Pierwszy Marsz Równości przeszedł w sobotę po południu ulicami miasta pod hasłem "Białystok domem dla wszystkich". Przejście uczestników marszu kilkakrotnie próbowali zablokować kontrmanifestanci, policja musiała użyć gazu. W stronę uczestników rzucano kamieniami, petardami, jajkami i butelkami, wykrzykiwano też obraźliwe słowa.

B. premier Donald Tusk odnosząc się do tych zajść napisał w niedzielę na Twitterze, że wszyscy Polacy, niezależnie od poglądów muszą powiedzieć: "dość przemocy!". "Kibole, antysemici, homofobia - nic nowego. Tragedią jest władza, która jest ich patronem. Wszyscy przyzwoici Polacy, niezależnie od poglądów, muszą powiedzieć: dość przemocy!" - czytamy.

Szymański pytany dziś o komentarz do tego wpisu powiedział, że Tusk "przyzwyczaił do tego typu insynuacyjnych wystąpień w mediach społecznościowych".

"Trzeba odnotować, że jest to całkowicie niezgodne z rolą, którą pięć lat temu na siebie przyjął. To jest absolutnie bezprecedensowe. Nie słyszałem, żeby tego typu zaczepki były stosowane wobec jakiekolwiek innego rządu, niż rządu polskiego"

- powiedział wiceszef MSZ.

"Ja rozumiem frustrację związaną z tym, że w Polsce od długiego czasu nie rządzą partyjni koledzy przewodniczącego Tuska, ale jeżeli ktoś się decyduje na rolę międzynarodową, to powinien się powstrzymać od takich komentarzy" - dodał.

Szymański pytany, na ile opinię Tuska podzielają partnerzy europejscy, odpowiedział, że Tusk przyzwyczaił nie tylko polski rząd, do tego, że "mimo pełnienia funkcji międzynarodowych jest skory do całkowicie niestandardowych zachowań wobec rządu jednego z państw członkowskich".

"Mam nadzieję, że wszyscy, którzy w tym procesie uczestniczą, obserwują ten proces, zauważyli, że czasami niestety nerwy puszczają i przewodniczący wychodzi ze swojej roli, by wdawać się w tego typu zaczepki nieuzasadnione, niesprawiedliwe, które mogą budzić faktycznie później niesprawiedliwe sądy innych osób" - stwierdził.

"Byłoby znacznie lepiej, gdyby wysoko postawieni polscy politycy w takich sytuacji byli się w stanie wznieść ponad tego typu plemienne emocje"

- dodał Szymański.

W niedzielę rano wiceszef MSWiA Jarosław Zieliński poinformował, że w związku z wydarzeniami w Białymstoku zatrzymano 25 osób i przedstawiono zarzuty. Jak doprecyzował rzecznik podlaskiej policji nadkom. Tomasz Krupa, zatrzymano 21 sprawców wykroczeń, z czego 19 ukarano mandatami, a przeciw dwóm osobom skierowano wnioski o ukaranie do sądu. Dodał, że kolejnych czterech zatrzymanych to sprawcy przestępstw.


Na dzień marszu zgłoszono w białostockim magistracie ponad 70 zgromadzeń, ostatecznie odbyło się kilka. Marsz ruszył z placu NZS, gdzie kilkanaście godzin przed marszem rozpoczęło się czuwanie przy sąsiadującym z placem pomnikiem Bohaterów Ziemi Białostockiej, do tego zgromadzenia dołączyli też licznie kibice, którzy chwilę przed marszem mieli swoją manifestację przy tym placu. Jeszcze przed marszem dochodziło do słownych utarczek między uczestnikami a kontrmanifestantami.

Kontrmanifestanci szli po obu stronach marszu przez cały czas, odgradzał ich kordon policji. Kilka razy próbowano zablokować marsz, kontrmanifestanci stawali na przejściach dla pieszych i na skrzyżowaniach. Do najpoważniejszego - w ocenie policji - doszło przy białostockiej katedrze, tam próbowano blokować marsz siadając na całej szerokości ulicy i placu z hasłem "Normalna rodzina=chłopak+dziewczyna", a w stronę policjantów rzucano kamieniami i butelkami, funkcjonariusze musieli użyć środków przymusu.

W niedzielę po południu funkcjonariusze podlaskiej policji zaczęli publikować wizerunki osób, które są podejrzane, m.in. o udział w pobiciu 14-latka oraz blokowanie ulic.