Nasze firmy zarobią na ONZ?

/ Ministerstwo Inwestycji i Rozwoju

  

Minister inwestycji i rozwoju Jerzy Kwieciński podpisał w Nowym Jorku porozumienie o przystąpieniu Polski do Rady Rządowej United Nations Global Compact. Wskazując na korzyści, podkreślił, że da to polskim firmom większe możliwości korzystania z funduszy ONZ.

„Chcemy, żeby polskie firmy korzystały z pieniędzy ONZ-owskich, a korzystając z nich, budowały również swoją międzynarodową pozycję” – powiedział szef resortu inwestycji i rozwoju.

Ze strony United Nations Global Compact (UNGC) umowę sygnowała dyrektor wykonawcza Lise Kingo.

„Z jednej strony wejście do elitarnego grona Rządowej Rady dla agendy United Nations Global Compact ma wymiar prestiżowy. Pokazuje, że pozycja międzynarodowa Polski staje się coraz silniejsza. Jesteśmy pierwszym krajem regionu, który wchodzi do tej Rady. (…) Z drugiej bardzo praktyczny - pomoże nam to nie tylko w budowaniu jeszcze silniejszej pozycji naszego kraju, ale przede wszystkim pomoże naszym firmom”

– wyjaśnił Kwieciński.

Łącznie z Polską w Radzie zasiada obecnie 15 państw, w tym Chiny, Niemcy i Wielka Brytania. United Nations Global Compact skupia blisko 10 tysięcy firm z całego świata.

Radę Rządową United Nations Global Compact minister uznał za bardzo prestiżową. Zwrócił uwagę, że Polska jest obecnie krajem członkowskim najważniejszej w strukturach ONZ Rady Bezpieczeństwa. Ale uczestnictwo w niej zdarza się Polsce mniej więcej raz na 20 lat i trwa przez dwa lata. W Radzie Rządowej UNGC zostaje się permanentnie.

„Jej celem jest włączenie m.in. firm do realizacji celów zrównoważonego rozwoju oraz zasad odpowiedzialnego biznesu. Ponieważ nie tylko nasza pozycja międzynarodowa wtedy rośnie, rośnie nasza gospodarka. Bardzo silnie zachęcamy nasze firmy, by sięgały po zagraniczne, w tym ONZ-owskie kontrakty”

– postulował minister.

Zauważył, że budżet Narodów Zjednoczonych na różną działalność, od humanitarnej po przeznaczoną na rozwój innowacji, sięga prawie 19 mld dol. i z roku na rok rośnie. Jest realizowany przez ok. 40 różnych agencji ONZ, ale dla firm kluczową jest United Nations Global Compact.

„Nie ma co ukrywać, jeśli nasze firmy chcą mieć zasięg globalny, chcą sprzedawać swe produkty i usługi na całym świecie, muszą być w to włączone. Nasze uczestnictwo w UNGC będzie pomagało polskim firmom, a przy tym będzie pomagało polskiej gospodarce”

– wskazał.

Kwieciński przyznał, że aspekt finansowy wiążący się z przynależnością do UNGC jest bardzo ważny, bo polskie firmy praktycznie w tej chwili nie korzystają budżetu tej instytucji. Ich udział - dodał - ogranicza się do poziomu jednej setnej procenta, czyli kilku milionów dolarów. A np. takie kraje jak Belgia, Dania mają kontrakty na kilkaset milionów.

„Istotny jest też drugi aspekt, że przetargi są realizowane przez firmy realizujące cele zrównoważonego rozwoju, co wzmacnia ich pozycję w świecie. Jeśli polskie firmy pragną być firmami globalnymi, a chcielibyśmy je widzieć jako championów międzynarodowych, to muszą w tym elitarnym gronie się znaleźć”

– przekonywał.

Minister nawiązywał też do rozmów, które przeprowadził w trakcie pobytu w Waszyngtonie i w Nowym Jorku. Traktował je jako niezbędne dla wzmocnienia współpracy gospodarczej ze Stanami Zjednoczonymi.

„Miałem wiele spotkań, przede wszystkim z sekretarzem handlu Wilburem Rossem, kluczową postacią w rządzie Donalda Trumpa, a także z kongresmenami oraz przedstawicielami najważniejszych biznesowych organizacji działających na poziomie krajowym, jak US Chamber of Commerce, czyli amerykańską izbą przemysłowo–handlową, która jest w ogóle największą organizacją biznesową na świecie, zrzeszającą trzy miliony firm”

– mówił Kwieciński.

