"Jest ich dwóch, jest Diego i jest Maradona". Premiera filmu o piłkarskiej legendzie

Diego Maradona / By Dani Yako - Clarín newspaper, Public Domain, https://commons.wikimedia.org/w/index.php?curid=42749571

  

Jest ich dwóch, jest Diego i jest Maradona – takie zdanie pada w dokumencie "Diego", który od piątku można oglądać w kinach. Asif Kapadia, twórca "Amy" i "Senny", pokazuje w nim dwie twarze piłkarza. Maradona jest jak dr Jekyll i pan Hyde. Genialny piłkarz, nieobliczalny poza boiskiem.

Argentyński piłkarz Carlos Tevez powiedział o nim, że "dla Argentyńczyków będzie zawsze bogiem". Michel Platini stwierdził, że to, co z piłką potrafił zrobić Zinedine Zidane, Maradona mógłby zrobić z pomarańczą. Z kolei Lionel Messi stwierdził: "choć miałbym grać setki lat, i tak nigdy bym się nie zbliżył do poziomu Diego".

Sam Diego Maradona, cytowany w nowym filmie dokumentalnym Asifa Kapadii stwierdza: "kiedy grasz, życie się nie liczy, nic się nie liczy".

Dokument "Diego" wypełniają w większości do tej pory niepublikowane materiały archiwalne. Reżyser skupił się na okresie, kiedy argentyński piłkarz grał w barwach drużyny z Neapolu.

Krytyk filmowy Rafał Pawłowski powiedział o filmie: "Diego nie rości sobie praw do bycia kompletną filmową biografią, a jedynie jej wycinkiem. Kapadia pozwala nam zajrzeć za kulisy świata sportu we Włoszech, jak chyba nigdzie indziej, splecionego z mafijnymi interesami".

"Z bogatej biografii jednego z najsłynniejszych piłkarzy wszech czasów reżyser wybrał okres jego największej świetności - kariery we włoskim Napoli, które z drużyny broniącej się przed spadkiem zamienił w dwukrotnego mistrza Włoch i zdobywcę Pucharu UEFA. To opowieść o wejściu na szczyt i upadku, co sprawia, że ubóstwiany dotąd Diego staje się najbardziej znienawidzonym piłkarzem na Półwyspie Apenińskim - o trudach mierzenia się z popularnością w świecie pełnym pokus"

– dodał Pawłowski.

Diego Maradona trafił do SSC Napoli w 1984 r. z Barcelony. Zespół nie należał do czołówki, Kapadia pokazuje wręcz, że drużyna z Neapolu była pośmiewiskiem ligi, miasto było biedne, stadion stary i zniszczony. Diego odmienił oblicze drużyny i miasta. Podczas prezentacji na stadionie witało go kilkadziesiąt tysięcy fanów. Po sukcesach klubu w Neapolu zaczynano nazywać go bogiem - miał nawet swoje kapliczki. Na murze miejscowego cmentarza ktoś namalował duży napis: "żałujcie, że tego nie widzieliście".

W filmie Kapadii oglądamy materiały z konferencji prasowych, fragmenty meczów, ale przede wszystkim zdjęcia z prywatnych sytuacji, rodzinnych spotkań, wreszcie imprez z udziałem liderów camorry, neapolitańskiej mafii.

Kapadia pokazuje największe sukcesy Napoli (mistrzostwo Włoch, Superpuchar Włoch i Puchar UEFA – wszystkie po raz pierwszy w historii klubu) oraz sukcesy Maradony z reprezentacją. W 1986 r. Diego zdobył z Argentyną mistrzostwo świata w Meksyku. Podczas tych mistrzostw w ćwierćfinałowym meczu przeciwko Anglii Maradona najpierw strzelił bramkę ręką, a potem drugą, jedną z najpiękniejszych w karierze, po długim dryblingu i minięciu kilku angielskich piłkarzy. Cztery lata później, we Włoszech Argentyna przegrała w finale z RFN. Rok później w organizmie Maradony wykryto niedozwolone środki dopingowe i jego kariera sportowa zaczęła się kruszyć.

Maradona królował na boisku, ale poza nim miał kłopoty. Film opowiada też o uzależnieniu od narkotyków, problemach rodzinnych. Można usłyszeć słowa trenera przygotowania motorycznego Argentyńczyka, Fernando Singoriniego, który mówi, że był Diego i był Maradona. Za Diego poszedłby na koniec świata, za Maradoną ani kroku.

Z czasem Diego był coraz mniej szanowany we Włoszech. Apogeum upadku był mecz Argentyna-Włochy w półfinale mundialu w 1990 r. Spotkanie w Neapolu wygrała Argentyna, a sam Maradona strzelił gola z rzutu karnego. W 1992 r. przeszedł do drużyny Sevilla FC, potem zaczął grać w klubach argentyńskich. Nigdy jednak już nie powrócił do poziomu piłkarskiego, który reprezentował w Neapolu.

