Wczoraj rzecznik PSL Jakub Stefaniak dość mętnie i niejednoznacznie wypowiadał się w tej sprawie na antenie "Trójki" Polskiego Radia. Stefaniak przyznał, że w jego partii nie będzie dyscypliny w przypadku głosowania ewentualnej ustawy o związkach partnerskich, a on sam zagłosowałby za takim rozwiązaniem.

Michał Rachoń wskazał, że być może "Ludowcom chodzi o zyskanie nowego elektoratu, np. lewicowego".

Kolejną zmianę frontu Ludowców komentował publicysta "Gazety Polskiej" Jacek Liziniewicz. 

Według dziennikarza, "PSL Kosiniaka jest inne i PSL Kamysza też jest inne" - "I to jest cały paradoks tej sytuacji" - mówił publicysta "GP"

"Ta wypowiedź [rzecznika PSL - red.] świadczy o tym, że politycy PSL-u jutrzejszą "Gazetę Polską" będą kupować nie dla naklejki, tylko być może dla mojego artykułu o motylach"

- żartował Liziniewicz.

Może tam naprawdę toczy się dyskusja i toczy się spór? - dopytywał Rachoń.

Wydaje się, że PSL już w tej chwili nie ma żadnego charakteru. On po prostu chce przykleić się do silniejszej partii i pewnym elementem tego jest "łyknięcie" tych spraw światopoglądowych

- mówił dziennikarz "Gazety Polskiej".

Zdaniem Liziniewicza PSL liczy, że po wyborach "przyklei się do Platformy Obywatelskiej".

"Finalnie zawsze tak było. Demokracja tutaj tak wyglądała, że PSL mówił co chciał, a robił co mu kazał Tusk, a później Ewa Kopacz"

- powiedział.