Odwiedził Polsko-Amerykańską Radę Biznesu grupującą największe firmy inwestujące lub zamierzające inwestować w Polsce. Miał też dyskusję z przedstawicielami regionalnej izby przemysłowo-handlowej obejmującej Nowy Jork - Greater New York Chamber of Commerce.

Do szanowanych i wpływowych w sferach biznesowych osób, z którymi się spotkał, minister zaliczył generała Davida Petraeusa, który jest w tej chwili szefem KKR Global Institute, kluczową osobą w tym funduszu, dysponującym 200 mld dol. aktywów. Rozmawiał też z ekspertami np. w dziedzinie energii jak pani Amy Jaffe reprezentująca Council of Foreign Relations.

„Rozmawiamy z tymi ludźmi, bo z jednej strony chcemy budować pozytywną opinię o Polsce, o tym co się dzieje w naszym kraju. Z drugiej strony chcielibyśmy, aby bardzo dobre relacje, które mamy ze Stanami Zjednoczonymi na niwie politycznej i militarnej, przełożyły się także na efekty gospodarcze, na lepszą współpracę gospodarczą między naszymi krajami”

– podkreślił szef resortu inwestycji i rozwoju.

Wskazał, że w ostatnich latach wymiana handlowa z USA wzrosła z ok. 10 mld dol. rocznie do 15. Uznał to za imponujące osiągnięcie.

„Nasz eksport do USA w 2017 r. wzrósł o 28 proc. proc., w zeszłym roku o 19 proc. Choć wzrost był szybszy w porównaniu do całego naszego eksportu, wciąż nie jest jednak na poziomie, który by nas satysfakcjonował”

– ocenił Kwieciński.

Wyszczególnił, że jeśli wymiana handlowa ze Stanami Zjednoczonymi sięga 15 mld dol., to z Niemcami 120 mld euro, czyli mniej więcej osiem razy tyle.

„Niemcy są naszymi sąsiadami, a Stany Zjednoczone za Atlantykiem, ale w USA mamy 10 milionów Polaków. Istnieje potencjał do szerszej współpracy i chcemy do niej zachęcić amerykański biznes”

- powiedział.

Pytany, w jakim stopniu kontakty rządowe przyczyniają się do wzrostu wymiany gospodarczej, powiedział, że każdy rynek ma swą specyfikę. W przypadku naszych relacji z USA jest bardzo ważne, że obydwa rządy popierają tę współpracę.

„Nie jest tak, jak niektórym się wydaje, że polskie firmy przyjadą do Stanów Zjednoczonych i od razu zostaną przyjęte z otwartymi rękami i łatwo będą sprzedawać swoje produkty. Rynkowa oferta musi być atrakcyjna i konkurencyjna. Poza tym chcemy, żeby wejście polskich firm odbywało się przy okazji działań, które jako rząd bilateralnie podejmujemy. Naturalne jest pragnienie rządu, aby polskie firmy takie okazje wykorzystywały. Typowe przykłady stanowi współpraca w sektorach obronnym i energetycznym”

– wyliczył minister.

Mówił też o potrzebie pogłębiania współpracy w nowych sektorach. Jako szczególnie ważny wskazał informatyczny.

„Wiadomo, że Stany Zjednoczone są w tej dziedzinie najbardziej zaawansowane na świecie, ale my też mamy świetnych informatyków. Mamy też wiele start-upów, które w tym obszarze działają i chcemy stwarzać warunki dla ich wzrostu globalnego. Jeśli ktoś będzie w stanie oferować swe usługi na rynku amerykańskim, będzie mógł to robić na całym świecie”

– przekonywał Kwieciński.

Przytaczając sukcesy gospodarcze Polski w kraju i za granicą, przyznał, że brakuje nam globalnych marek i globalnych firm. Jako przykład takiej, która się przebiła, podał Inglot.

„Mieści się na 5th Avenue, czyli najbardziej prestiżowej ulicy w Nowym Jorku. Od wielu lat sprzedaje polskie produkty, kosmetyki. Chcielibyśmy, żeby coraz więcej takich firm i polskich produktów było na świecie rozpoznawalnych. Jest to również najlepsza ścieżka do promocji naszego kraju”

– ocenił minister Kwieciński.

Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Źródło: niezalezna.pl, PAP


Wczytuję komentarze...

Znamy szczegóły projektu dalszych zmian w sądach. Jednym z priorytetów - samorządy sędziowskie

zdjęcie ilustracyjne / fot. Maciej Luczniewski/Gazeta Polska

  

W czwartek późnym wieczorem na stronach Sejmu zamieszczony został obszerny projekt nowelizacji przepisów o ustroju sądów i Sądzie Najwyższym, a także o sądach administracyjnych, wojskowych i prokuraturze przygotowany przez posłów PiS. Jednym z głównych założeń reformy mają być zmiany w organizacji samorządu sędziowskiego.