Pawłowski zauważa, że "Asif Kapadia włożył tytaniczną pracę w przygotowanie dokumentu. Podobnie, jak przy Sennie i Amy, także w przypadku Diego oznacza to dziesiątki starannie wyselekcjonowanych archiwaliów, z których reżyser buduje ekranową opowieść".

Sam Kapadia powiedział w wywiadzie dla "Esquire", że historia Diego zaczyna się jak historia bohatera jego wcześniejszego filmu, kierowcy Formuły 1 Ayrtona Senny, a kończy niemal jak opowieść z nagrodzonego Oscarem dokumentu "Amy" o wokalistce Amy Winehouse. "Diego najpierw został bohaterem w swoim kraju, jak Senna, potem popadł w uzależnienie i stał się pożywką dla magazynów brukowych, jak Amy. Biografia Diego jest miksem życiorysów bohaterów moich poprzednich filmów" – ocenił.

Różnica jest taka, że biografie "Amy" i "Senny" skończyły się tragicznie. "Diego pozostał jaki był, jest w nim część odpowiedzialna za dobro i część za zło. Obie ze sobą rywalizują" – powiedział reżyser.

Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Źródło: PAP, niezalezna.pl

Tagi

Wczytuję komentarze...

Kuriozalny proces Nitras kontra Cenckiewicz. Poseł PO się nie przygotował

/ Lukasz Szelemej/Gazeta Polska

  

Dziś w Sądzie Okręgowym w Szczecinie odbył się proces w trybie odwoławczym, który Sławomirowi Cenckiewiczowi wytoczył poseł Platformy Obywatelskiej Sławomir Nitras. Kulisy całej sprawy są dość absurdalne, bo chodzi o... podanie dalej memów na Twitterze. Cenckiewicz informuje, że Nitras - znany z "obrony sądów" - nie wziął na rozprawę nawet dowodu osobistego.

Cenckiewicz został zobowiązany do usunięcia z Twittera treści, które nie spodobały się Nitrasowi, choć o wyroku i samej rozprawie dowiedział się z Twittera.

Sprawa ma dalszy ciąg - tym razem w trybie odwoławczym.

[polecam:https://niezalezna.pl/284309-slawomir-cenckiewicz-prosi-o-wsparcie-chodzi-o-proces-z-nitrasem-za-podanie-dalej-memow]

Nitrasa oburzyło to, że Cenckiewicz podał dalej na Twitterze memy dotyczące jego osoby.

Dzisiejszą rozprawę na swoim internetowym portalu opisuje Radio Szczecin.

Zdaniem posła PO-KO sugerują one, że jest złodziejem. Polityk opozycji twierdzi, że do tej pory ludzie wyzywają go na ulicy. 

Takich przypadków są co najmniej dziesiątki, jeśli nie setki. Żeby nie być gołosłownym, ostatnio, gdy wychodziłem wraz z rodziną z pizzerii na ulicy Poniatowskiego, starsza pani nazwała mnie bandytą, złodziejem, który powinien siedzieć w więzieniu 

- mówił w sądzie Nitras.

Mecenas Zbigniew Bogucki - obrońca Sławomira Cenckiewicza - odpowiadając Nitrasowi powiedział, że "kto sieje wiatr, ten zbiera burzę"

Jest posłem, który budzi jedne z największych emocji, ale pewnie na tym mu zależy, a skoro mu na tym zależy, to wpisuje w ten sposób w swoją działalność niejako przyzwolenie na to. Skoro ja w ten sposób walczę i takim mieczem wojuje, to mogę od tego miecza również zginąć 

- mówił.

Cenckiewicz stwierdził zaś, że to, co spotyka na ulicach Nitrasa, nie ma związku z podanymi przez niego dalej wpisami na Twitterze.

Ciekawe sytuacje miały miejsce jeszcze przed rozprawą. Nitras - znany z "obrony sądów" nie wziął ze sobą dowodu osobistego. Nie podał też ręki prof. Cenckiewiczowi.

Wyrok w tej sprawie zapadnie 4 września.

Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Źródło: radioszczecin.pl, niezalezna.pl

Tagi

Wczytuję komentarze...

Nasza strona używa cookies czyli po polsku ciasteczek. Korzystając ze strony wyraża Pan/i zgodę na używanie ciasteczek (cookies), zgodnie z aktualnymi ustawieniami Pana/i przeglądarki. Jeśli chce Pan/i, może Pan/i zmienić ustawienia w swojej przeglądarce tak aby nie pobierała ona ciasteczek.


Strefa Wolnego Słowa: niezalezna.pl | gazetapolska.pl | panstwo.net | vod.gazetapolska.pl | naszeblogi.pl | gpcodziennie.pl