święte szaleństwo w kulturze rosyjskiej" ukazała się nakładem wydawnictwa Teologia Polityczna. 
Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Źródło: PAP, niezalezna.pl

Tagi

Wczytuję komentarze...

Hołownia bez szans? Politycy mówią jednym głosem: Kluczowy może być brak zaplecza

Szymon Hołownia / Marcin Pegaz/Gazeta Polska

  

Szymon Hołownia ogłosił w Gdańsku, że zamierza ubiegać się o urząd prezydenta w wyborach w 2020 roku. Scena polityczna jego deklarację przyjęła jednak z dużym sceptycyzmem. Przedstawiciele niemal wszystkich opcji politycznych przyznają, że nie dają Hołowni dużych szans na osiągnięcie swoich celów. Wskazują m.in. na brak politycznego zaplecza.

Zgorzelski: "Nie wróżę powodzenia"

Piotr Zgorzelski z PSL komentując deklarację Szymona Hołowni ocenił, że etykieta celebryty nie pomoże mu w dotarciu do szerokich mas wyborców.

- Za bardzo kandydaturze tej nie wróżę powodzenia

- powiedział.

[polecam:https://niezalezna.pl/301059-holownia-kandydatem-na-prezydenta-oglosil-chce-przyjaznego-rozdzialu-kosciola-od-panstwa]

Poseł podkreślił, że bez poparcia elektoratu pozamiejskiego trudno jest wygrać wybory.

- A nie widzę z tych wstępnych deklaracji pana Hołowni jakiegoś pomysłu na komunikowanie się z tzw. prowincją. Będzie pewnie trudno mu przekroczyć rogatki dużych miast, gdzie z pewnością będzie zbierał poparcie

- zaznaczył.

Zgorzelski dodał, że starty celebrytów w wyborach w początkowej fazie wzbudzają zainteresowanie i dają pewne poparcie.

- Jednak podczas kampanii, kiedy potrzebne jest zaangażowanie setek, a nawet tysięcy ludzi, to tacy kandydaci mają w naturalny sposób kłopot

- zaznaczył polityk.

Jego zdaniem struktury partii są pomocne w wyborach. Zauważył przy tym, że kandydaci pozapartyjni, obywatelscy nie odnosili sukcesów w minionych wyborach.

Siemoniak: "Hołownia zderzy się z realiami kampanii wyborczej"

Wiceszef Platformy Obywatelskiej Tomasz Siemoniak zaznaczył, że scena polityczna jest obecnie mocno zabudowana partiami, w ostatnich wyborach parlamentarnych była wysoka frekwencja, a inicjatywy w rodzaju Bezpartyjnych Samorządowców nawet nie były w stanie zebrać podpisów.

- Jestem jak najdalszy od jakiegoś minimalizowania czy lekceważenia kandydata, ale to nie jest tak, że automatycznie jest zapotrzebowanie na coś nowego

- podkreślił Siemoniak. Przyznał, że Szymon Hołownia jest sympatyczną postacią, pokazującą "katolicyzm od ciekawej, trochę innej strony" i na pewno może niektórym ludziom odpowiadać.

[polecam:https://niezalezna.pl/301029-holownia-jak-prezydent-slowacji-posel-pis-znalazl-inne-porownanie-do-znanego-polskiego-polityka]

- Wydaje mi się jednak, że bardzo szybko zderzy się z realiami kampanii wyborczej i Polski powiatowej

- podkreślił polityk PO.

- Do prowadzenia kampanii wyborczej w tzw. Polsce powiatowej potrzebne są bowiem struktury

- dodał.

- Kampania wyborcza to nie tylko wielkie ogólnokrajowe pomysły, ale trzeba mieć w każdej miejscowości kogoś, kto rozda ulotki, namówi, powiesi na płocie baner itd.

- zaznaczył Siemoniak.

Fogiel: "Padło kilka banalnych stwierdzeń"

Radosław Fogiel z Prawa i Sprawiedliwości odnosząc się do deklaracji Hołowni powiedział, że nie jest ona dla niego niespodzianką. Zwrócił uwagę, że w ostatnich tygodniach dziennikarz "dawał dobitnie do zrozumienia", że zamierza ogłosić swój start w wyborach prezydenckich.

Zdaniem polityka PiS, przemówienie Hołowni "nie było wystąpieniem prezydenckim".

- Tak naprawdę nie wyszedł z formatu prezentera telewizyjnego. Padło kilka banalnych stwierdzeń, żeby każdy usłyszał coś miłego, co chciałby usłyszeć

- ocenił Fogiel.

[polecam:https://niezalezna.pl/300831-w-co-gra-szymon-holownia]

Podkreślił też, że nie postrzega Hołowni w kategorii zagrożenia dla prezydenta Andrzeja Dudy.

- Jednak naturalnie nie lekceważymy żadnego z kandydatów. Wszystkich będziemy poważnie traktować

- zapewnił polityk.

Według Fogla najważniejsza będzie debata merytoryczna w trakcie kampanii wyborczej. Jak dodał, pierwszym poważnym sprawdzianem dla Hołowni będzie zgromadzeni wymaganej liczby podpisów poparcia przy zgłaszaniu kandydatury.

- To jest pewna weryfikacja. A kandydatowi, który poza poparciem mediów nie ma realnego zaplecza, może być trudno

- wskazał.

Gawkowski: "Nie daję tej kandydaturze dużych szans"

Sceptycznie do kandydatury Hołowni podchodzi również lewa strona sceny politycznej.

- Kandydatem na prezydenta w Polsce może ogłosić się każdy, nawet celebryta

– komentuje szef klubu parlamentarnego Lewicy Krzysztof Gawkowski.

- Podczas wyścigu prezydenckiego i kampanii wyborczej trzeba przejść szybką przemianę z celebryty na polityka i opowiedzieć swoją historię, i historię swoich poglądów

– dodał.

Stwierdził, że polityk, w przeciwieństwie do celebryty, musi być wyrazisty, by wygrywał.

- Pan Hołownia dzisiaj ogłasza swoje poglądy, ale to nie znaczy, że udziela odpowiedzi na najtrudniejsze pytania. Nie daję tej kandydaturze dużych szans

– dodał.

Gawkowski nie obawia się też, że Szymon Hołownia odbierze głosy kandydatowi Lewicy.

Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Źródło: niezalezna.pl, PAP

Tagi

Wczytuję komentarze...

Nasza strona używa cookies czyli po polsku ciasteczek. Korzystając ze strony wyraża Pan/i zgodę na używanie ciasteczek (cookies), zgodnie z aktualnymi ustawieniami Pana/i przeglądarki. Jeśli chce Pan/i, może Pan/i zmienić ustawienia w swojej przeglądarce tak aby nie pobierała ona ciasteczek.


Strefa Wolnego Słowa: niezalezna.pl | gazetapolska.pl | panstwo.net | vod.gazetapolska.pl | naszeblogi.pl | gpcodziennie.pl