"Przedmiotem obrad kolegium i samorządu sędziowskiego nie mogą być sprawy polityczne, w szczególności zakazane jest podejmowanie uchwał wyrażających wrogość wobec innych władz Rzeczypospolitej Polskiej i jej konstytucyjnych organów, a także krytykę podstawowych zasad ustroju Rzeczypospolitej Polskiej"

- głosi jeden z dodawanych w projekcie zapisów do ustawy o ustroju sądów.

Generalnie - jak wskazano w uzasadnieniu projektu - "zaproponowana organizacja samorządu sędziowskiego stanowi powrót do tradycyjnych rozwiązań".

"Idea stworzenia jednego przedstawicielskiego organu, zgromadzenia ogólnego sędziów apelacji, łączącego całe środowisko sędziowskie danej apelacji poprzez udział w nim przedstawiciel sędziów wszystkich szczebli: rejonowych, okręgowych i apelacyjnych jest rozwiązaniem stosunkowo nowym, wprowadzonym do systemu prawnego w 2011 r. i nie sprawdziła się w praktyce"

- oceniono.

"W szczególności obecnie obowiązujący wzorzec samorządu nie jest reprezentatywny, mimo pozorów jego reprezentatywności, uniemożliwia udział w samorządzie sporej grupie sędziów, która nie podziela poglądów i idei prezentowanych przez główny nurt, dominujący obecnie w środkach masowego przekazu, w których odmienne stanowiska i oceny są praktycznie nieobecne"

- zaznaczono w uzasadnieniu projektu.

Jak wskazano, aktualnie "sędziowie z różnych sądów decydują o sprawach dotyczących innego sądu, bez elementarnej znajomości stanu rzeczy".

"O możliwości realnego udziału w samorządzie decydują wyłącznie powiązania rodzinno-towarzyskie oraz aktywność sędziego na innych polach"

- dodano.

[polecam:https://niezalezna.pl/301746-koniec-z-sedziowska-wolna-amerykanka-nowy-projekt-pis-ma-dyscyplinowac-niektorych-sedziow]

Obecnie zgromadzenie ogólne sędziów apelacji składało się z sędziów sądu apelacyjnego oraz przedstawicieli sądów okręgowych i rejonowych z tej apelacji. Zgromadzenie sędziów sadu okręgowego składa się zaś z sędziów SO i przedstawicieli sędziów rejonowych. Według projektu miałyby powstać zgromadzenia ogólne sądów apelacyjnych, okręgowych i rejonowych składające się ze wszystkich sędziów danych sądów.

"Takie rozwiązanie gwarantuje prawo każdego sędziego do wyrażenia opinii w kwestiach związanych z funkcjonowaniem sądu, w którym pracuje" - zaznaczono.

Jednocześnie zaproponowano zmiany w organizacji kolegiów sądów - odejście od samorządowego składu kolegium na rzecz kolegium stanowiącego realne forum do omawiania współpracy.

Obecnie kolegium sądu apelacyjnego składa się z pięciu członków, wybieranych przez zebranie sędziów sądu apelacyjnego spośród sędziów tego sądu, a także z prezesa sądu apelacyjnego. Kolegium sądu okręgowego składa się zaś z prezesa tego sądu, najstarszego wiceprezesa oraz wybranych przez zebrania sędziów przedstawicieli SO i sądów rejonowych.

W projekcie PiS przewidziano zaś, że kolegium sądu apelacyjnego będzie składać się z prezesa SA i prezesów sądów okręgowych z danej apelacji, natomiast kolegium sądu okręgowego będzie złożone z prezesa SO i prezesów sądów rejonowych z danego okręgu.

Jak uzasadniono, proponowane składy kolegiów gwarantują miarodajność i racjonalność wyrażanych opinii zarówno odnoszących się do organizacji pracy w sądzie, jak tez kwestii osobowych i etycznych rozpatrywanych na posiedzeniach kolegium. 

Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Źródło: PAP, niezalezna.pl

Tagi

Wczytuję komentarze...

Nasza strona używa cookies czyli po polsku ciasteczek. Korzystając ze strony wyraża Pan/i zgodę na używanie ciasteczek (cookies), zgodnie z aktualnymi ustawieniami Pana/i przeglądarki. Jeśli chce Pan/i, może Pan/i zmienić ustawienia w swojej przeglądarce tak aby nie pobierała ona ciasteczek.


Strefa Wolnego Słowa: niezalezna.pl | gazetapolska.pl | panstwo.net | vod.gazetapolska.pl | naszeblogi.pl | gpcodziennie.pl